Top Gear

Siedzę sobie nieco chora w domu. Nie w Krakowie, a w tym rodzinnym. Wczesne, niedzielne popołudnie. W kuchni powoli tworzy się jeden z obiecanych, domowych obiadków. Z kolei w salonie rozpanoszył się mój brat – rozwalony na fotelu, z myszką do laptopa w jednej łapie, z pilotem do telewizora w drugiej. Ja zajęłam kanapę z zamiarem tworzenia projektów na uczelnię… ale to nie takie proste. Bo brat ogląda Top Gear. I nie, nie mogę się przenieść do innego pokoju. Jak? Przecież oglądamy Top Gear!

W tym momencie Jeremy Clarkson, przy pomocy jakiejś tuningowanej koparki, w dodatku zdalnie sterowanej, rozwala przeznaczony do rozbiórki budynek. Zaraz za nim Richard Hammond, siedząc w mocno podrasowanym czołgu, korzysta z wmontowanej wyrzutni harpunów, by rozwalić dach. Udaje mu się nie trafić harpunem w dach, a w stojący za domem toi-toi (na szczęście pusty), po czym ów toi-toi na rzeczony dach wciągnąć. No, niech będzie, kilka dachówek spadło przy tym na ziemię. Do akcji wkracza James May, który swoim koparko-czołgiem rozwala ścianę domu, przez co nieszczęsny dach zawala się prosto na machinę wojenną Hammonda. Panowie wyciągają wnioski z tego zdarzenia i resztę budynku rozwalają, używając swoich maszyn jako taranów. I jak tu ich nie kochać? Trzech dorosłych facetów, z ogromną wiedzą i doświadczeniem, a wystarczy dać im ładne autko, by odkryć, że w każdym drzemie wieczny chłopiec. No dobra, nawet nie drzemie, cały czas czuwa i tylko czeka na odpowiedni moment, by przejąć kontrolę. A my mamy dzięki temu masę rozrywki.

Top Gear to program o motoryzacji mniej więcej tak samo, jak Pogromcy mitów to program o nauce. Jasne, mamy tutaj prezentacje samochodów, testy, sprawdziany, zapowiedzi, nowinki, opinie ekspertów i gwiazd… Ale wszystko okraszone taką ilością śmiechu, że większość seriali komediowych może się schować.
Ogromna w tym zasługa trzech uroczych prowadzących. Panowie siedzą w temacie motoryzacji po uszy i kochają to. Śmiem twierdzić, że większość facetów im zazdrości. Cóż, panowie, posuńcie się trochę, bo też oficjalnie wkraczam do tego grona. Tak, oglądam Top Gear z większym zapałem, niż mój brat, choć pewnie z nieco mniejszym zrozumieniem technikaliów. Ale to nic. Żywiołowe rozmowy prowadzących nie dają szansy na nudę, nawet gdy przerzucają się pojemnościami silników swoich zabawek.
Uwielbiam angielski humor – jest niegrzeczny, bywa absurdalny, a tutaj bardzo często dosadny. Panowie nie bawią się w uprzejmości, dokuczają sobie równo i autoironicznie, a przy tym emanują niemal dziecięcą radością życia. Powściągliwymi minami i sarkastycznymi uwagami prowadzą widza przez kolejne, dzikie wyzwanie. A to trzeba się ścigać autami kupionymi za grosze, a to przerobić pick-upa na amfibię (i sprawdzić, czy działa), a to stworzyć pociąg, składający się ze zwykłych, podrasowanych samochodów, a to rozegrać samochodowy mecz hokeja na lodzie. Pomysłów i energii do ich realizowania nie brakuje.

Siedemnasty sezon Top Gear można obecnie oglądać na BBC Knowledge, a nieco starsze na BBC Entertainment. Nie wydaje mi się, żebym musiała Wam oficjalnie tę serię polecać – tak po prostu naszła mnie ochota na podzielenie się z Wami radością z ponownego odkrycia Top Gear 🙂

Reklamy

2 thoughts on “Top Gear

  1. Ha! Też ich uwielbiam, szczególnie te momenty odcinków, kiedy goście zasuwają po tym pieknym torze, nie zapomnę przeklinającej Helen Mirell:)Zaraziłam tym programem sie od braci i nie żałuje:)

    1. Ah, prawda? Niektóre odcinki można oglądać po kilka razy i śmiać się z nich coraz bardziej 😉
      A Gordon Ramsey, który przejechał cały tor testowy, używając tylko wulgaryzmów? xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s