Sherlock BBC – smaczki (sezony 1 i 2)

Osoby, które nie wiedzą, kto wygląda dobrze w koronie, kim jest Richard Brooks i dlaczego takie ważne jest, żeby wierzyć w Sherloka Holmesa proszone są o opuszczenie strony dla własnego dobra. Będą spojlery, z gatunku paskudnych i bezwzględnych, bezlitosne i krwawe. I lekko wymiętolone przez nieuleczalną fankę, czyli mnie. Jeśli szukacie informacji o serialu, zapraszamy na strony recenzji: sezon pierwszy znajdziecie tutaj, a drugi: tutaj. Cała reszta wchodzi na własne ryzyko. Tak, tu będzie można snuć domysły, jak on to zrobił.

Pomińmy litościwie wszelkie dywagacje na temat homoseksualności obu panów – jak świat długi i szeroki, od zarania dziejów istniały kobiety, które były w stanie się dopatrzyć hintów nawet między kamieniami. Fakt, tutaj mają aż za szerokie pole do popisu, jednak na tym akapicie grzecznie skończymy, a piski na temat łapania się za łapkę i całowania w czaszkę zostawimy sobie na nasze forum (…) Z ostatniej chwili – forum zdechło, trzeba przemyśleć, gdzie by tu wrzucać obrazki do piszczenia…

Przykładowy obrazek, którym mogę spamować na forum. Mówiłam, że są spojlery?

Zacznijmy od tego, że nazwiska Moffat i Gatiss od dziś w Waszych głowach będą automatycznie wywoływać uczucie epickości. Moffat to ten od Jekylla, tak na marginesie. Też polecamy. Ich wizja współczesnego Sherlocka zdumiewa precyzją i zachwyca tym, jak doskonale można przenieść trącącą myszką fabułę na czasy współczesne, gdzie mimo googli i wikipedii i tak pierwsze skrzypce gra niezastąpiony ludzki umysł. To już wiemy, w końcu widzieliśmy serial. Wiemy też, że sztukę trollingu fabularnego dopracowali do perfekcji, fundując widzom co rusz malutkie ataki serca. Teraz jednak macie okazję w pełni dostrzec ich geniusz – a to jest zaledwie czubeczek góry lodowej.

Mało im było podobieństw do treści, jeszcze się do ilustracji podczepili…

To co, zaczynamy? Postaram się robić to w miarę po kolei, ale założę się, że i tak mi nic z tego nie wyjdzie, bo co rusz odkrywam nowe fakty…

Wiecie, gdzie Watson oryginalnie spotyka swojego przyjaciela, Stamforda? W barze o nazwie Criterion. A teraz przyjrzyjcie się temu, co panowie mają w ręce (wiem, że małe, ale na upartego można przeczytać):

Jako że Criterion jest realnie funkcjonującym miejscem w Londynie, twórcy chcieli uniknąć reklamowania lokalu, ale zostawili widzom malutki product placement. Londyńczycy pewnie zauważają takie rzeczy od razu (logo jest dość charakterystyczne), ale my, „obcokrajowcy”, musimy sobie pomagać wizualnie. Takich numerów jest więcej, oczywiście. Oficjalnie zazdrościmy Londyńczykom.

Pamiętacie, że w pierwszej scenie Watson-Holmest (tej z pytaniem „Afganistan czy Irak”) Sherlock wysyła SMSa z telefonu Watsona? Jego treść brzmi następująco: jeśli brat ma zieloną drabinę, aresztujcie go. Cóż to znaczy? Jeśli pofatygujemy się do wujka google i jakoś zawędrujemy na… stronę Holmesa (tej z usuniętym wpisem o 423 rodzajach popiołu tytoniowego) odkryjemy opis sprawy, nad którą pracował genialny detektyw. Otóż ów brat wykorzystując przesądność swego krewnego umieścił… drabinę tak, by zabobonny nieszczęśnik był zmuszony skorzystać z innej ścieżki, a że było ślisko, a przedtem wypił kieliszeczek whiskey sprezentowanej przez troskliwego brata… Ciach, wypadek gotowy, zabieramy drabinę i nikt nawet się nie zorientuje, co się stało. No, nikt oprócz Sherlocka.

„Skrzywdziłem cię, ale dlatego, że mi na tobie zależy w ten mój chory i pokręcony sposób”uniwersalne spojrzenie Holmesa.

Fanom polecam zajrzenie na stworzone przez scenarzystów blogi Sherlocka, Watsona i… Molly Hooper. Ten ostatni jest szczególnie niepokojący. Mamy nawet blog ofiary z ostatniego odcinka pierwszego sezonu, słynnej Connie Prince (która wcale nie umarła od kota). Absolutnie genialnym posunięciem było dodanie komentarzy pisanych przez postacie z serialu, adekwatnie do ich charakteru i stylu. A kłótnie Sherlocka z Watsonem – bezcenne. Wszystkie te sprawy, które przewijały się w ciągu serialu (choćby „Piegowata blondynka”) są opisane przez Watsona. Jest też słynny list zrozpaczonej dziewczynki, której zniknął świecący króliczek. Producenci wiedzą, jak zachęcić do oglądania serialu. Oraz znajdziemy rozwiązanie zagadki, która ofiara była równocześnie mordercą i dlaczego („Aluminium Crutch”). Oprócz tego fani mają możliwość rozwiązania zagadek i szyfrów przesyłanych przez „tajemniczego wielbiciela”. No i koniecznie trzeba przeczytać pełne jadu złośliwe uwagi Holmesa na temat zmuszania go przez Watsona do oglądania „arcyśmiesznego” filmiku z kotkiem spadającym z szafki.

A’ propos kotków… fandom kobiecy jednomyślnie uznał, że John Watson jest taki uroczy, jakby cały składał się z małych kotków. Wiem, dziwne, ale najwyraźniej przypadło to do gustu żonie Martina Freemana (która, nawiasem mówiąc, jest nieformalną królową fandomu Sherlockowego i chętnie przewodzi zakochanym fankom, dostarczając co pikantniejszych szczegółów i zdjęć). Oto parę naukowych dowodów na to, że jakaś prawda w tym jest:

Myślę, że to przez te fafuśne sweterki, które na co dzień nosi Watson…

Pierwszy odcinek, „Studium w różu” jest prawdziwym majstersztykiem. Otóż w oryginale policja uparcie twierdzi, że napisanym słowem jest niedokończone „Rachel”, a to Sherlock wpada na pomysł, że może to być z niemieckiego „rache” czyli zemsta. W serialu mamy dokładnie odwrotnie, a biedny Anderson dostaje drzwiami w twarz. Poza tym – czy dalej się zastanawiacie, czy Holmes wybrał dobrą pigułkę? Ja tak, jak dotąd nie udało mi się znaleźć na to pytanie odpowiedzi. Lubię myśleć, że wybrał dobrą.  W końcu wierzę w Sherlocka Holmesa.

Pamiętacie dzieci taksówkarza? Mamy okazję znowu zobaczyć je w ostatnim odcinku. Genialne.

Smaczkami z planu są opowieści o tym, jak to Martin Freeman miał zwyczaj napadania na Benedicta Cumberbatcha i okazjonalnego podduszania kolegi z planu. Zakradał się i z okrzykiem „dziaaaa!” zaczynał dusić albo skakał na plecy. Jeśli wziąć pod uwagę różnicę wzrostu między panami, to musiało wyglądac bardzo zabawnie. Sam Benedict jawi się jako osoba niezwykle… hm… Sherlockowata. Pomijając fakt, że aktor bardzo rzadko mruga, co nadaje jego twarzy nieco przerażający wygląd (no i te kości policzkowe, o które można się zaciąć), to ma niesamowitą pamięć – kiedy podsunięto mu do podpisania rzekomo jego zdjęcie (w rzeczywistości był to Freeman w peruce, płaszczu i stojący na krześle) już na pierwszy rzut oka stwierził, że to nie on. Skąd wiedział? Bo nie przypominał sobie, żeby do tego płaszcza nosił taką apaszkę…

Tematu pana Benedicta też nie będziemy poruszać, bo wszyscy wiedzą, jak się to skończy (najłagodniejszy scenariusz przewiduje zaślinienie klawiatury). Faktem jest, że krążące w necie fotografie z przedstawień teatralnych , gdzie pan prezentuje to, co odsłoniło prześcieradło czy słynne zdjęcie z gazetą (można je zobaczyć na forum,) powodują omdlenia wśród fanek i nie tylko. Ciekawostką jednak jest to, że początkowo Sherlock miał mowić zwyczajnie, współcześnie, ale niemal natychmiast  (po nakręceniu pilota sondażowego) Moffat nadał jego kwestiom lekko archaiczne brzmienie, by „w pełni wydobyć walory jego wspaniałego głosu i nienagannej dykcji”. Nie mówiłam, że Moffat FTW?

Przeklęte mordercze frisbee… Widz nawet nie zdąży zauważyć tego, co umieścili sprytni scenarzyści w gazecie.

Swoją szosą Benedict strasznie narzeka na strój Sherlocka, który musi nosić w serialu. Nic mnie to nie obchodzi. Masz w tym chodzić i wyglądać tak, jak wyglądasz. Mojego mężczyznę proszę o wybaczenie i przypominam, że on w płaszczu też wygląda mega seksownie. To kwestia płaszcza, tak, płaszcza. I tej wersji się będziemy trzymać.

Pamiętacie scenę w pałacu? Proszę teraz nie myśleć o Sherlocku w prześcierdle, tylko sięgnąć pamięcią do kwestii Mycrofta: „I’ll be the mother then” („w takim razie będę matką”). Najwyraźniej istnieje jakiś brytyjski zabobon dotyczący nalewania herbatki w cudzym domu. Dotyczy to zarówno kolejności nalewania jak i tego, że nie wolno nalewać w cudzym domu  herbaty, bo się zajdzie w ciążę. W dodatku najpewniej urodzi się rude i piegowate bliźniaki. Jest to też typowy zwrot grzecznościowy (ja będę gospodarzem i naleję tego boskiego napoju wam do filiżanek). A skoro już jesteśmy przy herbacie, to Holmes podejmując Moriartego złośliwie podaje mu herbatę uszkiem skierowanym w prawą stronę, choć wie, że jego arcywróg jest leworęczny. Taki mały prztyczek, ledwo zauważalny, jednak widać to po minie Moriartego, kiedy przekręca filiżankę.

Czyżby John jednak wrócił po „kotka szczęścia” do sklepu przemytników z „Ślepego bankiera”?

Uff, zbliżam się do końca dzisiejszego zbiorku. Jestem pewna, że to nie koniec, bo smaczków jest tyle, że odkrywanie ich na pewno osłodzi mi czas oczekiwania na kolejny sezon (cholerny Hobbit… no dobra, i tak bym obejrzała, teraz mam podwójny powód). The game is on, jak to krzyczy Sherlock na wieść o czwartym morderstwie w pierwszym odcinku (co jest nawiązaniem do słynnego „the game is afoot”, które pojawiło się po raz pierwszy w opowiadaniu Doyle’a „The Adventure of the Abby Grange”)! I – na marginesie – UMQRA nic nie znaczy. Naprawdę, naprawdę nic, choć fani prześcigają się w domysłach. A jedyne komplementy, które Sherlock wygłasza pod adresem Johna to te same słowa, które on sam usłyszał od swego przyjaciela na samym początku znajomości (You’re amazing! ~You’re fantastic!).

Teksty od „TEJ kobiety” też są pełne aluzji.

Na koniec jeszcze jeden obrazek, który mnie osobiście powalił: widnieje na nim informacja, że Watson, obwiązany materiałem wybuchowym mruga do Sherlocka „SOS”. Jest to metoda stosowana przez wojskowych, którzy potrzebują pomocy a nie mogą otwarcie o nią prosić, gdy wróg jest w pobliżu. No ja się gapiłam, w sumie niby się da to zobaczyć, bo mruga dziwnie, w życiu bym na to nie wpadła…

Podobało się?

I tak, możemy się prześcigać w domysłach, JAK Sherlock uniknął śmierci. Mam swoją teorię, która jak dotąd nie jest nigdzie rozpatrywana, a dotyczy… wysokości budynku. Szpital ma 4 piętra, a przypadek sprawił, że mój sąsiad był wypadł z identycznej wysokości. Wiecie, co powiedział potem ratownik? „Miał facet szczęście, bo to tylko 4 piętra, z tej wysokości „spadochroniarze” jeszcze przeżywają, choć jest to ryzykowne. No i leciał jak szmata, to też mu pomogło”. I dodał, że gdyby poleciał swobodnie na pysk, to pewnie by mu się nic nie stało poważnego, ale ponieważ zahaczył o antenę satelitarną, to go obróciło i walnął tak, że sobie uszkodził kręgosłup.

W teorii mojej oczywiście jest uwzględniony fakt Molly Hooper jako pracownicy szpitala (a dokładnie – kostnicy), sieć lokalna bezdomnych i to, że „spadanie jest jak latanie”. Poza tym ten rowerzysta nie pojawił się tam przypadkiem, a Sherlock wyraźnie polecił Johnowi stać w konkretnym miejscu i nie spuszczać z niego oka, jak wytrawny magik.

Cóż, to tylko moje domysły. Faktem jest to, że ostatecznie Sherlock zwyciężył. Dokładnie w momencie, kiedy Moriarty pominął w swoich dywagacjach Molly, wymieniając tylko Lastrade’a, Watsona i panią Hudson…

A na koniec dodam, żę fandom nie ma dla Sherlocka litości, a autoreczki wszelakiej maści znęcają się fanfikami nad biednymi bohaterami. Chcecie przeczytać najgorsze opowiadanko, jakie przewinęło mi się przed oczami? Zajrzyjcie na Paskudy, do mojej analizatorni.

Advertisements

18 thoughts on “Sherlock BBC – smaczki (sezony 1 i 2)

  1. Za mało! Zdecydowanie za mało! Chcę więcej. I Irene! Pf.
    Co do kwestii z ostatniego odcinka – pojawia się jeszcze ten dziwny samochód na postoju dla autobusów! My mamy teorię, ha! Swoją drogą to wszystko nie jest aż tak skomplikowane, jakby się wydawało, ale to przecież Sherlock i może się okazać, że wymyślił coś zupełnie innego…
    Dobra robota ;p Ale chcę więcej!

  2. A tym wszystkim, którym mało 6 odcinków polecam.. pilota, trwającego 60 minut, który nie został ostatecnie wyemitowany. Przyznaję,że rozumiem nieco, dlaczego – oglądając miałam wrażenie, że jestem na próbie w teatrze, że aktorzy dopiero ćwiczą swoje role. Brakowało tego… ognia. Ale warto obejrzeć, chocby po to, by zobaczyć, jak bardzo zmieniła się wizja twórców 🙂

  3. Obrazki są genialne a czytało mi się to wszystko fenomenalnie, prosze o wiecej Sherlocka, mężczyzna na pewno przymknie oko na kilka notek zachwytu 😀

  4. na kilka może przymknie, może zacznie się buntować po kilkunastu – własnie dorwałam się do Making Of i obejrzałam pilota (rany, ale to było dziwne, Sherlock wpadajacy w pułapkę? Bezradny? MIŁY?!?!). W każdym razie spodziewajcie się kolejnych pisków.

    To co, zakładamy temat na forum i piszczymy? 🙂

  5. Można jeszcze wspomnieć, że nie tylko tytuły odcinków są nawiązaniami do opowiadań i powieści Conan Doyle’a, ale również tytuły spraw opisanych przez Watsona na blogu. „The Geek Interpreter” to nawiązanie do „The Adventure of the Greek Interpreter”, a „The Speckled Blonde” to „The Adventure of the Speckled Band”. A samo wyszukiwanie, które elementy odcinków są zaczerpnięte z których historii o Holmesie, to osobna zabawa.

  6. zastanawiałam się, czy o tym pisać, jednak doszłam do wniosku, że jeśli serial oparty jest na opowiadaniach, to naturalnym jest, że będzie nawiązywał do tytułów. Choć może kolejne smaczki będą ukazywać podobieństwa i różnice między oryginałem a serią, kto wie 🙂

  7. się pisze. Na razie muszę odsapnąć, bo przeczytałam złowieszczego fanfika (jest na forum) i mi źle we wszystko ze zgryzoty…

    Och, w „houndsie” jest genialna scena z kawą! 😀

    Serio, zastanawiam się, kiedy będę w stanie rozpoznawać odcinek po kawałku kadru 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s