Sekret Księgi z Kells

Na początek – nieco historii. Księga z Kells jest autentycznym średniowiecznym manuskryptem. Zachwyca misternymi iluminacjami i jest arcydziełem sztuki sakralnej. To fakt pierwszy. Fakt drugi – po upadku Cesarstwa Rzymskiego i najazdach barbarzyńców i innych takich brodaczy Irlandia stała się ostatnim bastionem wiedzy i cywilizacji chrześcijańskiej. Stamtąd wyruszył święty Brendan, jako jeden z tzw. Apostołów Irlandii, by nieść kaganek oświaty w ciemne ostępy zdziczałej Europy. Tyle historii. Teraz zabieram Was w przedziwny świat średniowiecznej Irlandii, gdzie celtycki duch i chrześcijańska dusza żyją za pan brat w zielonej harmonii podszytej tajemnicą.

Film nie jest jednak odwzorowaniem legend, jest raczej w nich zanurzony. Czerpie z bogatej tradycji kultur i misternie wplata je w prostą, ale porywającą fabułę. Chłopiec, mały mnich Brendan, żyje w mieście otoczonym przez mur. Opat, jego wuj, zatraca się w budowaniu kamiennych ścian odgradzających jego małą wioseczkę od złego świata. Odwraca się od piękna na rzecz bezpieczeństwa i pewniejszego jutra. Zabrania chłopcu wychodzić poza mury, stara się ograniczyć jego kontakt ze światem. Jednak do Kells przybywa brat Aidan, mnich z wyspy Iona. Posiada on niedokończoną księgę, która zachwyca Brendana pięknem i kunsztem. Tak bardzo, że w poszukiwaniu jagód do wytworzenia atramentu nie waha się złamać zakazu wuja i udaje się do lasu.

Las to niebezpieczne miejsce, a kot to nie najlepszy obrońca… na szczęscie bohaterom przychodzi z pomocą dziwna, dzika dziewczynka Aisling (czyli „lodowa istotka”… albo kobieta-duch z poezji irlandzkiej). Ich przyjaźń sprawi, że Brendan będzie w stanie „zanieść światło i rozproszyć ciemność”, ale najpierw trzeba będzie zmierzyć się z wieloma przeciwnościami. Pradawne, krwawe celtyckie bóstwo, normandzcy najeźdźcy i – przede wszystkim – strach i smutek  rozproszą się wobec światła piękna i miłości.

Historia prosta jak drut, kojarzyła mi się raczej z hagigraficznymi legendami o dawnych świętych, których wilki nie tykały, a pająki ścieliły łóżeczka na mchu. Strona wizualna dosłownie powala oryginalnością i delikatną precyzją. Jak zaczarowana śledziłam losy Brendana ujęte na kształt średniowiecznych miniatur w kręgi wypełnione zawijasami, pnączami, celtyckimi węzłami. Ostre, wyraźne krawędzie, pozorny brak perspektywy tworzą przedziwny witraż, grający na ekranie wszystkimi barwami tęczy. A ciepło bijące z historii w połączeniu z rewelacyjną muzyką aż wyciskają łzy radości z oczu. No i jest przepiękny cicik, Pangur Ban, który jest jednym z najlepiej animowanych kotów, jakie widziałam.

Swoją drogą, to „Pangur Ban”, czyli „Biała kulka” to imię autentycznego kota, któremu pewien średniowieczny mnich poświęcił wiersz... Średniowiecze przestaje mieć ponurą, złą twarz. Urzeka barwą, którą tak trudno było znaleźć ludziom w tamtych czasach. Głęboko żałuję, żę film nie zyskał szerszego rozgłosu, uważam, żę bije na głowę większość „hamerykańskich” produkcji. Zresztą sami zobaczcie i posłuchajcie:

Czy ta piosenka nie chwyta za serce? No i ma cicika! Po raz kolejny Europa udowadnia, że w dziedzinie animacji nie powiedziała ostatniego słowa, a z dorobku naszej kultury można czerpać i czerpać w nieskończoność, tworząc cuda, które zostają w sercu na długo. Na koniec wrzucę Wam oficjalny trailer filmu, a Was samych pogonię do zakupienia DVD, bo naprawdę warto.

PS. A tu małe podziękowanie dla Iwony, która nas zawzięcie goniła do ogladania 😉 Dzię-ku-je-my!!

Sekert Księgi z Kells (Secert of Kells) 2009
erż. Tomm Moore
scenariusz Fabrice Ziolkowski
muzyka Bruno Coulais

Reklamy

10 thoughts on “Sekret Księgi z Kells

  1. Widziałam, przepiękna opowieść, zachwycająca animacja. Tylko polski dubbing to koszmar, który może śnić się po nocach. Dziwne, bo przecież wypuścił to GutekFilm…

  2. Nie będę ukrywał, że Waszego bloga śledzę głównie z powodu filmów animowanych 🙂 Po raz kolejny zapowiada się smacznie. Szkoda tylko, że moja towarzyszka życia ma awersję do dwuwymiarowej kreski – o anime nie wspominając – i wiele świetnych tego typu produkcji oglądam sam.

  3. O proszę, czuję się zaciekawiony !

    W takim razie i ja Wam coś polecę. Tradycyjnie już niemal Studio Ghibli i ich „Karigurashi no Arrietty”. Naprawdę świetna historia i od czasów „Księżniczki Mononoke” nic mnie tak nie natchnęło :]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s