Zasłona kłamstw

Czy jest na sali ktoś, kto nie zna Sama Spade’a? Śmiało, nie bać się, nie pogryzę. Tylko grzecznie zaprowadzę do fotela i wcisnę w łapę książkę. Ewentualnie odpalę film. Bo Sokoła maltańskiego wypada znać, przynajmniej ze słyszenia. Zwłaszcza, że do Spade’a porównywany jest, dość zasłużenie, główny bohater Zasłony kłamstw.

Na początku miałam pewne problemy z… imieniem głównej postaci. Cóż poradzę, że jak słyszę „Crispin”, to automatycznie dopowiadam „Glover” i widzę Willarda w otoczeniu jego szczurów? Ale po kilku rozdziałach się wkręciłam i Crispin Guest pozostał już sobą. Czyli dość ponurym jegomościem, porywczym i skrytym, obowiązkowo z przeszłością, o którą lepiej nie pytać, a o której sam nie może zapomnieć. Owszem, zaintrygował mnie. Ale nie aż tak, by mu współczuć, jakby tego chciała Autorka, czy czuć do niego sympatię.

Akcja tego kryminału zaczyna się klasycznie: morderstwem. Co więcej: klasycznym morderstwem, bowiem nasz trup znajduje się w zamkniętym od środka pokoju. Na miejscu pojawia się tropiciel Crispin – odpowiednik współczesnego prywatnego detektywa. Dalej również mamy sporo nawiązań do klasyki: pojawia się przedmiot pożądania w postaci relikwii, tajemniczy przeciwnicy, a także piękna femme fatale…

Tym, co odróżnia Zasłonę kłamstw od natłoku kryminałów jest czas akcji – mamy bowiem rok 1384. Ah, średniowiecze… Jakie to były ciekawe czasy. Na ulicach brud i smród, a w pałacach kielichy ze złota. I to, co lubię najbardziej, czyli intrygi. Czemu został zamordowany bogaty, ale właściwie niegroźny kupiec bławatny? Co ukrywa jego żona? Kto poluje na relikwię? Po co? W sieć intrygi wpadają coraz to nowe osoby, a nasz dzielny Crispin uparcie próbuje znaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania i jednocześnie zachować swoje nędzne życie.

Zasłonę kłamstw czytało mi się przyjemnie, choć nie opuszczało mnie wrażenie pewnego niedosytu. Cały czas coś się działo, Crispin biegał po całym Londynie to szukając kogoś, to przed kimś uciekając, ale nie śledziłam jego wyczynów z zapartym tchem. Zwroty akcji były ciekawe, choć często nietrudne do przewidzenia. Trochę za dużo czerpania z kanonu kryminałów, trochę za mało pomysłowości.

Co nie zmienia faktu, że z pewnością sięgnę po kolejną część przygód Crispina Guesta. Wciągnął mnie średniowieczny klimat powieści i obietnica Autorki, iż w następnym tomie „aż się roi od dworskich intryg i skrytobójczych zamachów”. Trzymam za słowo i czekam niecierpliwie, by sprawdzić, jak też się Autorka z tej obietnicy wywiąże.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Fabryka Słów

Jeri Westerson, Zasłona kłamstw (Veil of Lies), tom 1 cyklu Crispin Guest. Kroniki Ogara, Fabryka Słów 2012

Advertisements

6 thoughts on “Zasłona kłamstw

  1. Chciałbym, ale się boję.
    Dosyć pretensjonalny tytuł, a na okładce błekitnooki chłoptaś z rozwianymi włosami…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s