Jupiter: Intronizacja – Szajs Tygodnia

jupiterjpg-a2a60e

Gdybym miała streścić fabułę filmu na bezdechu, brzmiałoby to mniej więcej tak: laska mdleje a okolica przebiera ją w inne ciuchy. Witamy w świecie, gdzie rozum należy odłożyć bardzo nisko na półeczkę i na wszelki wypadek przykryć pudełkiem z butami. Jak zwykle w Szajsie – są spojlery z gatunku kosmicznych.

Spójrzmy na Milę Kunis – jest typową młodą niby nastolatką w wieku 25+, a jej życie to pasmo nieszczęść i porażek, w wyniku których jej American Dream polega na czyszczeniu toalet ludzi, którym się „udało”. Widzicie, Mila (ja wiem, że panna ma inne imię, nie udało i mi się go zapamiętać) jest dzieckiem kapitalistycznego szpiega i zdrajczyni Matki Rosji. Tatuś bohatersko ginie w obronie teleskopu, mamusia zaiwania na ostatniej ciąży do Ameryki, gdzie żyje w rodzinie rosyjskich emigrantów za dobrych, żeby być mafią i za głupich, żeby pomyśleć, że mogliby być mafią.

Nasza bohaterka radośnie myje kibelek u „dobrej pani”, pani nagle zostaje zmacana przez kosmitów, którzy najwyraźniej czegoś szukają. Widz mógłby być choć odrobinę zaskoczony, gdyby nie to, że tuż przed atakiem był świadkiem rozmowy… przepraszam, nadętych monologów trójki dziwaków dyskutujących o planetach jak o swojej własności. Bo wiecie, ważnych kosmitów zawsze można poznać po tym, że są humanoidalni, przechadzają się po okolicy z manierą sopla w tyłku i ubierają się jak sen projektanta mody na kwasie. Zła Trójca to rodzeństwo z wyjątkowym kompleksem mamusi, na którym psychoterapeuta zbyłby fortunę, ale o tym później.

p02j9nlj

Jestem Zły i Się Wynurzam

W każdym razie widz już WIE, że panna jest ważna, więc lekko znudzony czeka na pojawienie się kosmitów, którym wreszcie uda się pannę dorwać. I wie też, że pannie wyruszy ktoś na ratunek, bo scenariusz grzecznie podsunął nam już dziwnie ucharakteryzowanego pana, którego imię brzmi jak planeta w Gwiezdnych Wojnach. Tak, to Channing Tatum czyli Magic Mike z tendencją do gubienia ciuchów.

Magic Mike ratuje Milę z rąk (macek) złych kosmitów za pomocą swoich turbo wrotek, następuje zapierający dech w piersiach pościg z wybuchami. Zapiera dech, bo dawno już nie widziałam tak plastikowych efektów komputerowych, które wyglądały jak egzoryzmy  w sklepie z fotelami do masażu – wszystko się kręci, wiruje i drga, od czasu do czasu tylko komputerowiec łaskawie wkleja gębę odpowiedniego bohatera pośrodku oszalałych kawałków plastiku.

2524AB6C00000578-2930358-Original_Jupiter_Ascending_was_written_directed_and_produced_by_-a-29_1422531214697Nie wiadomo, czy jestem Zła, ale się też Wynurzam

Panna mdleje po raz pierwszy, a kiedy się budzi, Magic Mike (który jako jedyny nie przejawiał chorej skłonności do przebierania Mili w inne ciuchy) wyznaje, że jest mieszaniną kosmity i wilka (still better love story than Twiligt). Co na to panna? Rety, rety, mój świat się wali, czymże zasłużyłam… hej, czy to są latające wrotki? Możemy polatać, podczas gdy będę macać Twoją smakowitą klatę?

Dzielnie zebrałam się w sobie, choć czoło bolało mi od uderzania w biurko, oglądam dalej. Kolejna partia plastikowych pościgów, efekty dźwiękowe i muzyka drą ryja, bo twórcy Matrixa najwyraźniej mają ambitny plan wywołania u widza padaczki, trzask prask i bohaterowie siedzą w samochodzie zmierzającym w sielskie wiejskie okolice, bo kosmity som gupie i szczelajom w wode. Sielska okolica obfituje w pszczoły oraz Seana Beana – Boromira, który przyjął rolę w filmie pewnie tylko dlatego, że wreszcie w nim nie ginie.

video-jupiter-ascending-sean-bean-on-the-film-videoSixteenByNine1050

Będzie mi brakować twojego bzykania, bzzz, bzzz

Następuje wzruszająca scena z pszczółkami (bo wiecie, Sean Bean z kolei jest półpszczółką), w której dowiadujemy się, że Mila jest królową wszechświata i okolic, znaczy się niekoniecznie nią, ale jej genetycznym odpowiednikiem, co nie jest fajne, bo królowa została ukatrupiona. A, tak przy okazji, jesteś obrzydliwie bogata, masz miliardy poddanych i technicznie jeśli pojedziemy w kosmos i się im pokażesz, to będziesz rządzić wszystkim dokoła. A, dodatkowa informacja, Magic Mike miał skrzydła. Nie, żeby to było istotne dla fabuły, po prostu jeszcze jedna informacja, od której zwoje mózgowe się prostują.

A to wszystko powiedziały pszczółki. Serio. Coś w ich kuperkach sprawia, że rozpoznają krew królewską i chcą jej służyć. No i dowiadujemy się, że Sean Bean zabił dinozaury. Czy jakoś tak.

Zwracam uwagę, że panna, pępowinowo wręcz związana z toaletowym biznesem rodzinnym, jeszcze nie zadzwoniła do domu, że wszystko u niej w porządku. Taki szczegół.

W sumie to nieważne, bo Magic Mike prezentuje swe śliczne ciało w urokliwe piegi. I strzyże gumowymi, szpiczastymi uszkami. Wiedzcie, że coś się dzieje. Czeka nas kolejna dawka rozwrzeszczanych efektów dźwiękowych, strzelania i powrzaskiwania. Mila zostaje porwana, Magic Mike przykleja się do kadłuba statku kosmicznego, co generalnie nie jest dobrym pomysłem, ale mu wybaczamy, bo ładny chłopak jest.

JUPITER ASCENDING

Jestem TAK ZŁY, że się nie Wynurzam

Ci źli wymieniają Milę na puszkę pepsi (albo coś równie cylindrycznego) i oddają ją (przebraną!) panu Sowie, który jest sługusem Tej Złej. Ta Zła okazuje się być córuchną dawnej królowej, a za punkt honoru obrała sobie wytłumaczenie naszej pannie, dlaczego tak fajnie jest być bogatym nieśmiertelnym psychopatą. Przy okazji, mimochodem, wspomina, że żeby być ciągle młodym trzeba wyrzynać do nogi całe planety pełne ludzi, bo ludzina doskonale robi na zmarszczki.

Od tego mniej więcej momentu zaczyna się seria scen, gdzie gra aktorska to pretekst dla pokazania naprawdę fajnych scenografii i kiecek. Nie mówiąc o efektownych scenach wynurzania się gołych lasek z błekitnawego goo. Magic Mike jakoś przetrwał podróż w próżni kosmicznej (pewnie wlazł do statku kosmicznego, nie zauważyłam, zajęta byłam waleniem czołem o stół), a teraz ratuje Milę przed zakusami Tej Złej. Ta Zła okazuje się milusia jak koteczek, cieszy się po prostu, że mamusia do domu wróciła i z przyjemnością odda jej swój statek kosmiczny i co tam mamusia jeszcze będzie chciała, najlepiej, jeśli mamusia poleci do naszego Ratusza i potwierdzi, że jest królową.

„Mamusia” twardo żąda od otoczenia, żeby nazywało ją Jup (czytaj: Dżup), a żeby podkreślić swą feministyczną niezależność przebiera się w gacie i obcisły top. Po czym wbija maślane oczęta w Magic Majka, który odstawia szopkę pod tytułem „pocałowałbym, ale się wstydzę, więc na wszelki wypadek walnę focha”.

Still better love story than Twilight.

W Ratuszu mamy scenę, która jest nieślubnym dzieckiem „Autostopem przez Galaktykę” i „Procesu”. Nawet nie będę się wysilać, żeby to coś opisać, to trzeba zobaczyć. Niekoniecznie na trzeźwo.

Niestety, Boromir okazuje się zdrajcą na usługach Tego Złego nr 2, więc Mila po raz kolejny jest porwana i wbita w kieckę, a Magic Mike ląduje w pierdlu, a następnie znowu w przestrzeni kosmicznej (ale już wiemy, że daje sobie radę z próżnią, więc spokojnie). Nr 2 przekonuje Milę (teraz już oficjalnie właścicielkę Ziemi i okolic), że dla dobra ludzkości powinna się z nim ożenić. Nic to, że genetycznie jesteś moją mamą i wyglądasz jak moja mama – powiada. Freud w zaświatach wyje z radości i pęka na małe, różowe kawałeczki. Ja zastanawiam się, czy istnieje ilość alkoholu, która zdoła mi wymazać to z pamięci.

JA-FP-0005.0

Ten kryształek na wardze dopełnia całości. Tak bardzo dopełnia.

W międzyczasie Ten Zły nr 3 (psychopata ani chybi, bo zamiera często z malowniczym karpikiem na gębie i przechodzi w nanosekundę od wrzasków do słodkiej troski), który miotał się po fabule, wpadł na pomysł, by porwać ziemską rodzinkę Mili i w ten sposób zmusić niegrzeczną mamusię do współpracy. Rodzinka właśnie odstawia awanturę, że Mili jeszcze nie ma i mówię Wam, nic tak nie godzi członków rodziny, jak dinozaur wpadający przez sufit.

cdn.indiewire.com

Jurasic Park to tędy?

Nasza bohaterka jeszcze o tym nie wie, więc godzi się na małżeńską propozycję Tego Złego nr 2, wbija się w kolejną kieckę i teraz z kolei mamy klasyczną scenę pod tytułem „jeśli ktokolwiek ma coś przeciw zawarciu małżeństwa niech powie to teraz lub zamilknie na zawsze”. Plus wybuchy.

Magic Mike ratuje Milę od ślubu, który zakończyłby się jej śmiercią, gdyż Ten Zły nr 2 chce ją tylko dla jej planetek (i nie mówimy tu o biuście). Królowa Matka i jej Wierny PółWilk (wraz z zrehabilitowanym Boromirem) wracają na ziemię, dowiadują się, że rodzinkę ma Zły nr 3 i muszą wracać w kosmos. Aż dziw, że Magic Mike nie zaczął narzekać na ceny paliwa i bezsens jazdy w te i nazad, ale no cóż, trzeba nam na orbitę.

Ten Zły nr 3 ma przynajmniej tyle przyzwoitości, że nie wbija Mili w kolejną kieckę, po prostu odstawia klasycznego psychola. Zemści się to na nim, bo Magic Mike, jak wiemy, próżni kosmicznej się nie boi i dosłownie zwali mu się na głowę lada moment. Przy okazji para bohaterów rozwali w drobny mak całą infrastrukturę przetwarzania ludzi w botox, uratuje rodzinkę Mili i zabije ostatniego dinozaura.

maxresdefault

A teraz, perełko,oddasz mi moją szczotkę do toalety. Biegusiem!

Ziemia jest bezpieczna, hurraaa! A jej właścicielka może wrócić do tego, o czym tak naprawdę marzyła przez całą kosmiczną przygodę – czyszczenia toalet. I jeżdżenia na kosmicznych wrotkach w towarzystwie skrzydlatego PółWilka.

Pal sześć kompletne załamanie ekonomiczne wszechświata. Kto by się tam przejmował, kiedy można wdychać płyn do mycia muszli klozetowej…

Film jest ładny. Bardzo ładny. Składa się ze scen połączonych cienką jak dupka węża fabułą. Poza tym podejrzewam, że na początku kręcenia Wachowscy zrobili zebranie, na którym powiedzieli: słuchajcie, cała kasa prawie poszła na scenografie i ciuchy, jeśli coś zniszczycie, pójdzie to z waszej pensji. Nie mam innego wytłumaczenia, dlaczego bohaterowie poruszają się ze sztywną ostrożnością po okolicy, jak lęk przed zrobieniem dziury w kostiumie.

Mila Kunis stara się jak może, ale niestety, wielkie wilgotne oczęta były jedyną żywą rzeczą na jej twarzy pod maską makijażu. Aż dziw, że potrafiła ruszać ustami z tą toną szminki. Magic Mike Tatum ma coś bardzo dziwnego na twarzy, jakby nieudany botox, który ściągnął mu usteczka we wkurzony ciup (Dżup?), a na noc musiał ściągać klamerką skórę między brwiami.

Pamiętacie scenę z techno-orgią w Matrixie (bodaj 3)? To teraz wyobraźcie sobie, że to jest cały film. W dodatku bez tyłeczka Keanu. Wachowscy, do domu.

Po raz kolejny stwierdzam, że jeśli Sean Bean nie umiera, to film jest co najmniej podejrzany (jak to było na przykład TUTAJ)

PS. Still better love story than Twilight.

Jupiter: Intronizacja (Jupiter: Ascending) 2015

wyst. Channing Tatum, Mila Kunis, Sean Bean

Advertisements

18 thoughts on “Jupiter: Intronizacja – Szajs Tygodnia

  1. No nie, nie powinnam czytać tego, siedząc w pracy, bo zdaje się, że też miałam usteczka w ciup, bowiem zaciskałam je mocno, żeby nie wybuchnąć głośnym rechotem 😀 Jak wiadomo, w bibliotece NALEŻY ZACHOWAĆ CISZĘ.

    Ale jak to, serio Sean Bean nie ginie?! W takim razie film nieważny 😛

  2. Filmik równie łatwy do przełknięcia co łyżka otartego majeranku, jedyne co mi zapadło w pamięć to Eddie Redmayne jako Ten Zły nr 3 – psychola zagrał naprawdę nieźle, miałam ochotę gościa udusić w trybie natychmiastowym, ożywić, obrzygać, udusić, pokroić i zakopać…
    Cała reszta przypomina sklep z chińszczyzną – mnóóóóóóstwo wszystkiego, ale owo wszystko jakieś takie byle jakie i bez sensu. I trzeba się naprawdę napracować, żeby wygrzebać coś interesującego 🙂

  3. Ja się zgubiłem w połowie czytania`… Ale i tak obejrzę ten film – może nie w takim celu, w jakim chcieliby twórcy, ale obejrzę. Cytując klasyka: „piniądz to piniądz”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s