Pyrkon 2015

Kawa z Cynamonem - Pyrkon 2015

Tutaj miała być bogata fotorelacja z Pyrkonu. Będzie… relacja, bo po powrocie okazało się, że mocno obijałam się w kwestii robienia zdjęć i zdecydowana ich większość pochodzi ze spotkania z Kevinem Hearnem. Które było fantastyczne, ale o tym za chwilę. Zapraszam zatem do poczytania, a więcej zdjęć będzie w kolejnym wpisie, również o spotkaniowej (ale już niekonwentowej) tematyce 😉

Nie byłam w swoim życiu na wielu konwentach – więcej, niż na kilku, ale nie więcej, niż na kilkunastu. Ogólne wrażenia zawsze były pozytywne i nie przeszkadzały im nawet te pomniejsze zgrzyty, w postaci długich kolejek, zawalonych sal, braku papieru toaletowego w łazienkach… Ale nie przypominam sobie sytuacji, w której narzekałabym na ludzi. I za to właśnie lubiłam, a teraz polubiłam na nowo, konwenty – za ludzi, którzy się na nich pojawiają.

Podstawowy problem po przyjeździe do miasta, w którym odbywa się konwent, to znalezienie miejscówki. W Poznaniu nie było to trudne, bo teren targów MTP rozciąga się tuż przy dworcu PKP. Ale w innych przypadkach zawsze udawało mi się trafić na miejsce, podążając za ludźmi, którzy nie wyglądali jak normalni przechodnie. Kolorowe fryzury, niezwykłe stroje – cosplayowicze zawsze stanowili dobry drogowskaz. I ucztę dla oczu, bo większość ich przebrań naprawdę robi wrażenie. Wzbudza też trochę zazdrości, przyznam szczerze. Jeszcze trochę się w niej pokiszę, a może w końcu sama coś wymyślę… Ale to pewnie dopiero na przyszłoroczny Pyrkon.

Większość konwentów, na jakich byłam, odbywała się w szkołach. Ot, po prostu wynajmowano budynek tej czy innej szkoły na weekend, w kilku klasach można było sobie rozłożyć karimaty i spać, w innych odbywały się wykłady i prelekcje, w jeszcze innych kryły się DDR-y, karaoke i konsole.
Parę lat temu lubliński Falcon przeniósł się do tamtejszego centrum targowego, co okazało się świetnym rozwiązaniem. Wielka hala dla wystawców plus porządne sale „wykładowe” to to, co tygryski lubią najbardziej. I dlatego też byłam absolutnie zachwycona wyborem miejsca na tegoroczny (i zeszłoroczny bodajże też) Pyrkon: targi MTP to kilkanaście ogromnych hal, z czego wiele było do naszej dyspozycji. Jeszcze na żadnym konwencie uczestniczenie w panelach i wykładach nie było tak przyjemne, jak tutaj. Sale konferencyjne były wielkie, pojemne, z dobrym nagłośnieniem… i wygodnymi krzesłami 😀 O tak, zdecydowanie chcę więcej.

Kawa z Cynamonem - Kevin Hearne

A teraz chciałam wam opowiedzieć o spotkaniu, którego zapowiedź ostatecznie rozwiała moje wątpliwości co do wyjazdu. Otóż już od kilku miesięcy było wiadomo, że na Pyrkon przyjedzie Kevin Hearne, autor jednego z moich ulubionych cyklów fantasy – Kronik Żelaznego Druida.
Nie nazwałabym siebie fangirlem autorów (Gaiman jest wyjątkiem, w Gaimanie mogę się tarzać). Ich książek – jasne, ale do samych autorów mam dość spokojne podejście. Andrzeja Pilipiuka i Roberta M. Wegnera fajnie się słucha, Kuba Ćwiek zawsze ma na podorędziu ciekawe i wariackie historie… Hmm, chciałam tu wymienić jeszcze kilka nazwisk, ale zorientowałam się, że to chyba wszyscy, których miałam okazję zobaczyć i posłuchać na żywo. Jak mówiłam – fangirlem autorów nie jestem 😉
Czym więc zasłużył się Kevin Hearne? Po części tym, że już śledząc jego profil na Facebooku (i na Twitterze dla tych, co to ogarniają, bo ja średnio) dało się zauważyć, że jest po prostu fajnym gościem. Takim… sympatycznym, uśmiechniętym i do ludzi, który sam potrafi po fanowsku zachwycać się chociażby Gwiezdnymi Wojnami. Kolejna część – Kevin jest autorem amerykańskim, ale w jego książkach pojawiły się, wcale nie przelotnie, polskie czarownice i mitologia słowiańska, a także pole cebuli obok Jasła. Wiadomym jest więc, że byłam ciekawa tego człowieka.
A potem bardzo aktywnie zaczęła działać grupa Kevin Hearne na Pyrkonie i dzięki kilku dzikim pomysłom aktywnych tam ludzi zapadła decyzja: w piątek o 19 na terenie konwentu będzie zorganizowane kameralne spotkanie z Autorem. Kameralne. Czyli nie „pełna sala ludzi i Autor na podwyższeniu”, a raczej „dwa stoliki w bufecie, jakieś dwadzieścia osób i Autor na wyciągnięcie ręki”. O tak, to już mi się spodobało. Również to, że na spotkanie obowiązywały wejściówki w postaci małego prezentu dla Kevina. I doprawdy, jestem pod wrażeniem pomysłowości i umiejętności osób, które były na spotkaniu. Choć i tak nic nie przebije zachwytów Kevina 😀 Cieszył się z każdego prezentu, z każdym z nas robił sobie selfie, które potem wylądowały na jego Twitterze i Facebooku. I wiecie to? To było diabelnie miłe. A gdy już sobie pogadaliśmy i porozdzielaliśmy prezenty, przyszedł czas na autografy. Jak wspomniałam, osób było niewiele, ale Kevin pracował nad podpisami przynajmniej godzinę, bo na samych dedykacjach się nie skończyło. I w ten to sposób kilku szczęśliwców ma w swoich książkach rysunki z Oberonem, czyli głównym psim bohaterem serii.
Mniej więcej w tym momencie musiałam się zwijać z imprezy, czego żałuję, bo słyszałam o siedzeniu z Autorem przy piwie do trzeciej nad ranem… Ale i tak pozostała masa dobrych wspomnień. Choć pamiętam też moją panikę, gdy o 18:57 nie mogłam znaleźć umówionego miejsca, mimo iż kilka razy przeszłam tuż pod nim. Na szczęście taki jeden dobry człowiek ze spotkania czuwał, uratował mnie, a potem wyściskał i pogłaskał po łebku miłymi słowami, za co niniejszym dziękuję 🙂

Jak mówiłam – konwent to ludzie. Ci, którzy nie pchają się w kolejkach, ci, którzy wyciągają do ciebie rękę i przedstawiają się, by zaraz iść dalej na podbój imprezy, ci, których spotykasz po raz pierwszy i obiecujesz, że nie ostatni… Zazwyczaj nie czuję się zbyt dobrze wśród takich tłumów, ale ten rodzaj tłumu szczerze lubię. Tak więc dziękuję wszystkim, którzy sprawili, że wyszłam z Pyrkonu zachwycona i z mocnym postanowieniem powrotu w przyszłym roku. Do zobaczenia!

Kawa z Cynamonem - Pyrkon 2015

Advertisements

19 thoughts on “Pyrkon 2015

  1. No to czekam teraz na zdjęcia 😀 Kocham oglądać zdjęcia, zwłaszcza te, na których mnie nie ma. Są wtedy takie piękne!
    Czas na oborę 😀 Myślałam, że na Pyrkonie poznałam Szyszkę 😄 Dziękuję za uwagę.

    Byłam pierwszy raz na Pyrkonie, ale to nie był mój pierwszy konwent. Wcześniej byłam na dwóch może trzech i tak po prawdzie, jakbym nie była z osobą mi znajomą, to czułabym się jak siedemnaste koło u wozu. Tworzyły się grupki, z którymi się nie pogadało jak się kogoś nie znało. Także do Poznania jechałam z duszą na ramieniu, bo ja taki introwertyk z dokładką aspołeczności 😄 Ale koniecznie chciałam zdobyć autograf Kevina, na wszystkich książkach. Obawy moje były zupełnie nieuzasadnione. Ludzie fantastyczni, kulturalni (byłam w szoku, że jednak ludzie potrafią po sobie posprzątać!) no i w większości przebrani 😄 Do tego, nawet jak gdzieś szlajałam się sama, to zawsze z kimś rozmawiałam. Wychodziło to samoczynnie, a to ktoś zagadał, albo ja zagadałam do ludzia. Naprawdę wszyscy byli fantastyczni, a Ci których poznałam, na żywo okazali się jeszcze lepsi niż w netowni 😄 Na same wspomnienia gęba mi się uśmiecha 🙂 No i niezmiernie żałuję, że się z Tobą nie pożegnałam. A chciałam Ci białą chustką machać na pożegnanie (taką higieniczną, bo innej nie mam).
    Spotkanie z Kevinem było rewelacyjne! No ale opowiadać nie będę, bo sama tam byłaś no i masz jeszcze o nim napisać 🙂 Więc skomentuję to w Twoim drugim poście.

    Co do autorów, to ja mogłabym się tarzać w Saszy Hady, a jeżeli chodzi o postacie, to tarzałabym się (jeśli wiesz co mam na myśli :P) w Jacku Reacherze 😄 Oooooj potarzałabym się z nim.

    Ja byłam jeszcze na spotkaniu z Marcinem Mortką. Przesympatyczny koleś z ogromną dawką humoru. Poszłam na to spotkanie, bo chciałam dla siebie i Wiedźmy uzyskać autograf na „Morzach Wszetecznych”, a wyszło, że się zasmuciłam, że „wywiad” się skończył. Książka była dla mnie rewelacyjna, ale sam autor okazał się lepszy niż książka. Także nawet jak nie czytałaś jego książek, bądź czytałaś i Ci nie podeszły, to polecam się przejść na jakieś spotkanie z nim. Gwarantuję, że nie będzie to czas stracony.

    Teraz właśnie paczam na swój komentarz i ten, no… chciałam go skrócić, ale nie wiem z czego więc przepraszam za jego długość :/

    1. I teraz nie wiem, czy jak mnie tymi miłymi słowami głaskałaś, to miałaś w pamięci wyczyny Szyszki, czy moje 😄

      Jacka Reachera jeszcze nie poznałam, ale podejrzewam, że wieeem, co masz na myśli :3 A, i faktycznie, Marcina Mortkę też zobaczyłam na żywo, ogólnie wrażenie dość pozytywne, książki jego są już na mej wcale-nie-takiej-długiej liście „do przeczytania” ^^

      Większej relacji ze spotkania z Kevinem nie planuję, bo i zdjęcia średnio wyszły, i najważniejsze rzeczy już tu powiedziałam. A reszta epickości to raczej już dotyczy tych, którzy tam byli i widzieli, jak Autor macał ich prezenty, więc no xD

      I żebyś mi więcej nie przepraszała za długie komentarze! 😛 Przynajmniej mi zawsze przyjemnie jest poczytać sobie takie bogate relacje z imprezy, na której sama byłam, zwłaszcza od ludzia, którego tam poznałam 😉

      1. Byłaś na spotkaniu z Mortką? GDZIE?! Walnęłam śmiechem jak odpowiadał na pytanie czy łatwiej się pisze książki dla dzieci czy dla dorosłych 😄 No i jak się śmiał z własnych żartów w „Morzach Wszetecznych”.
        Będę przepraszać jak tylko mi się zachce… nie będziesz mi życia układać!

        1. No co buntownicze stworzenie… Dobrze, dobrze, rób jak chcesz!

          😀

          A Mortkę widziałam na tym anglojęzycznym spotkaniu, na którym był też Kevin i Jasper Fforde, potem jeszcze na jednym o tłumaczach 🙂

          1. Aaaa, już się przestraszyłam, ze byłaś tam gdzie ja i nie osaczyłam Cię. Nawet nie wiesz jaka ulga! Ale ta obawa, strach, niepokój, i ogólnie wszystko co złe, jakie mnie przez tę chwilę ogarnęły, że tego nie zrobiłam, były straszne!

            1. Ale będziesz za rok na Pyrkonie? No ja myślę! Tylko wtedy postaraj się z tymi zdjęciami!!
              Napisałabym, że mam nadzieję, że Szyszka też będzie, ale… ok, znowu przydługawa historia 🙂
              Chodzę po sklepowni i paczam, MYDŁA! Myślę: oho Miranda (wtedy myślałam, że Ty to Szyszka XD) powoli podchodzę, w myślach układam przywitanie, coby sobie znowu obory nie narobić i słyszę:
              kurwa cośtam coś tam, przecież tak nie można. (z jakimś kolesiem rozmawiała, w sensie zdawała mu jakieś relacje).
              Udawałam, że nie widzę stoiska (wolałam się nie odzywać, bo mam dar wkurwiania ludzi, a biedaczysko już była zdenerwowana), przeszłam i pomyślałam: ha! moja dziołcha!

              1. Okej, pozamiatałaś 😄
                Będę za rok, będę 🙂 Za bardzo mi się podobało, żeby nie próbować tego powtórzyć. Ale uważaj, bo nie znasz dnia ani godziny, jak pojawię się w Twoim Mieście i zażądam wyjścia na kawę i ciastko 😛 A może nawet pojawię się tam z Szyszką! O! Będziesz mogła sobie na dobre zapamiętać, która to która xD

                    1. Proszę zostawić mój tyłeczek! Napisałabyś lepiej, że znasz fajną knajpę z dobrymi ciastkami, to zawsze lepsza motywacja 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s