Sekret Eleonory

Wyobraźcie sobie, że przed wami spokojny, grudniowy wieczór. Za oknem nieśmiało prószy śnieg, albo siąpi deszcz. Chłodno, buro, wychodzić się nie chce. Jutro rano znów trzeba iść do pracy, albo na uczelnię, stawiać czoło rzeczywistości… Ale chwila, to dopiero jutro. Teraz mamy wieczór. Wykorzystajmy go! Wystarczy przygotować zapas kakao, albo gorącej czekolady, zagonić przed ekran dzieci… Albo usiąść przed ekranem samemu, pozwalając, by dziecko, jakie cały czas w nas siedzi gdzieś tam głęboko ukryte, na chwilę przejęło stery. Dzieciaki przecież uwielbiają tajemnice…

Ciotka Eleonora doskonale wiedziała, że mały Nathaniel nie różnił się w tej kwestii od innych dzieciaków. Zawsze intrygowały go jedne z drzwi w jej domku – jedyne, których przed nim nie otwierała. Za nimi miał się znajdować tajemniczy pokój, do którego chłopak na razie nie miał wstępu. Kiedyś! – powtarzała Eleonora. I, jak się okazało, słowa dotrzymała.
Odchodząc, zostawiła swojemu siostrzeńcowi dom na wybrzeżu. Właśnie tutaj rodzina Nathaniela ma spędzić letnie wakacje. Sam Nathaniel nie jest tym specjalnie uradowany – dom bez czytającej mu bajki cioci Eleonory wydaje się być pusty. Sytuacja zmienia się, gdy chłopiec poznaje tytułowy sekret…

Po co chłopcu niezliczona ilość książek, kiedy nie umie czytać? W jaki sposób mały Nathaniel może uratować wiele jeszcze mniejszych, książkowych istnień? Czy podejmie się odpowiedzialności, jaką na jego barki złożyła ciocia Eleonora? Czy przyjaźń, jaka już dawno zawiązała się między nim, a bohaterami opowieści, przetrwa? Sekret Eleonory w piękny sposób odpowiada na te pytania.

Historia Nathaniela przenosi nas do czasów, kiedy kupka piasku w magiczny sposób stawała się fortyfikacją, znaleźny patyk Excaliburem, pokrywka od garnka tarczą, a bernardyn sąsiadów – najwierniejszym wierzchowcem. Do czasów, gdy przybiegało się do rodziców czy dziadków z książką w ręce, niemalże siłą zaciągało się ich na fotel i właziło na kolana z władczym „poczytaj mi!”. Pamiętacie? Wtedy wystarczyło zamknąć oczy, a głos najbliższych budził do życia słowa, spisane dawno temu przez kogoś innego, malując pod powiekami magiczne obrazy, przenosząc nas w wymarzone krainy, gdzie wszystko było możliwe.

Sekret Eleonory wprawił mnie w nastrój, jaki miewam zwykle po obejrzeniu któregoś dzieła pana Hayao Miyazakiego: film się skończył, a ja siedzę przy biurku i uśmiecham się do monitora. Bo to takie ładne było. I przyjemne. I mądre. Emanujące nieśmiałym optymizmem i ciepłem. To nic, że na co dzień wolę filmy, w których akcja pędzi na złamanie karku, kule nisko latają, a samochody efektownie wybuchają. Trochę spokoju nie zaszkodzi…

Dobrze jest czasami przypomnieć sobie, jak wielką wartością mogą być książki. A także dobry film, który potrafi przekazać wydawałoby się już wyświechtane mądrości w piękny i przystępny sposób. Potrafi to Disney, potrafi Miyazaki, a teraz Francuzi po raz kolejny udowodnili, że oni też nie są gorsi: po Sekrecie Księgi z Kells czas na Sekret Eleonory. Miłego seansu! I niech potęga marzeń będzie z wami (:

 

Tytuł: Sekret Eleonory (Kerity, la maison des contes)
Reżyseria: Dominique Monfery
Scenariusz: Anik Leray, Alexandre Reverend
Rok produkcji: 2009
Dystrybucja w Polsce: Gutek Film / seria Mały Gutek

 

Za możliwość obejrzenia filmu dziękuję firmie Gutek Film.

Reklamy

2 thoughts on “Sekret Eleonory

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s