Piekło pocztowe

Narzekacie na Pocztę Polską? Widocznie nie byliście nigdy w Ankh-Morpok, gdzie listy piętrzą się w stosy tak wielkie, że wytworzyły sobie własną osobowość. Pomóc im może tylko człowiek, któremu pewien „dobrotliwy” anioł (Lord Vetinari, a jakże) dał drugą szansę. Tylko czy Moist będzie chciał z tej szansy skorzystać, czy raczej… a, no nie, uciec nie może, bo pilnuje go bardzo praworządny golem. Witamy w pocztowym piekle!

„Going postal” to nieprzetłumaczalny idiom amerykański, który sugeruje, że pracownicy poczty są niezrównoważeni psychicznie i mają częste napady szału, kończące się masowym mordem i strzelaniną z policją. Termin ten dotyczy każdego przypadku niekontrolowanego szaleństwa, które sprawia, że człowiek strzela do współpracowników. Pratchett nie byłby sobą, gdyby się takim ładnym idiomem nie pobawił – stąd mamy polskie „Piekło pocztowe”.

Historia opowiedziana w filmie jest prosta: oto lord V. w celu zlikwidowania monopolu sekarów (coś w rodzaju wieży telegraficznej) postanawia uruchomić na nowo urząd pocztowy. Co z tego, że jedyni pracownicy, którzy zostali nadają się bardziej do domu starców niż na dziarskich pracowników, a na czele poczty staje zawodowy oszust i kłamca? Poczta ma działać. Niestety, wydaje się, że nieszczęściom nie ma końca, ktoś czyha na głównego bohatera, a nawet jego ukochana prędzej obije go bacikiem niż powie miłe słowo…

Dobrze, teraz konkrety. Miałam to szczęście, że książkę czytałam bardzo dawno, w dodatku po angielsku, więc nie raziły mnie szczególnie nieścisłości czy przekłamania, za to obejrzałam sobie naprawdę dobry film. Udowodnił on fabułą, że nie trzeba fantastycznych stworzeń, masy efektów specjalnych czy tajemnic, aby stworzyć wiarygodny świat fantasy. Ba, pokusiłabym się nawet o to, że mało było fantasy w tym fantasy, ot, historia, jaka mogła się przytrafić wszędzie… i pewnie się zdarza każdego dnia, tam, gdzie małe firmy walczą z gigantami rynkowymi.

Czy wielbiciele Pratchetta się zawiodą? Moim zdaniem – nie – o ile nie nastawią się na dopracowany świat, mało (niestety) jest też tego typowego ironicznego poczucia humoru (moim zdaniem – za mało magów!), ale sama ksiażka też nie wpadła mi w pamięć jako szczególnie zabawna. Miała być sensacyjna i taka też była, podobnie film sprawia, że trzymamy kciuki za bohatera, który beztrosko przechodził przez życie, krzywdząc innych swoimi oszustwami, a teraz pokutuje zakopany po uszy w listach.

Zanurzenie się w świat Dysku ze słuchawkami na uszach, śliczne obrazki migajace przed oczami i wielgachny kubek pełen ciepłej herbatki – czego chcieć więcej?

Piekło pocztowe (Going Postal), 2010
reż. Jon Jones
wyst. Richard Coyle, Clarie Foy
muzyka John Lunn

 

Advertisements

13 thoughts on “Piekło pocztowe

  1. Ja Pratchetta nie czytałam ani jednej książki, ale po obejrzeniu tego filmu nabrałam na niego ochoty:)

    I nawet zaplanowałam sobie „Wakacje z T.P.”, bo wtedy zdecydowanie więcej czasu mam na czytanie…

  2. Może pracownicy naszej, rodzimej Poczty P. powinni jako lekturę obowiązkową przeczytać tę książkę lub obejrzeć fiml 🙂 A może jednak nie…Bo będzie draka 🙂
    Niestety nic nie czytałam jeszcze Pratchetta 😦 Czy jest jakaś szczególna książka, którą mogłabyś mi polecić. Dziękuję i serdeczności 🙂

    1. Ja najbardziej kocham „Trzy wiedźmy” i „Wyprawę czarownic”, czyli o magii Ramtopów, rewelacyjny też jest „Kosiarz” z panem Śmiercią w roli głównej, a potem już z górki… świat Pratchetta wciaga, ma swoją specyfikę, która wyraźnie ewoluuje wraz z kolejnymi książkami cyklu. Najlepiej wziąć pierwsze z cyklu 😀

      1. To widzę, że kochamy dokładnie te same książki 😉 Co prawda kocham wszystkie książki Pratchetta, ale te najbardziej 😉

        Jeżeli chodzi o film, jest nawet fajny. Zdecydowanie wolę jednak animowaną wersję Trzech wiedźm 😉

  3. O! Kilka razy już leciało na HBO i zawsze przegapiłam, teraz muszę przypilnować. Książka podobała mi się bardzo (choć ja jestem fanatyczką Pratchetta, więc być może jestem nieobiektywna). Bardzo chcę obejrzeć ten film!

  4. Bałam się Vetinariego w wykonaniu Charles’a Dance”a (rudy Vetinari – być nie może!) ale rozczarowałam się bardzo pozytywnie (rudy Vetinari być może jak najbardziej!)

    acz, Jeremy Irons jako Vetinari w Kolorze Magii… klasa sama w sobie…

    a wczoraj obejrzałam Wiedźmikołaja… i nie wiem. Trochę na tak. ale sam Wiedźmikołaj jest dziwną książką, trochę inną niż reszta. No i ŚMIERĆ 🙂

  5. Film jest naprawdę niesamowity. Szczególnie podobała mi się muzyka. Poruszył mnie motyw muzyczny, który pojawia się w scenach: gdy Moist i Adora zatrzymują się przy zrujnowanym sekarze w trakcie podróży do Sto Lat, a później już w 2 części, gdy Adora przegląda księgi Gilta i dowiaduje się o zleceniu morderstwa jej ojca i brata. Nie wiecie, gdzie mogę dostać płytę z soundtrackiem albo chociaż gdzie znajdę ten motyw?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s