Wiedźma.com.pl

Wybaczcie starą okładkę, ale google mnie dziś nie kochają. Poza tym nowa jest kolorową wersją starej… i trochę mniej mi się podoba. Ale nie po okładce przecież książkę sie poznaje, ale po treści, więc o treści będzie, krótko, acz treściwie: rewelacja.

Jest to absolutnie obowiązkowa lektura każdej wiedźmy, która na dwuśladzie zaiwania po szosach, wpada na drzewa bo się zachwyciła roślinnością tudzież fauną jakowąś, wciska nos w przeróżne zielska, a upierdliwemu duchowi przyłożyła by łopatą. Takiej współczesnej wiedźmy, która techniki się nie boi i zamiast lusterek użyła by płytek CD, a o rytuałach voodoo najpierw poczyta w internecie.

Ja taką wiedźmą się czuję jak najbardziej, nawet mój rozklekotany rower wydaje bardzo dziwne wiedźmowate dźwięki, ale nawet, jeśli bym się nie czuła, to podejrzewam, że książka by mnie wciągnęła na amen. Przede wszystkim dlatego, że bardziej przypomina kryminał, ale taki rodem z Chmielewskiej, gdzie humor opiera się przede wszystkim na grze w skojarzenia oraz bazuje na inteligencji  oraz, nie ukrywajmy – erudycji czytelnika. Lubię książki napisane inteligentnie, które zakładają, że osobnik czytający ma mózg i potrafi go używać, a nawet, jeśli czegoś nie wie, to sobie google otworzy i znajdzie. Autorka niejednokrotnie „puszcza oko” do czytelnika, odwołując się do znanych postaci polskiej sceny fantastycznej (nie powiem, do kogo, przeczytajcie sami). Jeśli chodzi o mnie, to było to zgrabne i nienachalne, ot, bohaterka po prostu jest bardzo współczesna – ogląda popularne seriale i ma koszulkę z króliczkiem – samobójcą (a to akurat  serdecznie polecam znaleźć czytelnikom, którzy nie wiedzą nic o króliczku).

Oto zwykła baba, puszczona w trąbę przez gacha, otrzymuje spadek po ciotce – wiedźmie: chatę za polami, gdzie pieprz rośnie, tam, gdzie diabeł potrzebuje mapy, żeby komuś powiedzieć dobranoc. Na miejscu okazuje się, że Katarzyna Szyft, ciotka świętej pamięci, była wiedźmą z gatunku złośliwych wrednych babsztyli i sporo krwi napsuła za życia, a także – po śmierci. Spotkanie z nią, z okolicznymi duchami oraz z miejscową ludnością (która też potrafi zaleźć za skórę, nie gorzej od upierdliwej zjawy) jest główna siłą napędową powieści.

Jedyną, ale to absolutnie jedyną rzeczą, która mnie kosmicznie raziła było to, że sześcioletni syn głównej bohaterki sepleni, co wydawało mi się dziwne w porównaniu do tego, że cała rodzina jawi się jako naprawdę oczytana, inteligentna banda, zdrowo wychowująca dzieciaki. Mama poprawia gramatykę, ale nie wymowę, czyżby autorka nie potrafiła stworzyć przekonywującej postaci ruchliwego dzieciaka? Mnie seplenienie razi, nie rozczula, seplenić to sobie może trzylatek. Kompletnie nie kupuję tego zabiegu.

Tak poza tym nie mam do czego się przyczepić. Wielbiciele silnych babek, co to z mieczorem na potwory idą, czy z mordą i pazurami rzucają się na  (głównie męskich) przeciwników mogą się poczuć rozczarowani, ale to niestety ich strata. Mnie bohaterka urzekła, bo była najprawdziwszą współczesną wiedźmą, aż mogłam się z nią utożsamiać. Sama książka jest perełką językową, stylistyczną i treściową. Czuć rękę prawdziwej mistrzyni. Dla wszystkich, którzy mają ochotę na coś więcej niż zabawę konwencją czy niewybredny humor.

Ewa Białołęcka, Wiedźma.com.pl
wyd. Fabryka Słów 2010 (wyd.2)

Reklamy

14 thoughts on “Wiedźma.com.pl

  1. Faktem jest, że pani Białołęcka pisze inteligentnie i to właśnie bardzo w jej prozie cenię. Akurat „Wiedźma” wydała mi się tylko prostym (choć przyjemnym) czytadłem, ale polecić mogę również z czystym sumieniem. Książka akurat na wakacje. Tak jak „Róża Selerbergu” tej samej autorki… 🙂

  2. cóż, przyznaję, że mi się bardzo kojarzyła z książkami Chmielewskiej, które też są idealną lekturą „na wakacje” i wcale nie umniejsza to ich wartosci 🙂 dokładnie – miła, przyjemna lekturka.

  3. „Wiedźma” jest cudowna a Twój opis idealnie to oddaje. Chociaż mi seplenienie nie przeszkadzało. Warto jeszcze dodać, że bohaterka miała doskonałe podejście do duchów i ogólnie do wiedźmowania. W głowie wciąż siedzi mi scena z wieszaniem płyt CD (czy może DVD?) na drzewach, żeby zdjąć uroki ciotki.
    Wspaniała!

  4. Jestem szczęśliwą posiadaczką paru książek Białołęckiej i dobrze wspominam przygodę z jego twórczością. Myślę nawet o odświeżeniu sobie kilku jej pozycji w te wakacje, dobrze się je czyta 🙂

    Pozdrawiam serdecznie 🙂 Anhelli*

  5. ooo, to coś dla mnie. Kupiłam córce, też z taką okładką, ta mniej kolorową czyli, ona już zaliczyła, a ja sama nie wiedziałam, czy po nią sięgnąć czy nie. Ale mnie zachęciłaś

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s