Strasznie mi się podobasz

Antologia opowiadań kusi przepiękną okładką – tak oryginalną, że aż szkoda wkładać książkę na półkę grzbietem do góry. Widnieje na niej sześć… grzbietów właśnie, z nazwiskami autorów, którzy mają na swoim koncie niejedną publikację i są dobrze znani miłośnikom fantastyki w Polsce. Wydawało by się, że sześć opowiadań to mało, jak na antologię. Są to jednak teksty soczyste, mocne i sycące czytelnika.

Tytuł, zaczerpnięty z opowiadania Magdaleny Kozak, doskonale oddaje treść opowiadań. Niby jest strasznie, ale się podoba. Znajdziemy tu więcej oksymoronów: śmiech przez łzy, gorycz zwycięstwa, słodką ironię, do wyboru, do koloru. Tak, jak różni są autorzy, tak diametralnie różnią się od siebie ich teksty.

Antologię rozpoczyna niezawodny Pilipiuk, który słynie wręcz ze swoich nietypowych pomysłów. Tym razem zabiera nas do alternatywnej rzeczywistości – a właściwie wysyła w nią biednego gestapowca. Ma on na zadanie zdobyć zaawansowaną technologię u bratniego narodu hitlerowskiego, by pomóc Wodzowi w wygraniu wojny. Już po paru pierwszych akapitach wiemy, że to nie skończy się dobrze, a na pewno nie normalnie. Wystarczy powiedzieć, że wywiad zawalił sprawę i zauważona przez nich swastyka wcale nie była hitlerowska…

Opowiadanie drugie, autorstwa Domagalskiego, zabiera nas w kosmos, wprost w objęcia pradawnego zła, pożeracza światów. Muszę przyznać, że rozwiązanie całej sytuacji jest zaskakujące , a idea, która z niego się wyłania – trochę przerażająca. I strasznie mi się podoba.

Wreszcie trzecie opowiadanie, pióra Magdaleny Kozak. Autorka już wcześniej pokazała, że można pisać „po męsku” nie tracąc ani trochę z kobiecości. Zachwyca autentycznością, a samo opowiadanie bardziej przypomina historię z pierwszej ręki niż fantastykę. Każde zdanie wydaje się mówić „byłam tam, widziałam, przeżyłam to sama” i nie musimy wiedzieć, że pani Magda spędziła pół roku w Afganistanie, żeby wierzyć w pustynię, świst kul, nieustanną grozę i pięknego pana majora. Dawno nie czytałam nic tak żywiołowego i pełnego pasji. Aż się prosi, żeby pani Kozak napisała więcej opowieści z frontu.

Kolejne opowiadanie stoi humorem sytuacyjnym, a błyskotliwe dialogi są przysłowiową wisienką na torcie. Mortka świetnie czuje się w klimacie lekkiego fantasy i pobudza czytelnika do galopu, serwując gag za gagiem. Czy jest coś bardziej komicznego, niż hobbit z ambicjami na bohatera? Tak, cała garstka hobbitów, które dają się porwać legendzie o pewnym niziołku, który poczłapał do wulkanu z pierścionkiem. Pech chciał, że czytałam opowiadanie w autobusie, więc nie mogłam się śmiać tak głośno, jakbym chciała. Nadrobiłam to w domu, podczytując ponownie niektóre fragmenty. Do boju, bracia hobbity, na pohybel Impostorom!

Dalej – Rafał Dębski pokazuje najwyższą klasę. Historia jest długa i momentami zawiła, przyznaję się również do korzystania z internetowych pomocy naukowych w celu zrozumienia jak się ma tytuł do treści. Niemniej – warto. Te „rozmowy z katem” fascynują, czasem brzydzą, ale równocześnie poruszają do głębi. Sam pomysł kata obdarzonego nadnaturalnymi zdolnościami, pachnące średniowieczną mistyką przekonania co do natury duszy, piekła, grzechu – to wszystko składa się na opowiadanie, które zostanie w czytelniku na długo.

Jeśli chodzi o mnie, to wydawało mi się momentami trochę męczące. Tak, jakby autor chciał za dużo powiedzieć w krótkim czasie. Miało jednak w sobie moc i mrok, prawdziwą esencję tego, co w pisarstwie Dębskiego jest najlepsze. Mam nadzieję, że pójdzie dalej w tym kierunku, bo bardzo rozbudził mój apetyt. Poza tym w opowiadaniu był szczur, więc pan Rafał sobie u mnie potężnie zapulsował. Lubię szczury.

Ostatnie opowiadanie od razu wrzuca nas na głęboką wodę i nurkujemy na łeb, na szyję w rewelacyjne urban fantasy autorstwa Przechrzty. Początkowe oszołomienie bogactwem szczegółów i niezwykłym miastem ustępuje fascynacji. Uwielbiam ten dreszczyk ciekawości, gorączkowe „co będzie dalej”, czym jeszcze autor zachwyci, co wymyśli? Doskonale ukształtowana rzeczywistość i bohater, który bierze udział w wyścigu, w którym stawką jest wszystko… a cena jest jeszcze wyższa.

Dawno nie miałam w ręku tak świetnej antologii, w której każde opowiadanie zasługiwało by na ponowną lekturę. Jestem pewna, że do niej wrócę za jakiś czas – była przerażająco przyjemna.

Recenzja została napisana dla portalu Elizjon

Marcin Mortka, Magdalena Kozak, Andrzej Pilipiuk, Rafał Dębski, Adam Przechrzta, Artur Domagalski: Strasznie mi się podobasz

wyd. Fabryka Słów, Lublin 2011

Reklamy

3 thoughts on “Strasznie mi się podobasz

  1. I ja jestem zdecydowany na zakup.
    Pilipiuk – wiadomo, pani Kozak jest w swojej niszy (action fantasy, czy jak to zwać) naprawdę dobra, podobnie jak Przechrzta (Chorągiew Michała Archanioła, mimo zbyt mocarnego bohatera, też była niczego sobie), a Dębskiego znam tylko z Zoroastera. Reszty nie kojarzę, ale z taką recenzją i (przede wszystkim!) okładką… 😉

  2. Mi, szczur jest tak cudny, że prawie uściskałam książkę z radości 🙂
    Sir Ace, polecam, polecam! Rewelacyjny zbiorek, zakochałam się 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s