Alicja

Na początku ustalmy jedno – zdecydowanie nie tego się spodziewałam. Po przeczytaniu iluśtam opowiadań o Mordimerze i sporego kawałka Przenajświętszej Rzeczpospolitej oczekiwałam czegoś w ten deseń. Dostałam za to coś, co zaczęło się jak Dzień świra, po drodze nabrało nieco klimatu z najnowszego Woody’ego Allena, by wreszcie zapachnieć lekko Gaimanem. Mieszanka na początku nieco ciężkostrawna, ale warta spróbowania.

Książka składa się z dwóch części: Alicji i Miasta Grzechu oraz Alicji i Ciemnego Lasu. Zaznaczam to, bo w moim odczuciu części te różnią się od siebie dość znacznie. Czytając pierwszą miałam ochotę chwycić głównego bohatera za ramiona i solidnie nim potrząsnąć / czytać co dziesiąte zdanie / iść spać. Otóż na początku przedstawiony zostaje nam Aleks – pechowiec, któremu w życiu nie wyszło, niedorobiony autor scenariuszy filmowych. Aleks doskonale zdaje sobie sprawę ze swojego położenia, o czym przypomina nam co chwilę. Po dwudziestu stronach ta maniera staje się lekko irytująca, po pięćdziesięciu już dość wkurzająca. Przywołałam Dzień świra nie bez powodu. Czułam lekkie deja vu, z tą różnicą, że podejście Aleksa do życia było w dziwny sposób jeszcze bardziej przygnębiające, niż to reprezentowane przez pana o kocim nazwisku. Generalnie „świat jest jak papier toaletowy” i „i tak wszyscy zginiemy”. Gdzieś pośród tego wszystkiego pojawia się Alicja. Wiek? Według wyglądu i szkolnej legitymacji: czternaście. Według wszystkiego innego: dużo więcej. I dopiero tutaj pojawia się nadzieja, że to jednak nie będzie zwyczajna powieść o beznadziei życia.

Aleks jest narratorem, więc wszystkie zdarzenia obserwujemy z jego perspektywy. Przez sporą część książki przejawiał wysoce irytującą mnie manierę nawiązywania do przyszłych wydarzeń. „Gdybym wtedy wiedział, że…”, „Przypomniałem sobie o tym, gdy później…”, „Wtedy jeszcze nie rozumiałem, że…” – i tak co pięć stron. Dobrze, że z czasem mu przeszło. Dobrze, że im dalej w (Ciemny) Las, tym lepiej. Aleks irytuje coraz mniej, a akcja nabiera wyraźnych rumieńców. O ile w pierwszej części książki akcji jako takiej były śladowe ilości, o tyle w drugiej części rozważania na temat życia i wszechświata ustąpiły miejsca… No właśnie, czemu? Przygodzie w miejscu, gdzie koszmary senne szturmem przejęły zwyczajny, codzienny świat? Jakby to powiedział jeden z bohaterów: „może tak, może nie”…

Dobrze, pora zatem zastanowić się, o czym właściwie była ta książka. Jak już zaznaczyłam, dla mnie była mocno zróżnicowana. Przez pierwszą część zastanawiałam się, po jakie licho rozwlekać tak strasznie kwestię „jestem nikim, nie wierzę w siebie, ale może Alicja to zmieni”. A potem przyszła druga część i myśl: skoro Autor poświęcił tyle czasu na bardzo dokładne zapoznanie nas z Aleksem i Alicją, to może jednak czemuś to miało służyć, może miał nam coś do przekazania. Może chciał żebyśmy się zastanowili, jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić dla drugiego człowieka? Może chciał pokazać, że zawsze jest jakaś tam szansa na lepsze czasy? Jasne, rzucam mocno już wyświechtanymi frazesami, ale to Aleks zaczął. To Aleks, w swojej własnej opinii człowiek-nikt, z depresyjnego cynika powoli zmieniał się cynika może nie od razu tryskającego optymizmem, ale widzącego małe światełko w ciemnym tunelu. Pewnie, że może to być nadjeżdżający pociąg, ale równie dobrze może to być biegnący z latarnią w łapie Królik Bugs.

Tytuł: Alicja
Autor: Jacek Piekara
Wydawca: Fabryka Słów
Rok wydania: 2010

Reklamy

7 thoughts on “Alicja

  1. Czytałam tylko piewszą część i przyznaję się bez bicia, nie do końca mi podeszła. Teraz zastanawiam się czy czytać część drugą… Ale może sprobuję 🙂

  2. Ja zacząłem czytac od drugiej części, a to dlatego, że nabyłem ją w centrum taniej książki za 10 zł 🙂 Po przeczytaniu recenzji dochodzę do wniosku, ze może to i lepiej ;P

  3. @ThEvil – przepłaciłeś, bo pierwsze wydanie Alicji i Ciemnego Lasu można już zdobyć za 6zł. 😛 Za to pierwsza część jest niemal nieuchwytna.

    Alicja była pierwszą książką Piekary po jaką sięgnęłam. Pierwsza część wcale nie jest taka zła i irytująca jak twierdzi autor recenzji – przynajmniej mnie się podobała. Nie mogłam się oderwać i oba tomy pochłonęłam w niecałe 2 dni.

  4. Mi się Alicję bardzo szybko i lekko czytało, a te nawiązywanie do przyszłych zdarzeń, wcale nie pomagało w tym, żeby od książki się oderwać 😉 Historia mnie wciągnęła, klimat się udzielił, oba tomy oceniam ogólnie na plus (ale i tak w moim osobistym rankingu, opowiadań o Mordimerze to nie przebiło).

  5. Szczerze i z ręką na sercu: nie spodziewałem się i ja tego co przeczytałem , ale… jednak czytanie drugiej części bez pierwszej i na odwrót to wielka strata dla czytelnika.
    Ja przeczytałem obie, jednym tchem i powiem szczerze – jestem pod wrażeniem. aktualnie Piekara wg mnie to mistrz Fantasy w Polsce – na pewno historiami Mordimera przebił Geralta z Rivii 😉

  6. A ja nie zgadzam się z autorką recenzji. Przeczytałam książkę w całości, nie mogłam sie od niej oderwać. I musze przyznać, ze pierwsza częsć podobała mi się znacznie bardziej niż druga… ^^

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s