Lost Room

Mroczna uliczka, deszczowy wieczór. Ponure pomieszczenie z ponurym drabem. Spoceni Latynosi, zakazane mordy. Na stole pojawia się walizka, która – zgodnie z konwencją ponurozaułkową – powinna być wypchana pieniędzmi, albo kokainą. Jednak w środku jest… klucz. Taki zwykły, od taniego motelu. Chwilę później pojawia się facet, który nerwowo klika długopis… a potem wszystko jest krzykiem i światłem.

Gdzieś na pustyni jest pokój, zawsze skąpany w popołudniowym słońcu. Jest prawie pusty, jeśli nie liczyć łóżka. Brak typowych drobiazgów, które świadczyły by o tym, że ktoś tam mieszka, jednak czuje się czyjąś obecność. Motelowy pokój, zawieszony w czasie. Cokolwiek do niego włożysz – znika. Niestety, ludzie też.

Przekona się o tym boleśnie detektyw Joe Miller, który przypadkowo natyka się na tajemniczy klucz, który pasuje do każdego zamka i zawsze otwiera drzwi do tajemniczego pokoju. Wkrótce okazuje się, że każdy przedmiot zabrany z tamtego miejsca posiada niezwykłe zdolności. Tajemnica goni tajemnicę, widz z szeroko otwartymi oczami z fascynacją oczekuje pojawienia się kolejnego przedmiotu, trzyma kciuki, żeby Joe odnalazł swoją córeczkę i nie dał się ludziom, którzy na tajemnicze przedmioty polują…

Króciutki serial (3 lub 6 odcinków) jest istną perełką niesamowitości. Idea „magicznego pokoju” z którego można wejść w każde miejsce na ziemi (o ile posiada drzwi), wybuchowego długopisu czy innych niesamowitych przedmiotów (nie będę psuła niespodzianki) fascynuje i pochłania bez reszty. Całość leciutko ociera się o „Strefę mroku”, trochę straszy, trochę bawi, generalnie – wciąga. Nieopatrznie odpaliłam pierwszy odcinek i skończyło się to zarwaną nocą (zła Foka, zła, takie fajne seriale poleca!). Niestety pod koniec serial nieco zwalnia, przynajmniej w porównaniu do pierwszych odcinków, które aż ociekają tajemnicą, jednak całość zostawia bardzo sympatyczne wrażenie.

Cóż mogę powiedzieć oprócz – obejrzyjcie? Scena, w której detektyw goni człowieka, który „magicznym biletem” wysyła ludzi „do piekła” rozłożyła mnie totalnie (dla wielbicieli „House’a” – przeurocza, wymiętolona wersja dr Tauba). Powoli rozwija się tajemnica Obiektów, zagadka Pierwszego Obiektu, nie mówiąc już o Wydarzeniu, które zawiesiło pokój poza prawami fizyki i logiki.

Nawet nie wiesz, kiedy przyjdzie ci zapłacić za używanie Obiektu. A cena zawsze jest wysoka. Szczególnie, że Obiekty przyciągają się wzajemnie, nawołują i za wszelką cenę pragną się połączyć i wrócić do motelowego pokoju…

Lost room, 2006
wyst. Peter Krause, Julianna Margulies, Peter Jacobson, Elle Fanning

Reklamy

3 thoughts on “Lost Room

  1. Właśnie, właśnie – początek serialu postawił wysoko poprzeczkę i miałam duże, bardzo duże oczekiwania – więc końcówka jakoś tak… Bez fajerwerków.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s