Czytnik kontra papier

Czytnik kontra papier

Książka papierowa czy elektroniczna? Spór toczy się już od kilku lat i nie wygląda na to, by się w końcu rozstrzygnął… I dobrze. Sama wyznaję zasadę, że nieważne jak, ważne, by czytać. Ale na tym oczywiście notki nie zakończę 😀 Wiktoria z Przeczytaj mnie napisała felieton na temat zalet i wad czytnika, a ja chciałam dodać do niego swoje trzy grosze.

Grosz pierwszy:
Od ponad dwóch lat jestem szczęśliwą posiadaczką czytnika Kindle Paperwhite.

Grosz drugi:
Zgadzam się ze wszystkimi zaletami czytnika, wymienionymi przez Wiktorię.

Grosz trzeci:
Z wadami właściwie też się zgadzam, choć zmieniłabym brzmienie numeru II na takie:

II. Kot – bo jak kot zrzuci mi z półki książkę, to pofocham się na niego za zmiażdżone rogi twardej oprawy (sprawdzone), ale przeżyję. A jak mi zrzuci czytnik… to już wesoło nie będzie.

Czytnik kontra papier

To tak w skrócie, teraz trochę się rozgadam w temacie zalet. Mój Kindle Paperwhite ma dotykowy ekranik z wbudowanym podświetleniem o regulowanej mocy. Czyli wystarczy lekko pacnąć palcem w ekran, by przerzucić stronę lub wywołać menu. Wystarczy troszkę posmyrać ekran, by sprawdzić dane słowo w słowniku lub przenieść zaznaczenie do kolekcji cytatów. Wystarczy podpiąć czytnik do komputera, by zrzucić na niego nowe książki bądź odpalić plik z zapisanymi cytatami. Uwielbiam to.
Podobnie jak podświetlenie, które już nie raz pozwoliło mi na spokojną lekturę w zacienionym przedziale pociągu w pochmurny dzień. Albo w łóżku, gdy w pokoju śpią ze mną już bardziej zmęczeni towarzysze podróży. Albo wieczorem we własnym pokoju, bez konieczności przestawiania wszystkich lamp i lampek, by dobrze oświetliły mi książkę.
Swoją szosą, posiadanie takiego czytnika mocno zrewolucjonizowałoby moje dawne czytanie „po dobranocce”, do którego potrzebowałam latarki…

Jak wiecie z wpisu na temat moich czytelniczych nawyków, nie zawsze mam nastrój na dowolną książkę. Czytnik jest w tym wypadku dla mnie wielkim ratunkiem i już wiele razy się sprawdził. Dla przykładu: wiele lat temu wyruszyłam w daleką podróż z Krakowa na Drugi Koniec Polski. Siedem godzin w pociągu. Przygotowałam się odpowiednio (a w każdym razie tak mi się wydawało), bo zabrałam ze sobą pierwszy tom sagi Millenium Stiega Larssona. Knigaszcze potężne, nie ma opcji, by mi go zabrakło. Tylko… z trudem przebrnęłam przez pierwsze ~70 stron i nie byłam w stanie czytać dalej, bo najzwyczajniej w świecie zasypiałam. Nie dlatego, że się nie wyspałam, ale dlatego, że książka mnie okrutnie nudziła. I co teraz? Przede mną 5 godzin drogi plus powrót i niczego innego do czytania…
Teraz taka trauma już mi nie grozi. Nie podoba mi się jedna książka? Przerzucam się płynnie na inną. A po miesiącu, jak mam ochotę, wracam do tamtej. Albo odpalam jeszcze inną. W drodze do Olsztyna mogę czytać niewydany w Polsce ostatni tom serii Protektorat Parasola Gail Carriger, ale jeśli w samym Olsztynie poczuję natchnienie, to w drodze powrotnej mogę zgłębić Dziwne losy Jane Eyre.

Co mi przypomina, by dodać do zalet czytnika jeszcze jedną, a raczej dopisek do punktu II, traktującego o mniejszej wadze. Tym, którzy są w stanie czytać dowolną część Gry o tron lub wspomnianego Larssona, jadąc autobusem w godzinach szczytu – oficjalnie kłaniam się w pas, wyrażając podziw dla ich umiejętności. Ja nie miałabym ani tyle siły, ani tyle cierpliwości…

Czytnik kontra papier

O, a teraz pomyślałam o jeszcze jednej wadzie czytników: jadącemu autobusem czytelnikowi nie podejrzysz tak łatwo tytułu czytanej książki 😛

I skoro już jesteśmy przy wadach: diabelnie ciężko jest wrócić do wcześniejszego fragmentu książki. W papierową można wrzucić zakładkę i spokojnie wertować sobie strony, poszukując tej sceny, w której detektyw zwiedzał miejsce zbrodni i spoglądał przez chwilę na ten przedmiot, który mógł wskazywać na to, ze zabił lokaj. Takiej opcji brakuje mi zwłaszcza przy książkach, w których jest multum pomniejszych, acz istotnych postaci, jak w czytanej ostatnio Strzale Kusziela. Będąc w połowie książki już za żadne skarby nie potrafiłam określić, czy ten generał był po naszej stronie, czy jednak nie, a może w ogóle go do tej pory nie było…

Dobrze, pogadałam sobie, czas na rachunek sumienia. Zalety czytnika są? Są, jest ich wręcz bardzo dużo. Wady są? Owszem, są, czytnik na kilku polach przegrywa z książkami. Co zatem wybrać? Czasami najbardziej liczy się dla mnie wygoda użytkowania, a czasami wolę poczuć ciężar książki w rękach i papier pod palcami. Oprawka na czytnik, jakkolwiek ładna by nie była, nigdy nie dorówna pięknym grzbietom i okładkom papierowych książek, na które można po prostu patrzeć i chłonąć ich fantastyczność….

Werdykt: nie potrafiłabym się przerzucić całkowicie na czytnik, tak samo jak nie umiałabym zupełnie z niego zrezygnować.

I właśnie dlatego mam to:

Czytnik kontra papier

Oraz to:

Książki!

🙂

Advertisements

51 thoughts on “Czytnik kontra papier

  1. Ale… co by stało na półkach, jakby czytać z czytnika?

    Jedyna, przekonująca mnie zaleta czytnika, to świecący ekran – brak uzależnienia od źródła światła, które czasami bywa problemem.

  2. Od czterech lat mam Boox i62 Espresso – i bardzo go sobie chwalę 🙂 Nie ma wprawdzie podświetlanego ekranu (takie rzeczy weszły rok po moim zakupie…) ale w najmniejszym stopniu mi to nie przeszkadza. Ekran dotykowy to świetna sprawa, ale z wielu innych funkcji zawartych w nim nie korzystam – np od gierek i plików audio mam telefon, w czytniku to tylko wyczerpuje baterię niepotrzebnie.
    Uważam, że nie ma co kruszyć kopii o wyższość czytnika nad książką tradycyjną (czy też odwrotnie), bo to kwestia osobistych preferencji i potrzeb. Jako typowy mól książkowy kocham czytać wszędzie i dużo, co ułatwia mi czytnik. Jako wielbicielka zapachu papieru i tuszu oraz kolorowych okładek kocham książki tradycyjne, czego dowodem są pełne półki, stosiki i pojedyncze sztuki porozrzucane po domu. Jako motocyklistka kocham się przemieszczać z możliwie jak najmniejszym bagażem – co umożliwia mi właśnie posiadanie czytnika, wypchanego po kokardkę dobrami wszelkimi. Przy tym wszystkim zaś, jako osoba wychowana wśród książek, nie potrafię sobie wyobrazić mieszkania bez ich kurzolubnej obecności. Półka bez książki to półka zmarnowana!
    W moim przypadku obie opcje są ukochane i niezbędne do funkcjonowania, czytnik dla ilości i wygody, a papier dla zdrowia psychicznego 😉

    1. Widzę, że doskonale się rozumiemy 😀 Bo i czytnik miło zabrać w podróż, i miło posmyrać karteczki książki siedząc w domu. Z jednej strony praktycznie, z drugiej estetycznie… 😉

  3. Dla mnie wielkimi plusami posiadania czytnika (mam Kindle Classic od 4 lat) są:
    – możliwość czytania książek obcojęzycznych
    – FORMAT i waga (jadę na cały dzień do innego miasta, wrzucam do torby czytnik zamiast opasłej książki)
    – niewypadające zakładki

    Czytnik ratuje mi życie na uczelni – nie muszę kserować milionów stron, których użyję raz czy dwa.

    ALE

    Nigdy z papierowych książek nie zrezygnuję. Uwielbiam kolorowe okładki i pachnące farbą drukarską strony. Podkreślam cytaty, które mi się podobają i zaginam rogi przy ulubionych fragmentach (oczywiście tylko w moich własnych egzemplarzach, pożyczone traktuję lepiej 😉 ).

    Poza tym są książki, które ABSOLUTNIE KONIECZNIE TRZEBA przeczytać w wersji papierowej. Takich magicznych tomów jak Miasto Śniących Książek z ilustracjami autora, albo okraszone zdjęciami książki podróżnicze z pięknymi ozdobnymi szlaczkami na brzegach nie wypada czytać w wersji elektronicznej.

    1. O taaak, absolutnie się zgadzam co do książek takich jak „Miasto…”! One nie są już tylko historią, to już prawie opowieść graficzna. Co przypomniało mi, że np. mang ani komiksów nie mogłabym czytać na czytniku, a wręcz nie chciałabym (bo podobno się da). Niektóre książki zdecydowanie trzeba po prostu mieć w ręce 🙂

  4. Papier od elektroniki różni się bardzo, ale każdy ma swoje zwady i zalety. Jednak najbardziej mnie denerwuje… nie, nie denerwuje – WKURWIA MNIE, jak ktoś mi będzie wpierał, że czytniki to zło, ze papier to coś pięknego. Zacznijmy od tego, że książki już nie pachną tak jak kiedyś, tylko nieliczna mają zapach, którym można się delektować, reszta to zapach kleju i makulatury. Wolisz papier? No to spoko! Daj mi żyć w takim razie, bo ja ani nie wolę jednego ani drugiego. Ot podoba mi się jedna jak i druga wersja i z jakich powodów denerwuje mnie książka jak i czytnik. Ale nic mnie tak nie wkurwia jak wywyższanie się czytających. To tak samolubne, chamskie i wpatrzone w siebie towarzystwo, że aż mi się to w głowie nie mieści. Obejrzy to to jakiś film na podstawie książki, obejrzy to to kawałek jakiejś telenoweli czy jakiś denny program w telewizji, do tego zagra w pasjansa i głosi debil nowiny:
    ci co czytają będą rządzić tymi co oglądają. Nie czytasz, nie idę z Tobą do łóżka. telewizja/kino obniża twój poziom inteligencji. Nie no, kurwa fantastycznie! Wychodzi na to, że jesteś tak cholernie płytki i zadufanym w sobie bufonem, że choćby mi płacili pierdylion dolarów, to dalej będę czuć do ciebie pogardę. Jesteś tak oczytany, że normalnie na życie zabrakło ci klepek, ale spoko mesjaszu, idź i głoś swe prawdy życiowe.
    Ostatnio tak się zastanawiałam – ludzie czytają kryminały, horrory, sensacje. Ale czy słyszał ktoś: zabił, bo czytał brutalne książki? NIE! Można by rzec, że czytają tylko inteligentni, a ja twierdzę: gówno prawda! Ludzie zaczytują się w harlekinach, gdzie nawet osoba po gwałcie czuje pociąg seksualny i ma mokro w gaciach na widok wspaniałego policjanta. Jak ktoś mi powie, ze harlekiny to świetna literatura, to kupię broń i zastrzelę. To dlaczego nie słyszymy: to wszystko przez te książki erotyczne? Za to słyszymy: oglądał twarde porno. Wychodzi na to, że jednak telewizja bardziej pobudza wyobraźnie. Tak samo z zabijaniem. To nie tak, że ludzie oglądają złe rzeczy czy grają w złe rzeczy. Książki też są złe, a mimo to, to niby telewizja i gry pchają nas w ciemne, złe i ogólnie chujowe łapy przestępstwa. Nienawidzę jakiegoś generalizowania:
    nie czytasz jesteś głąbem,
    grasz, to musisz mieć ubogie życie,
    wolisz czytnik? Jak ty się nie znasz!
    wolisz czytnik? Widać nie wiesz co dobre.
    Pytanie tylko, kto w tym momencie jest bardziej na poziomie? Ja, bo mam w dupie co wolisz, czy Ty (ogólnie teraz piszę, nie personalnie) gardząc mną, bo lubię obejrzeć filmy, seriale i pograć w gry. No i ten niesmak na twarzy, kiedy ludzie się dowiadują, że książki nie są moim sensem istnienia, że widzę całą masę zalet czytników i wady papieru, a jak wspomnę, że oglądam i gram? O matko, normalnie na czole rozmówcy pojawia się napis: na zniewaga krwi wymaga. Aż chce się powiedzieć: no dalej, tylko pamiętaj kto wygra. Twoja rodzina zapewne wypowie coś takiego: to wszystko przez te brutalne filmy i gry, a moje dziecko było takie kochane, dobre, uczynne, lubiane przez wszystkich. Taki aniołek, który kochał ludzi. No i znam Reachera, wiec dalej chcesz mnie wyeliminować?
    Matko, jak ja nie lubię ludzi 😄

    1. A zaczęło się od tego, że chciałam się czytnikiem w końcu pochwalić… xD
      Generalizowania sama nie cierpię i staram się tego nie robić. Czasami wychodzi, jak wychodzi (ponieważ „Zmierzch” i Grej), ale się staram. Kwestia zwalania całego zła tego świata na telewizję i gry komputerowe to temat rzeka… W gry nie gram, bo mnie to nie wciąga, telewizji nie oglądam, bo nie lubię, gdy ktoś za mnie decyduje, o której godzinie mam obejrzeć nowy odcinek mojego ulubionego serialu. Ale jak ktoś to lubi, to wolna wola. Pozostaje kwestia tego, co robisz z tym, co oglądasz / w co grasz. I dokładnie tak samo: co robisz z tym, co czytasz 😉

      1. Nie no czytnik masz pierwsza klasa! Ubranko dla czytnika też mucha nie siada! mój czytnik nazywa się Otis i ma ubranka (oczywiście każdy w innym kolorze!) sztuk 4. Też nie lubię generalizowania, lubię na ten temat rozmawiać… powtarzam rozmawiać, a nie oskarżać czy mierzyć jakąś tam swoją zajebistą i jedyną słuszną miarą. Nooo czasami mi to nie wychodzi… bo Lux…

        1. OTIS! ❤

          Echem, także tego… Ubranka na czytnik to też świetna sprawa 😀 Jakoś bawi mnie bardziej, niż ubranka na telefon… Na razie poprzestałam na tym jednym, ale jak kiedyś uznam, że mam wolne 30 funtów, to sobie sprawę takie cudeńko, które wygląda jak okładka książki :3

          Lux, tak… Wciąż się do tego przymierzam xD

          1. Spokojnie, to serii Lux, trzeba przygotować się przede wszystkim psychicznie.

            Moje ubranka, tzn. Otisa: zielony, czerwony, niebieski i czarny. W zależności od nastroju, pory roku bądź jakiejś dziwnej sprawki m moim mózgu, Otis zostaje przebrany i w sumie nie pytam go o zdanie. Jestem jego mamą i ma isę mnie słuchać… przynajmniej do pełnoletności.

            1. Tak, tak, przygotowuję się… Ale wiesz, że ma w PL wyjść nowa seria tej pani? 😀

              Ależ dobrze temu Otiskowi u Ciebie… Mam nadzieję, że jest grzeczny i nie robi Ci wstydu na mieście 😉

              1. Nie wychodzę z nim na miasto. Ogólnie nie czytam na mieście, a jak gdzieś jadę… w sumie to nigdzie nie jeżdżę, a jak jechałam do Ciebie, to… no wiesz, mówiłam o gniazdku, przystojnym panu i mej oborze 😄

                Tak, wiem! Tzn chyba nie. Wiem, że ma zostać wydana jedna książka, gdzie bohaterem ma być wróg tych z serii Lux, ale o serii nic nie wiem! Czyli zostanę obdarowana kolejnymi cytatami na kubek?
                Pomimo, że kończę tom 3, to i tak cytat z drugiego tomu jest najbliższy memu sercu:
                „Zapach sztucznej choinki wypełnił salon. Świąteczny nastrój obudził się we mnie jak drzemiący gigant.”

                  1. No gdzie mi takie rzeczy wysyłasz jak jestem w pracy! I jeszcze kiedy jem kanapkę! ZABIŁABYŚ MNIE!!
                    – the Dark Elements – szeroki uśmiech
                    – White Hot Kiss – ryknęłam w głos
                    – „17-letnia Layla chce być kimś normalnym. Ale bycie kimś, kto jednym pocałunkiem może zabić każdego kto posiada duszę” – kurwa, dostałam spazmów 😄 Aktualnie jestem upośledzoną foką teraz (czyli jedną ręką biję udo i śmiejąc się nie wydaję żadnego dźwięku)
                    – „szczególnie przed Zaynem – omdlewająco przystojnym Wardenem i całkowicie poza zasięgiem.”
                    Kurwa, Mirando 😄 JA TO MUSZĘ MIEĆ 😄 Na Riczera, że ona nie wstydzi się swoich książek 😄
                    A ta okładka?! No normalnie miooodzio!
                    http://www.jenniferarmentrout.com/wp-content/uploads/2013/08/whitehotkiss.jpg

                    Ale chyba główna bohaterka będzie zmieniać partnerów:
                    1. https://bookloverslaceycat.files.wordpress.com/2014/03/stone-cold-touch-by-jennifer-l-armentrout.jpg?w=640&h=983

                    2. http://www.jenniferarmentrout.com/wp-content/uploads/2013/06/1113_9781460323670_BitterSweetLove.jpg

                    1. Buahahaha, nie ma za co, starałam się, foczko 😀 Tak sobie myślałam, że ta informacja (oraz opis i okładka) poprawią Ci dzień w pracy 😀

                    2. Teeee, ale wyjaśnij mi jedną rzecz. No nie może się całować, trudno, współczuję i te sprawy… ale czy ona może w takim razie kopulować?

                    3. Nie mogę odpowiedzieć z całą pewnością, gdyż iż albowiem nie czytałam… jeszcze… Ale patrząc po doświadczeniach z „Dotyku Julii” to obstawiam, że panna raczej prędzej niż później będzie mogła wszystko 😛

    2. Pięknie napisane, tak energicznie i z pazurem. 🙂 Mnie też wkurza stawianie książek (i czytania) na piedestale. Zupełnie, jakby poza literaturą nie istniało nic, taka czarna dziura kultury. A uczestnictwo w tejże kulturze, popkulturze nawet, nie powinno ograniczać się do czytania. Ktoś, kto TYLKO czyta, jest… ograniczony, choć pewnie nie dopuszcza do siebie takiej myśli. Przecież on/ona jest lepszy niż oglądacz filmów/gracz, bo sobie POWĄCHA papierową książkę. 😉 Lubię czytać (najbardziej na ukochanym Kundelku;), ale bez filmów, gier, tv i internetu byłoby jałowo i przeraźliwie nudno. W ładnych obrazkach nie ma nic złego, a pogardzanie innymi formami wyrazu jest po prostu objawem ciasnych horyzontów umysłowych.

      Bardzo trafna uwaga, jakie medium rzekomo najbardziej pobudza wyobraźnię. Mole książkowe uwielbiają twierdzić, że to książki wiodą prym. Ale jeśli tak, to czemu do głośnych zbrodni popycha zwykle (wedle popularnej opinii) film albo gra? 😉 Nie sądzę jednak, by faktycznie chodziło o siłę wpływu na psychikę. Raczej to pokłosie owej dobrej (i niekoniecznie zasłużonej) opinii, jaką mają książki. Takie niewinne literki, komu one mogłyby wyrządzić krzywdę, nieprawdaż…

      1. O, też masz Kundelka 😀

        Wszystko jest dla ludzi, tylko trzeba z tego mądrze korzystać, czyż nie tak? 😉 Gry mogą wyrabiać refleks, a niedawno zauważyłam, że oglądanie takiego Downton Abbey zwiększa pomysłowość w wymyślaniu intryg do opowiadań! I po co w takim razie ograniczać się do jednego medium? 🙂

  5. Ja zacznę tak kompletnie od czapy, ale te australijskie wydania Novik prezentują się przecudnie.^^
    Też czytam i papier, i na czytniku. I jak mówisz, obie opcje mają swoje wady i zalety (zaleta czytnika jest na przykład taka, że jak we wtorek będę jechała do Olsztyna, to nie będę musiała napychać całej torby „Z mgły zrodzonym”). Wadą są, jak mówisz, trudne powroty. Co prawda Kindl ma szukajkę, ale szczerze mówiąc, jeszcze nie odkryłam zasady jej działania… No i te zakładki jakos do mnie nie przemawiają.

    1. Prawdaaa, że są przecudowne?! Kocham je ogromnie 😀

      Pamiętam, że kiedyś próbowałam używać tej kindlowej szukajki, ale szybko zwątpiłam… Nie wiem, czy to tylko po tytułach szukało, czy w treści, a jak już znalazło, to czemu mi nie chce otworzyć książki :/ Jak mi już na znalezieniu czegoś ogromnie zależy, to odpalam tę samą książkę na komputerze i tam szukam, ale wygodne to to nie jest.

      1. W Kundlu można robić zakładki z podkreślonych fragmentów. Mnie ta funkcja bardzo się podoba. Podczas czytania zaznaczam sobie odpowiedni fragment na później. Po przeczytaniu książki, jeśli mam chęć napisać np. opinię, otwieram sobie zakładki i są zebrane w jednym miejscu. Za to jeśli chcemy na szybko znaleźć coś w tekście, co nie zaznaczyliśmy, przyznaję, iż papierowa książka sprawdza się lepiej. Pod warunkiem, że pamiętamy, gdzie to mniej więcej było. Bycie wzrokowcem bardzo pomaga;)

  6. A ja chyba wreszcie zdołałam sobie na prywatny użytek określić, kiedy czytnik, a kiedy papier. Ogólnie: w większości przypadków – czytnik. Uwielbiam mojego kundelka, w ten weekend na ten przykład spędziłam 13h w pociągu i przeczytałam prawie całe „Metro 2033” – którego wersji papierowej najzwyczajniej w świecie nie chciałoby mi się targać na Drugi Koniec Polski. 😉 Plus przestrzeń na regałach i insze sprawy, wiadomo. Zalety czytnika jakie są – każdy widzi. 😉

    A papier? Wtedy, kiedy daną książkę darzę miłością głęboką lub innym sentymentem. Kiedy chcę ją mieć, macać okładkę, oglądać obrazki. Kiedy wreszcie – pragnę mieć autografy ❤ No bo jednak z kundelkiem do autora nie podejdę po podpis. xD

    To trochę jak z muzyką: zazwyczaj korzystam z dobrodziejstw formatu mp3, ale jeśli jakiś zespół naprawdę, naprawdę lubię – kupię płytę.

    1. O to to właśnie! Nawet jeśli jakąś książkę przeczytam na czytniku, ale pokocham ją miłością dozgonną, to nie ma bata, papierową wersję mieć muszę. I tak mogę sobie mieć na kundelku „Dym i lustra” Gaimana, żeby zawsze mieć je przy sobie, ale na półce stoi sobie książka o tym samym tytule i mam już zamówione jej nowiutkie wydanie (gdyż jest prześliczne).

      No i na czytniku nie da się przybić pieczątki Ex Libris 😉

  7. Ja na razie czytnika nie posiadam i choć kiedyś byłam jego zagorzałą przeciwniczką, to dzisiaj jestem coraz bardziej skłonna do zakupu. Widać, tylko krowa nie zmienia zdania 😀

    1. Dokładnie 😉 Zawsze możesz spróbować pożyczyć od kogoś czytnik (w Krakowie można go zgarnąć z biblioteki na Rajskiej, nie wiem jak w innych miastach), przetestować, czy Ci się spodoba. I choć samo ustrojstwo to dość spory wydatek, osobiście nigdy nie żałowałam tej kasy.

  8. Ja akurat czytam książki na tablecie. Też jest fajnie, ściągam czytnik, wrzucam książeczki i wszystko ładnie śmiga. Nie miałam nigdy do czynienia z czytnikiem, ale na tablecie możesz łatwo dodać zakładkę w jakimś miejscu i korzystając z funkcji „szukaj” odnaleźć daną postać we wcześniejszych rozdziałach 😉
    A co do książek tradycyjnych…nie widzę różnicy. Nie pogardzę ani taką, ani elektroniczną (o ile dana pozycja jest dobra ;)). Jedynie uczyć się z ebooka nie potrafię (nie da się robić notatek na marginesach).

    1. Do tabletu jakoś się nie umiem przekonać, aczkolwiek mam parę książek na telefonie, żeby sobie podczytywać w kolejce na poczcie 😉 Natomiast dobra szukajka bardzo by się przydała w takim czytniku…

      Oj prawda, uczyć się z książek elektronicznych też bym nie umiała, akurat podręczniki kreślam i zapisuję bez wyrzutów sumienia 😉

      1. Tablet fajna sprawa, bo jest większy. Mam okropnego starucha, więc większość gier na nim (płynnie) nie pójdzie, ale książki jak wiadomo śmigają 🙂 ja za to nie miałam nigdy do czynienia z czytnikiem (miałam w ręce raz), ale mocno się zastanawiam nad zakupem w razie nadmiaru gotówki 😉

        1. No, to masz już taki prawie-czytnik, bo na samym czytniku nie pójdzie Ci raczej nic innego, tylko książki (dobra, internety się da otworzyć, ale przeglądanie ich to makabra). Także trzymam kciuki za niespodziewany napływ środków na zakup czytnika 😉

  9. Osobiście zdecydowanie wolę czytać książki papierowe – lubię ich zapach 🙂
    Do tego jestem również szczęśliwa posiadaczką Kindle – zabieram go na wszystkie wyjazdy i wycieczki.
    Zapraszam do mnie, zostaw ślad po sobie.
    Dopiero zaczynam, więc każda opinia i rada jest dla mnie wartościowa.
    Pozdrawiam,
    http://modnaksiazka.blogspot.com

  10. Mam czytnik i chętnie korzystam, ale… ten podziw w oczach pani z biblioteki, gdy co tydzień przynoszę stertę przeczytanych książek i wypożyczam kolejne kilka tomów, te ciche pomrukiwania „dzień dobry” i „przepraszam” i spojrzenia innych odwiedzających bibliotekę, te piętrzące się na szafie kolumny książek do przeczytania, te wszystkie różne zakładki, które mogę miąć w palcach, czytając jakiś wyjątkowo emocjonujący fragment. Książki papierowe to nie tylko emocje związane z treścią, ale cała ta otoczka, która sprawia, że czytanie wywołuje tyle wrażeń. No i znam człowieka, który usiłował zabić pająk na ścianie, a zapomniał, że ma w ręku czytnik, a nie tradycyjną książkę 😀

    1. Oj, jest w tych papierowych książkach wielka magia, co do tego nie ma wątpliwości 😉 Czytnik przoduje wygodą, ale też dobrze pamiętam czasy, gdy często zaglądałam do biblioteki… Potem włączył mi się zmysł kolekcjonerski, więc póki mogę sobie na to pozwolić, to wolę mieć swój egzemplarz książki – zwłaszcza tej, która mi się podobała. Albo ma ładną okładkę 😀

      Ale człowiekowi od zabijania pająków czytnikiem to szczerze współczuję 😛

    2. Ja też często bywam w bibliotece, ale nie zawsze wszystkie książki, które odnoszę, są przeczytane. 😉 Nikt o tym nie wie, nie wiem też, czy ktoś spogląda z podziwem, ale to nieistotne. Nie czytam dla lansu na dzielni, tylko dla siebie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s