Paragraf 22 (z cyklu Urok Klasyki)

Niechaj o mocy tej książki świadczy to, że dzięki niej mój brat zaczął czytać coś więcej, niż komiksy. Dzięki niej po raz pierwszy  zobaczyłam, jak ktoś płacze z powodu wzruszenia nad kartkami powieści. Sama ciężko ją przeżyłam i choć doskonale się przy niej bawiłam – to jest jedna z tych książek, do której powrót wymaga nieco wysiłku. Przeżycie można porównać do jazdy na pordzewiałym miejscami rollercosterze – niby zabawa, niby bezpiecznie, ale kto wie, co rdzy może do łba strzelić.

Przez pół poranka zastanawiałam się, jak opisać tę książkę. Czy streszczenie fabuły w przypadku powieści niechronologicznej nie zabiera czytelnikowi połowy zabawy? A może samemu poeksperymentować i pokiwać głową nad losem biednego Snowdena, któremu brakło aspiryny? Heller w genialnym stylu prowadzi narrację, skacząc od postaci do postaci i niejednokrotnie dopiero po paru rozdziałach daje nam poznać treść dowcipu, którego puentę przeczytaliśmy wcześniej. Bawi się w paradoksy i bawi nimi czytelnika. Major Major Major Major.

Wyobraźmy sobie pokój, w którym od dawna trwa impreza. Większość uczestników jest zawianych, część w stopniu uniemożliwiającym komunikację, jednak wszyscy radośnie od czasu do czasu krzyczą”Jonny… te—quilla!” czy coś równie durnego. I wybuchają śmiechem. Wyraźnie jest to nawiązanie do czegoś, co zdarzyło się wcześniej, a naszym zadaniem (jako, że jesteśmy ciekawi i też chcemy się dobrze bawić dzięki znajomości kontekstu) jest dowiedzieć się, o co chodzi. Kim jest Jonny i co on zrobił z tą tequilą? Odbijamy się od kolejnych imprezowiczów, którzy najwyraźniej nie oszczędzali na procentach i innych psychotropach. Każdy z nich pamięta coś innego, każdy inaczej rozumie świat i koniecznie (ale to koniecznie! Tak po pijacku koniecznie) musi nam o czymś ważnym opowiedzieć.

Taki mniej więcej jest klimat powieści. Dlaczego Yossarian siedzi na drzewie? Czy można umrzeć od kota? Co robi nieboszczyk w namiocie? Fajerwerki strzelają wokoło, sypiąc perełkami dowcipu i absurdu. Jednak w miarę czytania, kiedy dopasowujemy do siebie kolejne fragmenty układanki, okazuje się, że te urokliwe, kolorowe kawałki składają się na obraz, który na się nie podoba. Wcale a wcale. Major Major Major Major. Strzeżcie się Dziwki Nately’ego. Pamiętajcie, że wszyscy jesteśmy udziałowcami. Wszystkie wydarzenia ogniskują się wokół Snowdena i tego, jak mu było zimno. Krążą, zaczepiają. Kiedy Heller wreszcie wyjawi nam treść dowcipu zostawia czytelnika w niemej zgrozie. Tym większej, im lepiej się bawił wcześniej.

Wojna to szaleństwo, najgorsze z możliwych. Wie o tym Major Major Major Major, wiedzą Nately, doktor Deneeka (śmiertelny wróg!) i Major —— de Coverley. Wszyscy o tym wiedzą, ale przecież możemy zrobić kolejną defiladę i zdobyć kolejne wzgórze, a wtedy drobne niedogodności (jak możliwość zestrzelenia i śmierci na ten przykład) znikną w morzu lojalności i patriotyzmu. Yossarian jest pilotem i tylko Orr jest od niego bardziej szalony. Szaleństwo objawia się nieuzasadnioną chęcią siedzenia na drzewie. W końcu tylko człowiek zdrowy wie, że jest szalony. Snowden o tym wiedział.

Heller na niespełna 500 stronach (wydania kieszonkowego) bezlitośnie wykręca i szatkuje całe uniwersum wojenne. Mikrokosmos niewielkiego oddziału lotnictwa amerykańskiego, ograniczony brzegami wyspy Pianosa, rozpracowany jest w najmniejszych szczegółach. Religia, wierność, lojalność, heroizm, moralność, normalność – wszystko to wiruje w wielkich pralkach, gdzie rzeczywistość stara się pozbyć brudu. Powieść można podzielić na sześć takich pralek, gdzie pięć pierwszych opowiada inny fragment historii, mieszając wydarzenia w proszku niepamięci. Szósta pralka…

Szósta pralka jest zepsuta i coś z niej cieknie. I przeraźliwie śmierdzi. Czytelnik zbliża się do niej i wie, że musi ją otworzyć. Inaczej nigdy się nie dowie, kim jest Jonny i dlaczego ma specyficzny stosunek do tequili. Otworzy ją, choć przeczuwa, że zawartość wyleje mu się na nogi i buty będą nadawać się jedynie do wyrzucenia. Otworzy, choć ma ochotę wyć do księżyca i bardzo, bardzo tęskni do tego, żeby w pokoju była druga osoba, której można powiedzieć „no bo to jest takie niesprawiedliwe”. Otwieramy pralkę.

Yossarian jest pilotem lotnictwa i koniecznie chce wrócić do domu. Wszyscy chcą wrócić, choć Głodny Joe krzyczy głośno w nocy, kiedy zbliża się termin jego zwolnienia – zanim dowództwo przepchnie jego papiery zwiększa się limit obowiązkowych lotów. Kot Huplea śpi mu na twarzy. Orr nieustannie grzebie w maszynach i spada samolotami. Można też krzyczeć, że się widzi wszystko podwójnie, jak Giuseppe i wyłudzać całusy od pielęgniarek. Można latać nad Bolonię. Można nie zjeść pomarańczy. Każdy stara się przeżyć, z wyjątkiem biednego Snowdena. Nieboszczyk z namiotu Yossarina by się z tym zgodził.

Zacznijmy od tego, że tytułowy paragraf 22 dawał żołnierzowi możliwość natychmiastowego przejścia do cywila na własną prośbę z powodu choroby psychicznej. Jednak ktoś, kto w trosce o uratowanie własnego życia wnosi o zwolnienie ze służby, udowadnia tym samym, że jest psychicznie zdrowy, a tym samym nie może prosić o przejście do cywila z powodu choroby psychicznej.

Joseph Heller, Paragraf 22
wyd. Albatros, Warszawa 2003

Reklamy

10 thoughts on “Paragraf 22 (z cyklu Urok Klasyki)

  1. Pamiętajcie, że jesteście czytelnikami „Paragrafu 22”. Czytelnicy żadnej innej książki nie mogą tego o sobie powiedzieć.
    Paragrafowi właśnie stuknęła 50tka.

  2. Książkę zapamiętałem jako tę, dzięki której dowiedziałem się co to znaczy „ambiwalentny”… no i jeszcze kilku ciekawych(?), ważnych rzeczy. Np jak nakłonić żołnierzy do przepisowego machania rękoma na defiladzie. 🙂

      1. Coś w tym jest, znam takiego jednego, który panicznie bał się latać samolotem i jak już lecieć musiał (a praca wymagała), to upijał się w sztok. A potem poszedł na terapię i koniec końców stał się pasjonatem lotnictwa, skończył kurs pilotażu i teraz lata własnym samolotem :P.

    1. … a ja, jak wypychając sobie policzki rajskimi jabłuszkami, sprawić, by wszyscy mówili, ze mam policzki, jak rajskie jabłuszka 🙂

  3. Poza tym sobie właśnie przypomniałam, skąd scena w „Sztejerze” Forysia z dziwką bijącą po głowie i facetem, który się śmieje i nie chce powiedzieć, za co. Paskudny plagiator. ORR!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s