Słodka jak krew

Umieranie boli. Najpierw, kiedy dokonuje się Przemiana, potem, kiedy dopadnie cię światło słoneczne, srebrna kula, krzyż czy… Łowca.

W potoku Zmierzchoklonów czy innych książek, przedstawiających wampiry na zasadzie oswojonych tygrysów, ta pozycja jawi się jako wysepka normalności.  Wampiry nie są nieszczęśliwymi stworami nocy, które podświadomie tęsknią do blasku słońca i błękitnego nieba. Nie są smutnymi romantykami, snującymi się w blasku księżyca. Są stare, zblazowane, cyniczne i głodne.

Główna bohaterka świetnie wpisuje się w ogólny klimat, choć nie jest do końca wampirem. Jej Ojciec dysponował mocą, dzięki której Kristina może biegać w pełnym słońcu i nawet wszamać tatar z łososia. Dodatkowo mamy zawodowego wampira-kata, który ma nieco staroświeckie podejście do kobiet Nie, nie jest szarmancki, bo jego „staroświeckość” sięga czasów, kiedy kobiety były przedmiotami, które można odstąpić przyjaciołom na wieczór oraz ukatrupić, kiedy marudziły za bardzo.

Przyznam, że z ulgą powitałam odmianę w korowodzie „bystrych babeczek o ciętym języku”. Z drugiej strony poczułam się, jakby mi ktoś na głowę wylał wiadro pomyj. Książkę czyta się ze wstrętem, odrazą i przeświadczeniem, że jest się gorszym rodzajem istnienia. Zabieg genialny, moim zdaniem, choć to moze sprawić, że bardziej czuły na tym punkcie czytelnik się zniechęci. Cóż, ja jestem upartym babsztylem, więc dałam radę.

Człowiek jest istotą pożyteczną, ale na dłuższą metę męczącą. Żałosny w swojej fascynacji wampirami, śmieszny w swych romantycznych wyobrażeniach. Słaby, emocjonalny i bezsensownie nietrwały. Wampiry patrzą na ludzi z perspektywy kilku wieków, po latach oglądania okropieństw (i częstego się do nich przyczyniania) można faktycznie czuć się znudzonym. Jedyne, co się nie zmienia to niebotyczny egoizm i pragnienie.

To, co mnie zafascynowało, że autorka osiągnęła ten efekt nie epatując ohydą. Było by to pójście na łatwiznę. Nie, pani Petra maluje słowami ponure uliczki czeskiej Pragi, snuje dym papierosów, obsypuje nas kokainą i topi w alkoholu. Każe gnać wzdłuż starych murów, zaprowadza w zapomniane piwniczki pod klasztorami i na cmentarzach. Czasem daje nam posmakować wampirzego krzyku, który kruszy ściany, a inne wampiry przerabia na krwawą miazgę.

To nie jest grzeczna książeczka. To jest rewelacyjnie napisana opowieść z perspektywy istoty, która miała parę stuleci czasu, by nabrać pogardy dla świata. Krwiożercza, a równocześnie nie przekracza cienkiej granicy dobrego smaku. Przeczytałam ją z prawdziwą przyjemnością – tak, jak z rozkoszą sięga się po piekielnie ostre ogórki konserwowe po kilku godzinach ssania landrynek.

Dobry wampir nie jest zły? Ależ jest, moi drodzy, jest. I to jak.

Petra Neomillner, Słodka jak krew
wyd. Fabryka Słów, Lublin 2009

Reklamy

6 thoughts on “Słodka jak krew

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s