Świąteczne życzenia

Postcards from Postallove

Takie świetne pocztówki możecie kupić tutaj, albo wymienić się na nie ze mną (:

Do tego wpisu zainspirowała mnie Sara, która opisała na swoim blogu wymarzone prezenty. Te bardzo nierealne, ale i mające szansę na spełnienie. A że ja akurat zastanawiałam się nad wpisem świątecznym… Nie traktujcie tego posta jakoś bardzo poważnie, bo i nie takie jest jego założenie (o czym chyba szybko sami się przekonacie). Nie jest to też biadolenie „dajcie mi, bo nie mam”. Ot, pomarzmy sobie wspólnie. Bo kiedy, jak nie teraz? 😉

Szyszka: O, doskonały pomysł, moja droga, bo ja ostatnio przeżywam kryzys życzeniowy. Nigdy nie potrafię sprecyzować, czego naprawdę chcę, a jeśli już, to potem wystarczy mi samo manie przedmiotu. Okropna jestem. Potraktuję to jako doskonałe ćwiczenie na święta!

Miranda: To ja zacznę! Chcę… Toma Hiddlestona.

Loki

Czyli marzenie z gatunku „przecież mogę sobie popatrzeć, prawda?”. Szczególnie wtedy, gdy Tom się uśmiecha całą paszczą. Tak więc będę sobie z przyjemnością patrzeć, choć na przygodę też bym się z nim wybrała. Może nie do tropikalnej dżungli, bo jestem na to zbyt wygodnicka, ale na objazdówkę po Europie to już tak… Ewentualnie na cykl degustacji w londyńskich herbaciarniach. W końcu to Brytol, tak? Trzeba szanować ich stereotypowe tradycje.

Życzę Ci tego z całego serca, bo to będzie oznaczało, że też będę mogła się na niego pogapić (co prawda zadzierając głowę, bom kurdupel). A czego ja chcę?

Chcę… wszystkich!

A co mi tam, chciałabym być tak bogata, że będzie mnie stać na fundowanie produkcji BBC i obracanie się w całym brytolskim towarzystwie (bo wiecie, BBC to pięciu aktorów, dwa plany filmowe i dużo taśmy klejącej). I takiego kombosa walnąć – Tennant, Cumberbatch, Hiddleston i Freeman (Martin, nie Morgan). I jeszcze Helen Mirren. I Judi Dench. I Maggie Smith… o rany.

Ja wciąż liczę, że ktoś ich wszystkich do jednej produkcji zgarnie!
Ale poza tym chcę… wyjechać.

Wyjechać daleko...

Dla odmiany marzenie zupełnie na serio. Od kilku lat próbuję zrozumieć, jakim cudem osoba tak lubiąca własne mieszkanie, którą naprawdę ciężko z niego popołudniami wyciągnąć (mam świadków), może jednocześnie tak lubić podróżować? Czyżby odzywało się znowu moje wygodnictwo? Bo wiecie, nie jestem z tych podróżników, którzy zarzucają sobie plecak z konserwami i idą łapać stopa. Nie, ja potrzebuję czystej łazienki i cichego, w miarę wygodnego miejsca do spania. A najlepiej jeszcze własnego środka transportu i dodatkowego kierowcy. I to nie jest marzenie nierealne, w końcu już parę razy udało mi się je spełnić. Co nie znaczy, że mam dość… I coś czuję, że niebawem na blogu pojawi się osobny wpis o moich podróżniczych marzeniach 😉 A co na to Szyszka?

Szyszka chce… Londynu.

Londyn!

Serio, z miejsc, które koniecznie chcę jeszcze odwiedzić, to tylko Szkocja, Nowy York i jeszcze raz Brugia, a tak poza tym ciągnie mnie tylko tam. To dziwne, czuć się u siebie w domu w takim molochu, ale identycznie miałam z Opolem – po prostu wiedziałam, że tu będzie fajnie, choć oba miasta nie mogą bardziej się różnić. Ale po prostu mi pasuje to wielkie miasto, żyjące szybko, ale trochę poza światem, na swoich własnych, bardzo uprzejmych i dobrze wychowanych warunkach. Z drapieżną dzikością bulgocącą tuż pod powierzchnią (bo nie ma bardziej wrednej i chamskiej osoby niż Angol, który przestaje być uprzejmy).

O tak, do Londynu to ja też z przyjemnością. Co mi przypomina, że chcę… książki.

Książki!

Dzień dobry, nazywam się Miranda i jestem kolekcjonerką książek. Szyszka powinna dostać jakąś premię za pracę w trudnych warunkach, tyle już razy załamywała ręce nad moim kolejnym „jasne, że mam tę książkę, tylko jeszcze jej nie przeczytałam”. Bo powiedzmy sobie szczerze, książek mam mnóstwo, a ponad połowy z nich nie czytałam. Co zupełnie nie przeszkadza mi w wypatrywaniu i nabywaniu nowych… Ostatnio przystopowałam, ale nie dlatego, że zmądrzałam, ale przez pocztówki. Czyli po prostu moje kolekcjonerstwo znalazło zapasowy sposób na długie i szczęśliwe życie…

A ja chcę… miejsce na książki!

Życie w kawalerce to nie życie, szczególnie, że pół mieszkania zajmuje warsztat pracy i łóżko. Książki są na wygnaniu u rodziców (to mężowe), a te, które są u nas, gniotą się okropnie na półeczkach. W przeciwieństwie do PEWNYCH OSÓB nie możemy sobie pozwolić na komfort posiadania książek, których nie mamy zamiaru czytać. Poza tym… aaaaa, jak tak można (załamuje ręce)?! Cóż, jakąś wadę Miranda musi mieć. Ja ciężko się zastanawiam, gdzie w perspektywie umieszczę te 35+ tomów mangi Berserk

Ha, za to ja doskonale wiem, gdzie bym umieściła rzecz, której dotyczy moje kolejne życzenie! Bo chcę… roczny zapas gwiazdek Milky Waya.

Gwiazdki Milky Way

Smak dzieciństwa, wiadomo. Tym bardziej kultowy, im trudniej go zdobyć. Ale gdyby ktoś jednak stwierdził, że chce mi zrobić prezent, to są w Tesco. Wczoraj sama zrobiłam sobie prezent w postaci tygodniowego zapasu gwiazdek… ale coś czuję, że tydzień magicznie skróci mi się do dwóch dni.

Chcę… sushi.

Sushi!

Dużo. Zawsze. Cały zestaw kuchni japońskiej na moim stole. Kiedykolwiek sobie zażyczę. Tak magicznie, bez wydawania kosmicznych pieniędzy oczywiście. Właśnie przeżywam kryzys, bo mi się pasta miso kończy. I nori jakoś się kurczy. Jak sobie pomyślę, ilu rzeczy jeszcze nie jadłam, to jest mi smutno tak jak wtedy, gdy bisz umiera… Tak jak innym smakuje na przykład kuchnia włoska, tak ja mogę jechać praktycznie tylko na surowej rybie i okazjonalnym kurczaku. Marzy mi się ta słynna wołowina Kobe, z pijanych krów. Z dobrych wieści – mam “zaliczone” natto, czyli wyjątkowo śmierdliwą fasolkę, więc mogę uznać, że jestem gotowa na resztę kuchni japońskiej…

I jeszcze chcę… chcę… o, czasu na czytanie chcę! Ale to dla wszystkich naszych Czytelników i nie-Czytelników też!

To chyba będzie dobry moment na wrzucenie tematycznego obrazka, prawda? To ja wrzucę 😀

Świąteczne pierniczki

Reklamy

8 thoughts on “Świąteczne życzenia

  1. Ogromnie mi miło, że Cię zainspirowałam! 🙂
    Kurczę, też przydałby mi się czas na czytanie i trochę miejsca na książki, chociaż ostatnio pozbyłam się niedziałającej wieży, więc jedną półkę mam niby wolną…
    Myślę, że Londyn to dość przyziemne marzenie, bo od czasu do czasu można natknąć się na bilety lotnicze w promocji 😀
    Haha, moja przyjaciółka śmiała się, że jej ukochany blond prezent z niebieskimi oczami nie zmieściłby się pod choinką 😉
    Pozdrawiam ciepło i życzę wesołych świąt!

    1. Powodzenia z wygospodarowaniem czasu na czytanie! Ja właśnie nad tym pracuję, w końcu coś trzeba przez te trzy dni robić, a dom już posprzątany 😉 I co, trzymamy wzajemnie kciuki za udane polowania na tanie bilety lotnicze? 😉
      Trzymaj się ciepło i zdrowo!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s