Siła trucizny – Maria V. Snyder

SiłaTrucizny

… czyli „Eksperymentu Tumblrowego” ciąg dalszy! Mimo początkowych niewypałów w postaci Czerwonej królowej, Dotyku Julii (a raczej drugiej części tej serii) oraz Szklanego tronu (o nim więcej niebawem) w końcu trafiłam na coś sensownego z gatunku young adult.

To naprawdę nie jest tak, że ja wymagam jakichś niestworzonych rzeczy od stosunkowo prostego gatunku, jakim jest young adult fantasy. A przynajmniej tak mi się wydawało, jednak trzy wymienione wyżej książki nieco podkopały moją pewność. Na szczęście znalazł się też argument za moją teorią.

Słowem wstępu: Yelena została skazana za morderstwo, które popełniła. Nagle wyciągają ją z lochów, prowadzą do kapitana… a ten składa dziewczynie propozycję: zamieni jej karę śmierci na posadę testera posiłków komendanta (rządzącego krajem po obaleniu króla). Yelena będzie musiała nauczyć się rozpoznawać trucizny, by uchronić rzeczonego komendanta przed zatrutym jedzeniem. Oczywiście dziewczę przystaje na te warunki, mając ku temu odpowiednią motywację. A jej szkoleniem i ogólnym nadzorem zajmie się nie kto inny, jak przystojny pan kapitan…

Wstrzymajcie jeszcze jęki rozpaczy! Obiecuję wam, że nie będzie tu żadnego robienia maślanych oczu do kapitana Valeka ani wzdychania do niego po kątach. Między innymi za to polubiłam Yelenę i jej historię – lekki wątek romantyczny nie był nachalny, nie przeszkadzał i nie zaciemniał pozostałych. Z kolei jeśli chodzi o główny wątek, to… prawie go nie było. Yelena szkoliła się na testerkę, wplątała się w jakieś kłopoty, ale dopiero pod koniec tej części trylogii zaczynał się ukazywać jakiś nadrzędny problem, z którym ma walczyć główna bohaterka. Co nie znaczy, że po drodze było nudno! Spędziłam przy Sile trucizny bardzo miłe pięć godzin w pociągu do Opola i z powrotem. Bez irytacji na kretynizm bohaterów, bez zgrzytania zębów na idiotyzmy fabuły, bez ziewania nad nudnymi opowieściami. Za to z mocnym postanowieniem, że zaraz po powrocie wgryzam się w część drugą.

A teraz sobie trochę pofolguję i przyznam się, dlaczego konkretnie spodobała mi się ta książka. Osoby wrażliwe na spojlery proszone są o ominięcie jednego akapitu 😉

UWAGA! PONIŻSZY AKAPIT ZAWIERA SPOJLERY TAKIE, ŻE HEJ. Z KOŃCA KSIĄŻKI. ŻEBY NIE BYŁO, ŻE NIE UPRZEDZIŁAM.

Najsłabszym ogniwem większości książek YA okazuje się zwykle główna bohaterka. A w każdym razie ja tak mam, że panna musi się naprawdę postarać, bym ją polubiła. Yelenie szło dobrze od samego początku, bo było widać, że dziewczyna potrafi myśleć. Mimo, iż znalazła się w sytuacji pozornie bez wyjścia, uparcie tego wyjścia szukała. Uparcie, ale nie bezmyślnie. Wygrała moją aprobatę w chwili, gdy przyszła do Valeka i powiedziała wprost: słuchaj, taka jedna próbowała mnie przekupić, żebym jej wydała ważne informacje, spotkanie będzie tu i wtedy, przyjdź, zobaczysz. Choć teoretycznie kapital miał być jej wrogiem, w tej sytuacji rozsądniej było mu zaufać i dziewczyna to zrobiła. I jej się to opłaciło, nie tylko tym, że i ja jej zaufałam.
A dalej było tylko lepiej. Bo przecież jeśli w grę wchodzi uczucie do Valeka, które oczywiście w końcu się pojawia (co akurat mnie cieszyło, bo im kibicowałam), to panna może zacząć poświęcać wszystkie swoje myśli rozterkom sercowym, olewając wszystko inne (vide: calutki Sekret Julii). Yelena tego nie zrobiła. Nawet wtedy, gdy nastąpiło już obustronne Wyznanie Uczuć, po którym bardzo szybko okazało się, że dziewczyna musi wyjechać z zamku. Ale jak to, zostawić ukochanego? Przecież to wielka tragedia, morze wylanych łez i kilka miesięcy pustych kartek (vide: druga część błyszczącej sagi). Chyba że zrobimy to inaczej…
Ona: Wyjedź ze mną.
On: Nie mogę, ponieważ (tutaj wstawia dwa Argumenty).
Ona: No tak, masz rację.
I tyle, po krzyku. Wciąż się kochają, ale ona musi ogarnąć swoje sprawy, a on swoje. I jeśli oboje sobie poradzą, to znowu się spotkają i już będzie dobrze. Losie, jaka to była cudowna odmiana po tych wszystkich przesadnie dramatycznych historiach z innych książek…
Choć w tej chwili nie widzę, jakby to miało nastąpić, to jednak mam nadzieję, że Valek szybko wróci do gry, to znaczy do drugiej części trylogii. Podobnie też mam nadzieję, że po drodze nie okaże się nagle, że jest Tym Złym. To byłoby po prostu przykre, bo facet jest naprawdę fajny dokładnie taki, jaki jest obecnie: lekko chaotycznie dobry. W żadnym wypadku nie mdły i nijaki. Ot, inteligentna bestia (choć mam wrażenie, że Autorka celowo zabroniła mu domyślić się paru kwestii, które byłby w stanie rozszyfrować), umiejąca posługiwać się bronią i podstępem. Cóż zrobię, że uwielbiam takich…

TUTAJ SKOŃCZYŁY SIĘ SPOJLERY, MOŻECIE CZYTAĆ DALEJ SPOKOJNIE.

Wolne od spojlerów podsumowanie: Siła trucizny, choć okładką i wydawnictwem może sugerować, że jest harlequinem, jest po prostu dobrą historią young adult. Mimo paru może zbyt prostych rozwiązań, nie sprawiła mi żadnej przykrości podczas czytania. Para głównych bohaterów do końca trzymała moją sympatię i mam nadzieję, że nie zepsują tego w kolejnych częściach serii. Wątek romantyczny był ledwie widoczny i nie było ani śladu żadnego trójkącika, za co chwała Autorce, oby tak dalej. Oto więc książka YA, jakiej szukałam: lekka, ale nie banalna, wciągająca i przyjemna w lekturze. Póki co polecam i idę sprawdzić, co tam słychać w drugim tomie…

Maria V. Snyder, Siła trucizny (Poison study), pierwsza część trylogii Twierdza magów, HarperCollins 2012

Advertisements

23 thoughts on “Siła trucizny – Maria V. Snyder

  1. Cieszę się, że wreszcie trafiłaś na coś, co Ci się spodobało. A nie miałaś wrażenia, że fabuła w „Sile trucizny” i w „Szklanym tronie” jest dość podobna? „Siła” jest dojrzalsza i bardziej mroczna, ale na mnie się te podobieństwa rzucały w trakcie lektury.

    1. Miałam i to baaaardzo! Zamierzam napisać właśnie o tym w notce o „Szklanym tronie”. A Yelena i cała „Siła trucizny” dość łatwo wygrały u mnie tę walkę na podobieństwa 😉

        1. Też miałam takie wrażenie, w czym chyba zasługa głównych bohaterek – Celaena zachowywała się o wiele bardziej… no, po nastolatkowemu, niż Yelena. I to ją zgubiło 😛

          1. Bo nastolatka powinna być nastolatką, robienie na siłę dorosłego z dziecka jest dla mnie czymś niezrozumiałym. Są pewne kwestie, które dorosły by zlekceważył, a dzieciak nie. Choćbyś miała dziecko po cholernie ciężkich przejściach, to jak poczęstujesz go watą cukrową, to z uśmiechem na twarzy ją zje, dorosły już niekoniecznie. Także książka, gdzie dziecko jest tak dojrzałe, wywołuje u mnie więcej irytacji niż niektóre postępowania faktycznego dzieciaka.

  2. Przeczytałam Szklany tron i zaczęłam Siłę trucizny. Podobieństwo było tak uderzające, że poczułam się jak po nokaucie. Siły trucizny nie przeczytałam do końca (może kwestia tłumaczenia), bo wydawała mi się marną podróbką szklanego, pomimo, ze Siła wyszła chyba jako pierwsza. Choć gdzieś czytałam, ze Szklany powstawał 16 lat, bo był publikowany jako wolne historie gdzieś tam i w końcu namówili autorkę, żeby wydała książkę z tych opowieści. Dodam jeszcze, że główna bohaterka książki jest młodziutka, także ona powinna robić błędy, powinny ją czasami nieść emocje decyzjach…. al wiesz, bez przesady, bo szybko się wkurwiam XD Jednak to tu dziecie, było tak „twardkie”, ze aż miałam ochotę, żeby ktoś jej spuścił niezły łomot – wtedy by zobaczyła, ze aż tak twarda nie jest. nie wiem, mnie główna bohaterka irytowała, a jak jeszcze sę dowiedziałam, że główny bohater jest przystojny, to przestałam czytać. Zbyt uderzające podobieństwo do szklanego tronu, autorka na silę mi wmawiała, ze ta szesnastka jest bardziej dorosła od najbardziej dorosłej osoby (mówię tu o dorosłości psychicznej, życiowej i… no całej reszcie). Nie kupiłam tego.

    1. I tu się nasze oczekiwania trochę rozmijają 😉 Kompletnie nie byłam w stanie „kupić” postaci Celaeny. Dziewczę w wieku 16 lat było najbardziej znaną zabójczynią w królestwie, więc obstawiam, że liczba jej ofiar była przynajmniej dwucyfrowa. Rok spędziła w ciężkiej kopalni. A potem, po dwóch dniach w pałacu, prychała i fochała się na kapitana, że dał jej brzydkie spodnie do ćwiczeń. Gryzło mi się to mocno.
      Rozumiem, że dziecko przecież nie może zachowywać się jak dorosły, ale też szesnastolatki z powieści fantasy nie traktuję na równi z szesnastolatką ze współczesnej obyczajówki. Nie te czasy, nie ten świat, nie ten sposób wychowania (choć przejścia bywają podobne).

            1. Ja czytając „Tron” długo miałam wrażenie, że zwrot fabuły będzie taki, że okaże się to nie jest prawdziwa Calaena.Tylko ktoś, kto ją zastąpił i teraz bardzo stara się żeby to się nie wydało. Bo Arya Stark w wieku jedenastu lat była bardziej kompetentną zabójczynią niż ona.

  3. biegnę do księgarni, potrzebuję odtrutki po Czerwonej królowej, którą mimo ostrzeżeń przeczytałam (pożyczoną, taki ukłon w kierunku rozsądku) i mnie mdli…

        1. Aż za duże XD
          „Zapach sztucznej choinki wypełnił salon. Świąteczny nastrój obudził się we mnie jak drzemiący gigant”, sprawił, że owe jaja mnie przygniotły 😀 Na Riczera, kocham serię Lux! juz nie mogę się doczekać, kiedy przeczytam tom 3. ta książka sprawia mi wiele radości 😛

  4. Słyszałam o tej książce dobre opinię, dlatego cieszę się, że Tobie się podobała. Muszę się w końcu za nią zabrać i najprawdopodobniej zrobię to w wakacje 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s