Krakuska w Olsztynie 01

Olsztyn. Nie ten koło Częstochowy, a ten w województwie warmińsko-mazurskim. Dla Krakuski (no dobra, studiującej w Krakowie panny spod Krakowa) to już całkiem daleka Północ. 500 kilometrów, dziewięć godzin podróży… Obce województwo, obce miasto, obce powietrze i jedna znajoma twarz – moja przewodniczka po Olsztynie, Aria. Ciekawe, że po tygodniu wciąż jeszcze nie ma mnie dość…

Odcinek 01. Krakuska wychodzi na dwór.

Plan zakładał dwa miesiące mieszkania w Olsztynie, poznawania tego miasta i okolic, może załapania jakiejś dorywczej pracy. Mieszkanie – zaliczone. Praca, a właściwie praktyki – są. To teraz przejdźmy do ciekawszych spraw.
Pierwsze, co uderza w Krakusa, to ludzie. Mili ludzie. Jeżeli w Krakowie kierowca autobusu nie odwarknie na pytanie o bilety, to już jest sukces. A w Olsztynie? Wsiadamy z Arią do autobusu, ja grzecznie przysiadam na skraju siedziska, zmęczona podróżą i nieco zagubiona… A pan kierowca z szerokim uśmiechem sprzedaje dwa bilety i jeszcze wydaje resztę. Zagaduje. Smuci się, że wysiadamy raptem po trzech przystankach. Życzy miłego dnia. Wysiadłam i uszczypnęłam się w rękę. Zabolało. A więc to mi się nie śni, to naprawdę się wydarzyło. Niesamowite.
Z tymi autobusami to jest w Olsztynie wesoło. Owszem, jeździ ich trochę, nawet są mili kierowcy… Ale samych autobusów jest strasznie mało i ciężko mi się odnaleźć. Nie ma przystanku na praktycznie każdej ulicy, no i nie ma tramwajów. Nie da się podjechać dwa przystanki do sklepu, albo kawałek do domu, bo albo nie ma przystanku, albo następny autobus będzie za 40 minut.
Co ma swoje plusy – dużo chodzę. Codziennie rano ponad półgodzinny spacerek do pracy przez piękną, jeszcze niemal bezludną starówkę. Przed dziewiątą niewiele sklepów jest otwartych, ludzie dopiero się budzą, wystawiają krzesełka przed kawiarnie, otwierają okna. Ale kwiaty u pań (i panów!) kwiaciarek można już kupić. Do wyboru, do koloru – ostatnio padło na słoneczniki.
Aria utrzymuje, że prowadzi mnie do pracy najprostszą drogą. Bo w Olsztynie podobno wszędzie jest prosto. Nie kłócę się, tylko grzecznie przytakuję i próbuję zapamiętać trasę. Po tym, jak pierwszy raz sama poszłam do pracy i trafiłam bez problemów, mogę tę teorię potwierdzić. Wszędzie prosto. Tylko czasami trzeba uważać na zakręty. Ale o zakrętach będzie już w następnym odcinku…

Przewodniczka Aria – przyłapana podczas rzadkiej chwili siedzenia prawie bez ruchu.

Baby pruskie, czyli pomniki stawiane rycerzom, którzy zginęli na wojnie. Oryginały (znajdujące się na zamku olsztyńskim) nie są takie barwne – te tutaj to forma promocji walorów miasta.

Targ Rybny – zgadnijcie, czym tu kiedyś handlowano? Obecnie na tym placu przy Starówce stoją Baby Pruskie (dokładnie te ze zdjęcia powyżej), a przy nim można znaleźć bary i restauracje.



Trzy powyższe zdjęcia przedstawiają wiadukt kolejowy – jeden z dwóch. Tym razem z bliska, może przy okazji kolejnego spaceru uda mi się złapać je z daleka. Moja przewodniczka obiecuje widoki pociągów w chmurach…



Miłosne kajdanki, czyli kłódeczki symbolizujące trwałość związku. W Krakowie można takie znaleźć na Kładce Bernadce, w Olsztynie – na moście przy zamku.

Reklamy

12 thoughts on “Krakuska w Olsztynie 01

  1. A moi znajomi z Francji byli przekonani, że w Olsztynie to już misie polarne i renifery. Z kamienną twarzą opowiadałam im, jak to ciężko czasem wyjść z bloku, gdy miś siedzi przy drzwiach :P.

    Jako Olsztynianka i Olsztynofilka życze udanego pobytu 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s