Ponyo (2008)

Hayao Miyazaki jest czarodziejem – to popularna, choć jeszcze nieudowodniona naukowo teoria. I choćby człowiek był bardzo sceptycznie do tego pomysłu nastawiony, to jednak po obejrzeniu filmów Miyazakiego zaczyna się zastanawiać. Tak, coś w tej teorii o czarodzieju musi być. Bo Hayao Miyazaki to taki dobry i mądry czarodziej, który obdarowuje swoją magią wszystkich, którzy zechcą posłuchać jego opowieści.

Istnieje legenda o złotej rybce. Nie, ta rybka nie będzie spełniała życzeń. Według legendy, gdy ktoś złapie złotą rybkę o ludzkiej twarzy, rybka ta sprowadzi tsunami… Mały Sousuke znalazł złotą rybkę na dole klifu, na którym mieszka. Ale jego złota rybka nie jest zła. Ma śmieszny pyszczek i lubi jeść szynkę. Potrafi nawet czarować! Dostaje więc czarodziejskie imię – Ponyo. Sousuke nie wie jednak, że Ponyo ma rodzinę, która będzie chciała wyrwać ją z rąk niebezpiecznych ludzi. Cóż z tego, że Ponyo wcale nie chce być ratowana?

Filmy Miyazakiego są bardzo charakterystyczne. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to grafika. Za animację Ponyo (a także wielu innych filmów) odpowiada studio Ghibli. Kreska jest bardzo staranna, może nieco staroświecka, ale dodaje to tylko uroku. Nie jest przesłodzona na siłę – jeżeli wiedźma ma być brzydka, jest brzydka. Jeżeli potwór ma być straszny, jest straszny. A jeżeli nimfa ma być piękna – jest piękna. Dla mnie, karmionej przez długi czas animacjami komputerowymi i filmami 3D, oglądanie „rysowanej” bajki ma wręcz nostalgiczny wymiar. Owszem, lubię Shreka, Epokę lodowcową, Madagaskar… Lubię. Filmy Miyazakiego kocham. Całym swoim małym, cynicznym serduszkiem. Za to, że tak łatwo przy nich zapominam, czym właściwie ten cynizm jest.

Nie inaczej jest z Ponyo. Zaczyna się jak zwykła opowiastka na dobranoc – ot, chłopczyk znalazł złotą rybkę. Ale po skończonym seansie z zaskoczeniem stwierdzamy, że epitet „zwykły” jest zupełnie nie na miejscu. Niesamowita wyobraźnia Miyazakiego pozwala nam oglądać magiczne wręcz historie, których przesłanie możemy z łatwością przenieść do naszej rzeczywistości. I tak dotarliśmy do kolejnego wyznacznika filmów Miyazakiego – seans spodoba się nie tylko dzieciom, ale także dorosłym. Dzieciaki będą zachwycone mieniącymi się kolorowymi obrazkami, przygodami małego Sousuke, żartami uroczej rybki. Zrozumieją też najbardziej oczywiste przesłanie. Z kolei dorośli mogą śmiało doszukiwać się tych mniej oczywistych znaczeń.

Shrek i ekipa też były reklamowane jako świetna zabawa dla całej rodziny. Nie mam zamiaru tego negować, jak powiedziałam, lubię takie bajki. W końcu kto nie lubi się pośmiać? Ponyo, a także pozostałe dzieła Miyazakiego, polecam tym, którzy chcą się uśmiechnąć. Tak szczerze i całym sobą. Uśmiechnąć się na początku seansu. I jeszcze po seansie. Bo nagle okazuje się, że nie trzeba rzucać nam w twarz wyświechtanymi frazesami o potędze przyjaźni i miłości. Wystarczy trochę wyobraźni, a nawet ja, śmiejąca się do rozpuku z idiotycznych tekstów Shreka, oglądając Ponyo potrafię się po prostu uśmiechnąć. W końcu jestem tylko dzieckiem…

Recenzja została napisana dla portalu Oblicza Kultury

Advertisements

8 thoughts on “Ponyo (2008)

  1. „Za to, że tak łatwo przy nich zapominam, czym właściwie ten cynizm jest.” Jak to ładnie napisałaś 🙂 i tym zdaniem trafiłaś w sedno jego bajek.
    Chyba nie będę oryginalna, że najbardziej kocham „Ruchomy zamek Hauru” (z trzech jego bajek, które widziałam). Mogę oglądać to ciągle od nowa i rozpływać się nad czymś coraz to innym. On tworzy bajki zupełnie inne, jak napisałaś, całkowicie odmienne od zalewu po-shrekowych bajek, jak dla mnie ciągle takich samych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s