Konkurs #2

I oto jest! Obiecany konkurs! Do wygrania jest Galeria dla dorosłych Feliksa W. Kresa (Szyszka mówi, że waaaarto). Więc śmiało, ludziska drogie, zapraszamy do zabawy!

Zasady nie są skomplikowane. Oto, co należy zrobić, żeby położyć łapę na tej wybornej książce:
w maksymalnie 5 zdaniach napisać własne zakończenie, lub ciąg dalszy, ulubionej bajki z dzieciństwa (pisanej bądź animowanej, jak wolicie);
– wkleić to jako komentarz pod niniejszym wpisem;
– koniecznie się podpisać – anonimy nie biorą udziału w konkursie.

Tyle! Macie czas od teraz do piątku (3.09) włącznie. W sobotę nastąpi komisyjne losowanie szczęśliwca. Wyniki niezwłocznie ogłosimy na blogu. Ten ów szczęśliwiec będzie proszony o podanie swojego adresu (tylko adresy polskie), na który prześlemy książkę.

Prawda, że łatwe i przyjemne? No to do dzieła! Poznajmy potęgę waszej wyobraźni 🙂

PS. Żeby nie przeszkadzać waszej wyobraźni, znikamy do piątku. Możecie tęsknić, my będziemy (:

Reklamy

13 thoughts on “Konkurs #2

  1. Piękna i Bestia

    Pan na włościach na zawsze pozostał, nazwijmy umownie, bestią, lecz jego kobiecie wcale a wcale to nie przeszkadzało. Więcej nawet – w chłodne wieczory z lubością wtulała się w jego zmierzwione futro i cichutko szeptała, jaki to jej partner życiowy jest męski, inny od tych wszystkich wyglancowanych fircyków. Żyli w szczęściu i spełniali się zawodowo – on jako jeden z głównych udziałowców IBM-a (akcje kupił za młodu, kiedy jeszcze był nieobrośnięty), ona prowadziła terapię grupową dla nieszczęśliwych żon w miejscowym kole gospodyń wiejskich.
    Także słudzy zaklęci w sprzęt AGD zaczęli dostrzegać jasne strony swojego położenia – otworzyli kabaret i pod wodzą Zegara objeździli cały świat, niosąc ludowi uśmiech i dorabiając się przy tym niemałej fortunki.
    Wszyscy żyli długo i szczęśliwie – jak to w bajce.

    FIN

  2. Zmierzch ( czyż to nie bajka?)

    Edweard próbuje wybudzić w mało delikatny sposób Bele ze śpiączki, w którą zapadła po wydarzeniach z sali baletowej. Chce jej powiedzieć o nadciągającym niebezpieczeństwie ze strony ścigającego ich a raczej jego Doktora Van Hellsinga, który jest największym łowcą wampirów ever. Edwardowi nie udaje się jej wybudzić mimo, że wylał jej szklankę wody na twarz, uszczypnął ją, pociągnął za włosy i pościł z mp3 najnowszy przebój jej ulubionego Jastina Biebiera. Do sali wkracza Van Hellsing i z miejsca atakuje Edwarda miedzy innymi Krzyżem przywiezionym z Polski jako trofeum po starciu z Zombie-Krzyżakami,, bije go nim po głowie, poi wodą święconą i karmi czosnkiem, niszczy mu też fryzurę i makijaż, przez co Edward się poddaje. Ed w zamian za resztki pianki i żelu ze swojej bujnej czupryny proponuje Hellsingowi Bele, ten zgadza się i zabiera ją do swojej posiadłości w Anglii, lecz po wybudzeniu jej wytrzymuje z nią kilka dni po czym popełnia samobójstwo a bela wraca do Edwarda i żyją w deszczu i cnocie długo i szczęśliwie:)

  3. Czerwony Kapturek:

    Po tym jak leśniczy zabija wilka zostaje oskarżony o kłusownictwo. Nie dość, że wilk był gatunkiem chronionym w lesie to ten jeden osobnik był największą atrakcja turystyczną regionu. Zdesperowany leśniczy zostaje pasożytem społecznym i zaczyna pić bimber domowej roboty. Czerwony kapturek (który międzyczasie zmienia kapturek na czerwoną sukienkę i pracuje w „dzielnicy czerwonych świateł”) lituje się i postanawia utrzymywać leśniczego. Po pewnym czasie w wypadku kolejowym ginie babcia, która przepisała wysoki spadek swojemu nieślubnemu dziecku – Byłemu Leśniczemu. Zaraz po tym wyjeżdżają do Acapulco i tam żyją długo i szczęśliwie.

  4. Czerwony Kapturek:

    Po tym jak leśniczy zabija wilka zostaje oskarżony o kłusownictwo. Nie dość, że wilk był gatunkiem chronionym w lesie to ten jeden osobnik był największą atrakcja turystyczną regionu. Zdesperowany leśniczy zostaje pasożytem społecznym i zaczyna pić bimber domowej roboty. Czerwony kapturek (który międzyczasie zmienia kapturek na czerwoną sukienkę i pracuje w „dzielnicy czerwonych świateł”) lituje się i postanawia utrzymywać leśniczego. Po pewnym czasie w wypadku kolejowym ginie babcia, która przepisała wysoki spadek swojemu nieślubnemu dziecku – Byłemu Leśniczemu. Zaraz po tym wyjeżdżają do Acapulco i tam żyją długo i szczęśliwie.

    P.S. Skoro jesteśmy przy kontynuacjach bajek to koniecznie trzeba zobaczyć ten komiks:

    http://www.vgcats.com/comics/?strip_id=207

  5. Kopciuszek

    – Odchodzę – rzekła cicho.
    Potem, dużo głośniej, zrzucając w biegu przeklęte buciki, powód jej sławy i małżeńskiego szczęścia, krzyczała na przemian „Odchodzę” i „Nareszcie”.
    Kiedy śniła o wielkim pałacu podczas sprzątania kuchni, była pewna, że jest to najważniejsza rzecz pod słońcem. I najpiękniejsza. Ale właśnie z okien sypialni księcia, u którego boku budziła się co rano, przekonała się, że świat nie ma kresu, a już na pewno nie kończy się pałacem.
    Pewnego ranka, obudziwszy się przed małżonkiem, który w codziennym pożyciu okazał się bufonem i przy tym okropnym sknerą, nie chcącym słyszeć nawet o dalekich podróżach, zamorskich wyprawach (Ach! Czy w czasach posługiwania przybranym siostrom Kopciuszek wiedziała w ogóle, jak piękne jest morze?), doznała uczucia potwornego zawodu. Zza pluszowej kotary nieśmiało uśmiechało się do niej jeszcze lekko zaspane słońce, przez wąską szparę w szczelinie między ciężkimi zasłonami, sącząc prawdziwą radość życia.
    Wtedy pierwszy raz pomyślała, że może opuścić księcia. Rozwieść się z nim. Odejść. Czuła, że w ten sposób okazuje niewdzięczność, miała świadomość, że dwie trzecie kobiet w całym królestwie oddałoby wszystko, by być na jej miejscu. A ona czuła, że ten przepych ją uwiera, że podcina jej horyzont.
    Pokątnie uczyła się mądrych słów z jedynego wydanego w królestwie Słownika wyrazów obcych. Turystyka, wędrowiec, Odyseusz, wreszcie: emancypacja. W antologii poezji dziwnego kraju, Polski, przeczytała kiedyś zdanie „Każdy człowiek to Odys, wciąż w podróży do ukochanej Itaki”. Mimo, iż miała wrażenie, że poezja gdzieś gubi rytm (była prawie pewna, że winnym jest tutaj tłumacz, nadworny poeta księcia, oczywiście daleki krewny), to jednak odczuła, jak wielką prawdę głoszą te słowa.
    Chciała zostać Odysem, chciała szukać Itaki.
    Biegnąc polami ku odległemu obrazkowi, na którym ostre szczyty gór tańczyły z chmurami radośnie, krzyczała jeszcze: „Itaka jest gdzie indziej!”.

  6. Mam nadzieję, że nie zostanę zdyskwalifikowany za przekroczenie dopuszczalnej długości tekstu:) Pozdrawiam organizatorów konkursu

  7. ŚPIĄCEJ KRÓLEWNY CIĄG DALSZY

    „Dwoiste życie nasze: sen ma świat udzielny
    Śród otchłani, nazwanych bytem i nicestwem,
    Nazwanych, lecz nieznanych, – sen ma świat udzielny,
    Z rzetelną władzą rządząc nad marnym królestwem.”
    (George Gordon Byron)

    Żyli długo i szczęśliwie, królewna nazywana teraz śpiącą i książę, który niegdyś wybudził ją z owego snu.
    Niektórzy złośliwcy szeptali po kontach, że po tak długim śnie, królewna wiecznie będzie ziewać i zasypiać przy każdej możliwej okazji, i mieli rację, lecz jedynie w jednej setnej – królewna naprawdę się zmieniła. Choć cieszyła się życiem i kochała swojego młodego męża, wciąż czułą, że coś wymknęło jej się z rąk. Wcześniej, zanim zła wiedźma rzuciła na nią czar, życie zdawało jej się być marzeniem sennym – było piękne, wesołe i cudowne, niczego nie brakowało i każdy ranek był powodem do radości, bo oto wreszcie skończyła się noc i można cieszyć się życiem. Teraz jednak było inaczej, każdego ranka, budząc się w promieniach jasnego słońca, królewna czuła smutek, ogromny smutek ściskający coś w środku zimną ręką, przerażał ją, bo nie chciała się przyznać sama przed sobą, że teraz kocha bardziej sen niż jawę. Nie wiedziała bowiem, że jeżeli raz się wstąpi się do Krainy Wiecznego Snu, już nigdy do końca się jej nie opuści.

  8. SMERFY

    — Smerfelebele — rzekł Papa Smerf i z zatroskaną miną rozejrzał się po okolicy. Jego broda była już zupełnie siwa, ale gdyby mogła posiwieć jeszcze bardziej, stałoby się to w ciągu ostatniego miesiąca. Miarka się przesmerfnęła! Kto by pomyślał, że niezmiernie miłe jego sercu błękitne stworzonka tak się zatraciły. Wioską ich targała rewolucja czytelnicza. Dotychczas tylko Smerf Ważniak chodził z książką pod pachą. Teraz niemal wszyscy czytali bez opamiętania. Smerfetka pochłaniała „Targowisko próżności”. Łasuch w jednej ręce trzymał „Klub Pickwicka”, a w drugiej „Ucztę”. Farmer leżał pod liściem sałaty z „Buszującym w zbożu” w ręku. Osiłek podnosił na wysokość oczu „Nieznośną lekkość bytu”. Spod poduszki Śpiocha wystawała okładka z napisem „Życie snem”. Złośnik upodobał sobie „Wściekłość i wrzask”, a Laluś zaczął się przeglądać w stronicach „Fircyka w zalotach” (w tym czasie Zgrywus mu docinał i krzyczał: „Fircyk w galotach! Fircyk w galotach!”). Maruda zgłębiał „Sylogizmy goryczy”, natomiast Pracuś — „Syzyfowe prace”. To jeszcze nie wszystko. Epidemia dotknęła nawet Pasibrzucha! Z jego widelca tłuszcz skapywał na kartki „Gargantui i Pantagruela”. Istny kataklizm!

    — Jedyna nadzieja w Gargamelu — myślał Papa Smerf. Musi się pojawić i przestraszyć Smerfy. Może wtedy się ockną.

    Los sprzyjał planom Papy. Gargamel już się przygotowywał do wyprawy. Istniało niebezpieczeństwo, że on też pogrąży się w jakiejś lekturze, mieszkał wszak niedaleko i do niego również dochodziły fluidy, które omamiły Smerfy. Obawy okazały się zupełnie płonne. Garguś zaopatrzył się wprawdzie w solidny, ilustrowany podręcznik „1000 sposobów łapania Smerfów”, ale po przeczytaniu dwunastu wyrazów cisnął nim w Klakiera, bo nie zrozumiał opisywanego mechanizmu.

    Zbliża się chwila starcia. Smerfy czytają, Gargamel czai się w krzakach. By dodać sobie animuszu, łyka parę kropel z butelki, stojącej obok niego. Nie zauważa, że Zgrywus dorzucił tam kilka tabletek nasennych. Na efekty nie trzeba długo czekać. Wkrótce w Wiosce Smerfów słychać donośne chrapanie. Natężenie decybeli znacznie przekracza dopuszczalne normy. I stało się! Smerfy odkładają książki, mobilizują się. Ale to nie są już takie same Smerfy jak przedtem. Już nie będą uciekać w popłochu. Lektura ich czegoś nauczyła. Postanawiają potraktować Gargamela tak, jak Liliputy potraktowały Guliwera. Tysiącami małych sznurków przytwierdzają pogromcę do podłoża. Skutecznie, bo gdy ten się budzi, nie może nawet kiwnąć palcem. Za to siarczyście klnie.

    Po kilkudniowych torturach Gargamel zdecydował się wreszcie podpisać pakt i zrzec się prawa do polowania na Smerfy. Zniósł łaskotanie. Zniósł wyrywanie wąsów. Zniósł żarty Zgrywusa. Zniósł monologi Marudy. Zniósł wykłady Ważniaka. Ale znieść nie mógł ostatniej, najwymyślniejszej tortury. Otóż Smerfy czytały mu na głos. Powieści, poezję, dramaty i eseje! Już po kilku słowach Gargamel miał dosyć. Nie mógł tego słuchać. Wnętrzności się buntowały. Oblewał go zimny pot. Złamał więc się, wspaniałomyślne Smerfy przecięły kilkadziesiąt linek, z reszty uwolnił się sam i uciekł w popłochu.

    Uradowane Smerfy wróciły do wioski. — Nie trzeba było się martwić — Smerfetka rzekła do Papy. — Patrz, jak udało nam się pozbyć Gargamela. Inaczej nigdy byśmy na to nie wpadli. On odrzekł, że ma absosmerfną rację.

    Życie toczyło się dalej. Smerfy dużo czytały, mało spały, więc żyły krótko, ale szczęśliwie.

  9. Głupia jestem jak but Gargamela. Najpierw przeczytałam zasady, a dużo później zabrałam się za pisanie (zasad już sobie nie przeczytałam). Oczywiście zdążyło mi z głowy wylecieć, że jest limit pięciozdaniowy.
    Chyba zostanę zdyskwalifikowana.
    Niniejszym przepraszam z nieuwagę, złamanie regulaminu i przydługi tekst.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s