Colombiana (z cyklu Szajs Tygodnia)

Mimo niezaprzeczalnych uroków osobisto-wizualnych Zoe Saldany ciągle miałam wrażenie, że oglądam instruktaż pod tytułem „Co robić, jeśli jest się zamieszanym w sprawy mafii w dziesięciu prostych krokach”. Po obejrzeniu czuję się w pełni kompetentna by i Was radami uraczyć. Potencjalni skrytobójcy, łączmy się!

Masz wisiorek, dziecko, biegać ci pomoże

ZASADA 1. Dom należy budować na wysokim wzgórzu.

Zasada ta wydaje się dziwna tylko na pierwszy rzut oka. Jednak kiedy nasza praca polega na obsługiwaniu szefa mafii z tendencją do słuchania Ave Maria (to, jak wiemy, automatycznie oznacza szefa-psychopatę i brutala), to chcemy, żeby nasza ucieczka wspomagana była grawitacją. 90% efektywnych (i efektownych) ucieczek  po dachach i uliczkami polega na zbieganiu w dół. Trudno wymagać, żeby przestępcy z gracją wbiegali po milionie schodów, poza tym wystarczy obejrzeć polski film „Zawrócony”, żeby wiedzieć, że po czymś takim widz umiera ze śmiechu.

Dodatkowym plusem mieszkania na wzgórzu w okolicy dyktowych dachów i zakamarków jest fakt posiadania dziecka. Kiedy przyjdą podpalić dom twój, ten, w którym giwery chowasz, nic tak się nie przydaje dzieciakowi uciekającemu przed stadem facetów z karabinami, jak możliwość hycania ludziom przez okna i po dachach ramię w ramię z przyjaciółką grawitacją. Koniecznie w lakierkach i wizytowej sukience grzecznej kolumbijskiej dziewczynki z katolickiej szkoły (wszyscy mafiozi posyłają dzieci do szkół katolickich, proszę się nie śmiać).

Smutna dziewczynka w czerwonej kurteczce. +100 do ckliwości.

ZASADA 2. Amerykanie to idioci o złotych sercach

Pamiętajcie – kiedy dostaniemy w łapy małą dziewczynkę, która ma w żołądku sekrety największego mafioza kraju, to pracownicy ambasady zawsze potraktują ją jak małą, zwyczajną, głupiutką dziewczynkę. No, to jest jeszcze zrozumiałe, w końcu to mała dziewczynka, która przyszła do nich i jak świnia wykorzystała, by ją bezpiecznie wysłali do Stanów. Nie mam pojęcia, czemu nikt nie zapytał: „kim jesteś dziewczynko i dlaczego chcesz do Hameryki”, wszyscy grzecznie i z miłością dzieckiem się zajmują. Dziecko daje nogę przy pierwszej okazji. Przez okno w ubikacji. Ciocia grawitacja czuwa. Później obserwujemy urocze spotkanie dziecka z wujkiem, który, jakże by inaczej, jest mafiozem kolumbijskim, tylko zagranicznym. Naturalnie zakładam, że mafijny kraj to Kolumbia, inaczej nie mam zielonego pojęcia, po co taki tytuł filmu, bo dziewczynce Cataleya dali, po kwiatku. Znaczy, po babci, która kwiatki lubiła.

ZASADA 3. Strzelanina przed szkołą gwarantuje poprawę wyników w nauce.

Wuj dziewczynki, na stanowcze żądanie, by zabawić się w Leona Zawodowca i Matyldę, strzela focha. Właściwie to strzela do samochodu, paru przechodniów i zdaje się, że śmiertelnie ranił drzewo. Po czym każe młodej wybierać – tornister albo pistolet. Wychowawczo tak, bo wuja chce, by dziewczynka się uczyła, a nie bzdurami zajęła. Dziecko rozsądnie wybiera tornister, w końcu policjanci, którzy lada moment się zjawią, trochę by dziwnie patrzyli na dziewczynkę ze spluwą. A tak będzie na wujka. Pierwszy punkt dla dziewczynki, poradziła sobie bez grawitacji. Czy jednak wujek chciał ochronić małą przed smutnym losem zabójcy na zlecenie? Nie, bo następne sceny pokazują nam dorosłą Cataleyę jak robi kuku paru panom. W końcu przekonała wujka, by zamienił jej tornister na giwerę…

Złowieszcza scena wyciągania pantalonów spod kiecki i skarpetek ze stanika.

ZASADA 4. Grunt to dobre rozpoznanie i McGyver.

Ponownie widzimy Cataleyę, kiedy wbija do więzienia w przebraniu pijanej cizi i jest aresztowana za jazdę po pijanemu, rozbicie wozu i takie tam. Za nic nie mogę pojąć, czemu w areszcie została umieszczona w odosobnionej celi, z dala od ludzi, a nie na zwyczajowym „dołku” z dziwkami i pijakami, ale to połowa zabawy. Panna C. spod kiecuszki wyciąga strój bojowy i idzie w teren. Rozbraja elektrykę za pomocą kubeczka plastikowego, w którym robi dziurkę zębami, i łyżeczki. Tak, serio mówię. W dodatku ma dziurkę tak wyliczoną, że co do sekundy jest w stanie przewidzieć, kiedy cholerstwo upadnie izrobi „bzium” w obwodach tak, żeby panna mogła się prześlizgnąć koło wielkiego wentylatora. Co do sekundy, powiadam. Dodajmy, że kubeczek przyniesiony został przez służby mundurowe, bo każdemu pijakowi należy się mała dawka kofeiny. Nic, tylko się dawać rano aresztować.

Ponieważ Amerykanie to idioci, facet, który przyszedł naprawić skrzynkę z kablami po pierwsze nie zdziwił się, że w zamkniętej szafce jest kubek i łyżka, po drugie włączył cały bajzel za pomocą pstryczka-elektryczka i sobie najnormalniej w świecie poszedł. W tym czasie Cataleya dokonuje mordu, każąc przed egzekucją facetowi rozebrać się do gołej klaty, na której pośmiertnie mizia mu swój znak firmowy, ni to kwiatka, ni to gryzmoła. Po całej imprezie wraca do celi, a rano psim swędem opuszcza posterunek, zanim ten zostanie zamknięty przez bohaterskiego agenta FBI, CIA czy innych dziwnych literek.

Test projekcyjny – co widzisz? Tak, ja też pomyślałam o kobiecych atrybutach.

ZASADA 5. Waginalne kwiatki przyciągają mężczyzn

Okazuje się, że nasza Cataleya robotę z kwiatkami wykonuje po cichu, na własną rękę. Mizia tych, którzy w jakiś sposób są powiązani z tym złym panem, który zrobił bubu jej rodzinie. Robi tak dość długo, z tego, co zrozumiałam, z 15 lat, policja ciągle krązy wokół tematu i złapać mordercy nie mogą i czają się ze śledztwem tak, że wieść o morderstwach mało, że do prasy nie dotarła, to jeszcze do samego zainteresowanego. W sumie dowiemy się potem, że panna zabijała typów właśnie by zainteresować Amerykanów tamtym złym mafiozem. Zapomniała, że Amerykanie to idioci najwyraźniej. Jak można takiej prostej rzeczy nie zaczaić, no, wstyd…

W każdym razie poznajemy drugą, tę „głęboką” stronę naszej bohaterki, kiedy spotyka się z jakimś mydłkiem-malarzem, który jest drewniany jak jego sztalugi. O grę aktorską mi chodzi, łobuzy. Waginalnie różowe kwiatki wirują w powietrzu i łkają nad tragicznym losem kochanków, których rozdziela tajemniczy sekret. Besson wyraźnie odcina kupony od „Nikity”, jednak robi to zupełnie bez przekonania i w rezultacie otrzymujemy opowiastkę o tym, że pani zabójczyni też musi się czasempomiziać, inaczej ją czarny dół egzystencjalny złapie.

Naładowany rekin zawsze strzela dwa razy, czy jakoś tak

ZASADA 6. Nie ma być sensownie, ma być efektownie.

Obserwujemy pracę codzienną Cataleyi i pozostaje nam mieć jedynie nadzieję, że twórcy specjalnie wybrali zagrywki rodem z filmów z Chuckiem Norrisemi Bondem. Piękna zabójczyni dokonuje cudów akrobacji, strzela, skacze, lata, pływa i z rekinami się zadaje. Na szczęście Zoe jest tak śliczna i gibka, że mogę w to uwierzyć, choć mogli by nie podkreślać non stop, jaka o ona kocio-zwinna. Człowiek zaczyna w pewnym momencie oczekiwać, że zamiast pod prysznic panna C. obliże rękę i będzie sobie uszy czyścić. Niemniej uważam, że te sceny są największym atutem filmu, aktorka kopie ładnie, bije się sensownie i strzela jak człowiek, a nie Lara Croft odbijająca łuski naboi biustem, czy jakoś tak. I nawet nie chodzi o to, że aktorka praktycznie nie posiada biustu… W kazym razie pani się wije, odbija, unika ciosów i potrafi walnąć z pięści, na szczęście idąc na jakość uderzenia, a nie zwykłą siłę.

Miłośnicy kina odmóżdżającego będą się cieszyć jak małpa w sklepie z bananami – są wybuchy, jest ich dużo i jako koneserka mogę stwierdzić, że są bardzo satysfakcjonujące.

Besson lubi rozwalać ściany i wpuszczać kobiety w szyby wentylacyjne

ZASADA 7. Nie szukaj dziury w całym, przyjaciel granat pomoże ci ją zrobić.

Cataleya w dzikim szale przesyłania wiadomości złemu szefowi mafii (w odróżnieniu od dobrego szefa mafii, z którym pracuje) zapomina, że generalnie zabijanie ludzi nie jest fajne w oczach społeczeństwa i naraża się różnym takim. W jaki sposób ją dopadli, zaraz się dowiemy, na razie oddajmy się rozkoszom obserwowania kolejnych szybów wentylacyjnych, wybuchów, dziur w scenografia i coraz wyraźniejszych dziur w fabule. Biedni policjanci się poddali i ujawnili działalność pozalekcyjną naszej zabójczyni, co spowodowało oczywiście zamieszanie w życiu codziennym bohaterki. Nie mówiąc o tym, że nie wpadła na to, że mafiozo zacznie jej szukać na własną rękę, a zacznie od kogo? No przecież nie od Goździkowej, tylko od ludzi, którzy mogli znać Cataleyę.

A potem się panna dziwi, że jej rodzinę całą wytłukli, bo źli policjanci nie złapali złego bandyty na czas…

Ja bym przy takiej gębie gapiącej się z płótna nie potrafiła…

ZASADA 8. Seks jest przyczyną upadku największych tego świata.

Drewniany malarz robi swej tajemniczej ukochanej zdjęcie, zdjęcie pokazuje kumplowi, ten pokazuje je znajomej policjantce, ta wrzuca je do bazy, by odkryć tożsamość naszej nieznajomej (mądry pomysł, jak diabli, szukaj kogoś w policyjnych kartotekach, na pewno miłych rzeczy się dowiesz). Bach – niezwykle inteligentny system rozpoznawania twarzy nagle wykazuje, że to zdjęcie wisi w kolejce „do rozpoznania”, razem z setką innych osób, które przewijały się przez komisariat z pierwszych scen filmu. Fruwają serpentyny, leci confetti, radość i poklepywanie się po plecach, bo komputer rozpoznał dziewczynę po kawałku nosa i palcu wskazującym. Myślałam, że zejdę ze śmiechu, toż w CSI Miami, NY i LAs Vegas razem wziętych takiego sprzętu nie mają… pożyczylibyście, co? \

W każdym razie przez średniej jakosci zdjęcie z telefonu, porównane ze średniej jakości zdjęciem z kamer ochrony komisariatu nasza zabójczyni ma na karku całe stada policjantów. A fe.

Zbychu znowu się spóźnia

ZASADA 9. Amerykańscy policjanci to idioci, ale o dobrych sercach.

Pora zrobić mokre oczęta do policji. Wy pomożecie mi, a ja… was nie wybuchnę. Co zrobić? Policjant prowadzący śledztwo jest roztrzesiony, ale staje na wysokości zadania i pomaga naszej zabójczyni, przy okazji demaskując złego agenta CIA (albo FBI, któreś z tych). Kolejny triumf sprawiedliwości zza grobu, jednak ostatecznie sprawę musi załatwić sama bohaterka. W końcu tyle pistoletów, granatów i innych cudów nie może iść na marne, prawda? Mafiozo zostaje napadnięty i sprzątnięty, wybuchy jak się patrzy, scena z duszeniem paskiem od spodni – pierwszorzędna (prawie tak samo mnie rozwaliła, jak numer ze zdjęciami). Dzielna Cataleya triumfuje. Szkoda, że nie użyła wcześniej mózgu w środku tej ślicznej główki. Może trupów porządnych mafiozów było by mniej.

A mówiłam, umyj ręce.

ZASADA 10.  Ni pies, ni wydra, a kasa leci.

Film był mdły. Owszem, zgodnie z założeniami był widowiskowy, prosty jak drut i typowo „do kotleta”, ale przeleciał przeze mnie wywołując zaledwie lekkie łaskotki. Miałam wrażenie, że odcina kupony od poprzednich filmów  ze scenariuszem Bessona (wspomnianej Nikicie i Leonie). Brakowało mi tu tego specyficznego czegoś, co sprawiało, że tamte filmy były wyjątkowe. Może dlatego, że reżyserował jakiś Olivier Megaton na podstawie scenariusza Bessona, ale z próżnego i Salomon, wiecie. Szlag, mogło by nawet być dziwnie jak w „Piątym elemencie”, niechby nawet było śmieszno-dziwne jak „Taxi”. Gdzie jest scenariusz kalibru tego, który robił z Mili Yovovich maszkarona z pomarańczowymi włosami, który szaleństwem Garego Oldmana wymalował na czerwono ściany? Słabo, moi mili, słabo. Tylko pani ładna. Nawet bez biustu. Panowie z pewnością poczują się usatysfakcjonowani, a panie, cóż, mogą sobie pomarzyć, by wyglądać podobnie do Zoe.

Colombiana, 2011
reż Olivier Megaton
scen. Luc Besson
wyst. Zoe Saldana

Reklamy

7 thoughts on “Colombiana (z cyklu Szajs Tygodnia)

  1. Niezła recenzja. Możliwe, że bardziej porywająca niż sam film
    …ale i tak go obejrzę, tak właśnie na wieczorne odmóżdżenie i dla lepszego snu 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s