Gotowi na wszystko

Zbieżność tytułu z popularnym serialem „Gotowe na wszystko”, traktującym o sfrustrowanych gospodyniach domowych nie jest przypadkowe. Właściwie nic w tej książce nie jest przypadkowe – nawet karaluchy w kuchni układają się w zgrabne napisy. Ale tak to bywa w felietonach. Szczególnie w tych z Australii, gdzie – jak powszechnie wiadomo – ludzie chodzą do góry nogami, a Bóg objawił swoje wyjątkowe poczucie humoru tworząc dziobaka.

Książka pisana jest dość specyficznym, hiperbolizującym stylem, przypomina raczej monolog komika na scenie. Taki sam efekt z reszta wywołuje – zalecam czytanie w odosobnionych miejscach, bo ludzie mogą dziwnie reagować na kwiki radości i łapanie się za brzuch ze śmiechu.

Autor opisuje codzienne, życiowe sytuacje takie jak wyjazd żony i konieczność wyżywienia potomstwa, zapuszczanie wąsa na wakacjach (+10 do atrakcyjności dla… obcych mężów), świąteczne zakupy, wyjazdy, ot, życie. Robi to jednak w rewelacyjnym stylu. O dziwo, choć jest to stricte męski punkt widzenia, pozbawiony jest on złośliwego zabarwienia szowinistycznego, raczej opiera się na uwypukleniu kontrastów między tym, co uważa się za „typowo męskie” czy „typowo kobiece” atrybuty.

Jeśli ktoś czytał i zakochał się w „Trzech panach w łódce, nie licząc psa” odnajdzie w „Gotowych na wszystko” podobny styl. Ja osobiście jestem fanka opowieści w stylu „wuja wieszającego obraz”, dlatego czytając opowieść o tym, jak bohater zostaje sam z dziećmi i prowadzi swego rodzaju pamiętnik, który z czasem staje się opisem kolejnych porażek domowych. Kurcze, no, czemu dzieci marudzą na makaron z sosem? Przecież przez ostatnie pięć dni im smakował, co to za fanaberie po szóstym dniu?!

Książeczka urzeka ciepłem i lekkością, jestem pewna, że spodoba się zarówno kobietom, jak i mężczyznom. Śmiem posunąć się nawet do tego, że była by świetnym prezentem dla mężczyzny, który tak naprawdę tęskni do czasów polowań na mamuty i gapienia się w ogień. Z braku powyższych zmuszony jest wydawać walkę obowiązkowi wyrzucania śmieci i przypala obiad.  Richard Glover jest jednym z Was, mężczyźni, jest Waszym mężem/chłopakiem, drogie panie. Warto się z nim zaprzyjaźnić.

Richard Glover, Gotowi na wszystko
wyd. Otwarte, 2008

Reklamy

7 thoughts on “Gotowi na wszystko

    1. jeśli chodzi o mnie, to odkopałam ją niedawno przypadkiem w pudle przeprowadzkowym i umarłam ze śmiechu – czytałam na podłodze, wśród rozbebeszonych gratów. Nie mogłam się oderwać 🙂 Od razu wcisnęłam mojemu mężczyźnie, hi hi.

  1. Ja tak czytuję „Świat według Clarksona” – parskając śmiechem, cytując co lepsze teksty na głos (czyli połowę książki właściwie xD ) i tak dalej. 😉 Może kiedyś do tego też sięgnę, ale to raczej nieprędko. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s