Przyjaciele TV (Urok Klasyki)

Właśnie skończyliśmy, z mym mężczyzną, oglądać – po raz kolejny – ten 10 sezonowy przebój. Pierwszy odcinek został wyemitowany piętnaście lat temu, uwierzycie? I przez całą dekadę był najbardziej oglądanym, komentowanym, kochanym i nienawidzonym przez inne stacje serialem. Jeśli chodzi o mnie, to dorastałam z tą dziką szóstką, byli dla mnie wzorem do naśladowania i właśnie nimi chciałam być, kiedy osiągnę wreszcie wiek 25 lat, jak oni.

O sukcesie serialu zadecydowała cała masa czynników: skierowanie do formującej się dopiero grupy singiel 25+, atrakcyjna lokalizacja akcji, inteligentne, dowcipne dialogi… ale przede wszystkim postaci. Grane przez ludzi, którzy – co było wyjątkowe w tamtych czasach – polubili się również prywatnie, stając się jedną rodziną. Ciepło to było wyraźnie widoczne, naturalne i nie zostało sfabrykowane na potrzeby marketingowe.

Życie nowojorskich singli nie jest łatwe, szczególnie w Nowym Jorku. Do małej kafejki wpada, w sukni ślubnej, najseksowniejsza kobieta wszech czasów (jak to niedawno ogłoszono) – Jennifer Aniston, która od tego momentu stanie się wyznacznikiem mody dla całego pokolenia dziewcząt, które będą się czesać „na Rachel”. W kafejce siedzi jej dawna znajoma ze szkoły, Courtney Cox, będąca kiedyś-grubą-Moniką, a w miarę upływu czasu stanie się symbolem agresywnego, dojrzałego piękna (mówi się nawet, że „jeśli będziesz oglądać serial od tyłu, to zobaczysz jak Monika się starzeje). Jest tam także brat Moniki, David Schwimmer, jego przyjaciel ze studiów Matthew Perry oraz współlokator tego ostatniego, Matt Le Blanc – czyli Ross, Chandler and Joey. Oraz nieprzeciętnie dziwna Lisa Kudrow, czyli Phoebe, która zastanawia się, jak powiedzieć Monice, że się już dawno wyprowadziła z jej mieszkania.

Kto by pomyślał, że te twarze staną się takie popularne.

Kluczem do sukcesu  było niewątpliwie to, że od samego początku postaci były wyraziste. Nie było osób drugoplanowych, każdy miał swój czas antenowy. Widz miał przed oczami przygody osób, z którymi mógł się identyfikować i marzyć o takiej przyjaźni, gdzie słowne kuksańce i psikusy są na porządku dziennym, ale nigdy nie są w stanie zniszczyć ciepła, oddania i sympatii między bohaterami.

Między przyjaciółmi nie ma sekretów. Niestety.

No, ale dość o serialu – albo go znacie i lubicie, albo nie znacie, to Was od razu wyganiam, bo to grzech nie widzieć przynajmniej pierwszych 3 sezonów. Grzech przeciw bóstwom inteligentnego humoru, o ile takie istnieją. Ja serial najnormalniej w świecie kocham, choć nie należę do fanatyków, którzy potrafią odpowiedzieć na każde, najdziwniejsze pytanie. Potrafię odpowiedzieć na 90% z nich. Weźmy choćby to, które padło wczoraj na Facebooku: z wszystkich przyjaciół tylko trójka nie całowała wszystkich – kto?

Odpowiedź poprawna to: Joey, Monika i Phoebe. Dziewczyny nigdy się nie pocałowały, a Joey nigdy nie pocałował Moniki (ich pocałunek jest fikcyjny, choć pojawia się w serialu). Zaraz, czy Ross i Monika nie są rodzeństwem? Tak, są. Ich pocałunek był wynikiem głupiego zbiegu okoliczności podczas wizyty dziewcząt w collegu u Rossa i Chandlera. Z kolei Chandler pocałował wszystkie dziewczyny, by ukryć swój związek z Moniką, całusa od Joey’a dostał na Sylwestra (bo marudził) a o „przygodzie” z Rossem dowiadujemy się w epizodzie ze stadem sióstr Joey’a. Monika i Rachel całują się, by odzyskać przegrane w wyniku quizu mieszkanie, a Phoebe całuje Rachel w odcinku z Winoną Rider, by przekonać się, czy rzeczywiście jest to „niesamowite przeżycie”. Kto nam został? Ach, Phoebe całuje Joey’a na tej samej zasadzie, a Ross całuje ją w odcinku wspomnieniowym… a Joey’a by mu pomóc zdobyć rolę w filmie. Całusy serialowych par są oczywiste. Proste, prawda?

Niewiele osób wie, ale serial miał się z początku zwać „Insomnia Caffee” – bohaterowie mieli wieść swoje życie poza czasem antenowym i spotykać się jedynie w kafejce (i tak tam ciągle siedzą – ciekawostka: wystrój kafejki zmienia się co trzy odcinki, prezentując prace nowojorskich artystów-grafików). Innymi tytułami były „Przyjaciele tacy, jak my” czy „Mieszkania naprzeciwko” – pozostano przy tytule, który jest najbardziej uniwersalny i właściwie mówi wszystko o postaciach i fabule. Kafejkowy Gunnther zagrał w serialu, bo jako jedyny potrafił obsługiwać ekspres do kawy… a stał się nieodłącznym elementem historii, z kilkoma scenami mówionymi.

Brzydki nagi facet zostaje puknięty „pałeczkową pukajką”. Stałość elementów świata to jeden z plusów serialu.

Fani serialu wybaczają wiszące tu i ówdzie mikrofony, niespójności fabularne (Monica twierdzi, że Ross nigdy nie powiedział jej, kiedy utracił dziewictwo, choć wcześniej z oburzeniem wyrzuca mu przy wszystkich, że o „tym” fakcie opowiedział każdemu, kto się nawinął pod rękę, w tym jej), niespójności w wyglądzie mieszkania (balkon raz jest duży, raz mały, drewniane deski w „tyle” sceny w mieszkaniu Moniki pojawiają się i znikają w zależności d reżysera, który realizuje dany odcinek). Wybaczają pewne skróty fabularne (Emily, brytyjska żona Rossa, miała zagościć w serialu na dłużej, ale ciąża spowodowała, że nie mogła się pojawiać na planie, więc wyszło, jak wyszło). Wybaczają wszystko, bo chcą wierzyć w piękną bajkę o przyjaźni, okraszoną błyskotliwymi dialogami.

Stanowczo odmawiam wiary, że serial kręcono w Kaliforni. W NY i basta!

Zorganizowana Monika, roztrzepana Rachel czy nieprzewidywalna Phoebe – coś z nich jest w każdej dziewczynie. Tak samo każdy mężczyzna znajdzie coś dla siebie w tórjce panów – czy to pozorna niefrasobliwość Chandlera, zwierzęcy magnetyzm Joey’a czy drażliwość Rossa. Faktem jest, że każdy z nas umiałby wybrać przynajmniej jedną postać, z którą by się chętnie zaprzyjaźnił. Tak przy okazji, umiecie sobie wyobrazić, że na początku Courtney miała grać Rachel, a Jennifer – Monikę? Mnie od samego myślenia o tym robi się dziwnie… A te aktorki, które odrzuciły role w serialu, pewnie sobie nieźle w brodę plują.

Plują, bo za ostatni sezon każdy z aktorów dostał gażę w wysokości 1000 000 dolarów. Co ciekawe – jedynie rola w pilocie była opłacana inaczej – Courtney Cox za pierwszą pensję mogła sobie kupić samochód (i to zrobiła), a Matt Le Blanc – zaledwie obiad. Najpiękniejsze jest to, że wkrótce cała szóstka wynegocjowała… równe gaże dla wszystkich. Tym samym pokazali, że przyjaźń i partnerstwo w pracy są dla nich ważniejsze niż osobisty zysk. Widzowie dowiedzieli się o tym dopiero – uwaga – przy negocjacjach cenowych za ostatni sezon, który miał w ogóle nie powstać. Pomysł równej gaży zrodził się w głowie Davida Schwimmera i – moim zdaniem – między innymi to zacisnęło więzi między nimi samymi.

Ciąża Courtney również przyczyniła się do skrócenia ostatniego sezonu – wszak Monika nie może mieć dzieci.

Dzięki temu możemy oglądać odcinek, w którym każdy z aktorów ma dołączone „Arquette” do nazwiska, na cześć ślubu Courtney, słynny porcelanowy pies został przywleczony na plan przez Aniston (był to prezent dla niej od przyjaciela), trojaczki Phoebe pojawiły się z powodu ciąży Lisy,  Bruce Willis zagrał, bo przegrał zakład z Perrym na planie  innego filmu, a Kathleen Turner do dziś w wywiadach wspomina, że Mathhew Perry nadal mówi do niej „tato”, gdyż właśnie taką rolę grała w serialu. Pewne rzeczy po prostu się czuje.

Nawet tytuły kolejnych epizodów są swojskie i przyjazne: „Ten z kasetą video” czy „Ten, gdzie się wszystko zaczęło”. Wynika to z tego, że tytuły nadano dużo później i odzwierciedlają one po prostu proces przypominania sobie wyrazistych elementów – zupełnie, jak w życiu. Nie wiem, jak Wy, ale ja wręcz widzę Rachel z tym jej charakterystycznym machaniem palcem i okrzykiem : „u, uu, u, u”, kiedy sobie nagle coś przypomni… Na przykład tutaj:

Przyjaźń poza planem została, choć każdemu z przyjaciół widzie się inaczej. Do serialu raczej nie wrócą, nawet w formie filmu – zadne z nich nie chce „odcinać kuponów”  i wykorzystywać wspaniałej przygody do materialnych celów. Nawet Matt Le Blanc w serialu „Odcinki” pięknie walczy ze stereotypem głuptaska Joey’a, przeklinając turystów, którzy wołają za nim „How you doin’?”. Sam serial z kolei stał się inspiracją dla innych twórców – między innymi dla serialu „Jak poznałem waszą matkę”, o którym śmiało można powiedzieć, ze wykorzystuje wszystko to, co najlepsze i zarazem udoskonala to, co było niedopracowane (ale o tym kiedy indziej – na przykład kiedy wreszcie poznamy matkę. To niedługo, rok czy dwa).

Trudno nie okazywać wzruszenia na koniec 10 letniej pracy.

Słynna złota ramka na drzwiach u Moniki była lusterkiem, które zbiło się w pierwszy dzień kręcenia. Ktoś z ekipy zawiesił ją na drzwiach, bo ładna taka. A podobno zbicie lustra przynosi 7 lat nieszczęścia. Na szczęście dla nas – przyniosło dekadę „Przyjaciół”.

Przyjaciele (TV), 1994-2004

Advertisements

10 thoughts on “Przyjaciele TV (Urok Klasyki)

  1. Ja bym nazwał serial Joey (czy jakoś tak) odcinaniem kuponów:) Chociaż był słaby, jako fan Przyjaciół dzielnie go kilka razy cały obejrzałem:):):) A przyjaciele? Nikt nie chce być tak dobry, żeby kupić mi wszystkie sezony na dvd:(:(:(

  2. Też wczoraj czytałam o tej ramce i wreszcie się wyjaśniło! Zawsze kiedy ich oglądałam, zachodziłam w głowę, co tam robi ta ramka ;p
    Co do serialu „Episodes”, trzeba wspomnieć też o perfumach Joeya, „How you smellin’?”, z których zresztą też się troszkę naśmiewa. Swoją drogą z tymi perfumami wiąże się najśmieszniejsza (moim zdaniem) scena z serialu „Episodes” – dwa razy ją oglądałam i dwa razy się popłakałam ze śmiechu.

    Szysz, czy ja już wspominałam, że uwielbiam czytać Twoje wpisy? ;p

  3. Kocham! Przyjaciół! Przyjaciele i (nie wiem, czy powinnam się przyznawać) Seks w wielkim mieście to seriale, które oglądałam całe i to kilka razy (kilka znaczy trzy, nie dziewięć 😉 hm, jeszcze nie).
    Uwielbiam i Przyjaciół każdy, każdy powinien.

    Jedyne, co mnie trapi od lat, szkoda, że z każdym sezonem postaci stają się coraz bardziej swoimi szablonami (trochę niezgrabnie to ujęłam). Kiedy ogląda się pierwszy sezon, są jakby normalniejsi, nie ma ciągłego podkreślania ich cech rozpoznawczych, szczególnie widać to na przykładzie Joey’ego. I tu troszkę mam niezmienne zgrzyty, im dalej w sezonowy las, ale tycie, malutkie, nieważne 🙂

  4. a mnie właśnie to nie przeszkadza – sitcom jest po to, żeby śmieszyć, a nie, żeby opowiadać o życiu. Większość seriali, które zaczynały jako świetne komedie oparte na dialogach kończą jako lekkie komedie obyczajowe, bardziej przynudzając o perypetiach miłosnych-zyciowych niż rozśmieszajac. Ze wszystkich długodystansowców, które znam, chyba jedynie „{Trzecia planeta od słońca” nie zagrała nigdy kartą „opery mydlanej” i do końca została komedią. Grunt to umieć zachować równowagę i pozwolić postaciom się rozwijać – np. chandler bardzo się zmienił, zachowując swoje atrybuty. Wydaje się, że najlepiej na razie równowagę utrzymuje „Jak poznałem waszą matkę” – ale i tak zajęło im to półtora sezonu lekką ręka, bo w pierwszym miałam ochotę zabić Teda…

    1. Ja tam Teda ciągle mam ochotę lekko uszkodzić, szczególnie kiedy się śmieje. W Przyjaciołach nie przeszkadza mi brak życiowości, tylko fakt, że z fajnego, niefrasobliwego przystojniaka, Joey’a zrobili w końcu półmózga, bardziej i bardziej podkreślając jego charakterystyczne cechy, podczas gdy zmiany Chandlera czy Rachel udały się zgrabnie. I tylko tego mi szkoda.

  5. Lubię „Przyjaciół”, ale „Jak poznałem waszą matkę” KOCHAM, i uważam za lepszy serial (nie wiem, czy powinnam się przyznawać, ale – raz kozie śmierć!), dlatego jestem bardzo ciekawa notki na temat :), oraz zywię nadzieję, że nie bedzie trzeba jednak na nią dwa lata czekać :D…

  6. Troszkę nieścisłości się wkradło… Jedną z nich jest to, że za 10 sezon każdy z aktorów, owszem, otrzymał 1000000 dolarów, ALE za odcinek, nie za cały sezon. Reszty nie chce mi się tłumaczyć, idę spać po Friends’owym (nie znoszę tłumaczenia czegokolwiek w tym serialu) maratonie;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s