Ryszard II – Szekspir (Richard II, RSC)

DavidTennant

Pal sześć Doktora Who, ja zaczęłam wielbić Tennanta tak serio-serio po obejrzeniu Hamleta z nim w roli tytułowej. I przepadłam. I zamarzyło mi się zobaczyć go na scenie, w innej sztuce. Moja radość, kiedy ogłoszono, że David będzie grał Ryszarda II nie miała granic… oczywiście równocześnie wpadłam w czarną rozpacz. Ale podobno do odważnych świat należy!

Czytaj dalej

Reklamy

Pół żartem, pół serio

Gdzieś tam w tle lecą Zmiennicy, a ja uświadamiam sobie, że nie lubię przebieranek. Po chwili przypominam sobie jedną z lepszych komedii, jakie widziałam w życiu – rewelacyjne Some like it hot Billiego Wildera. Delikatna weryfikacja – nie lubię przebieranek, kiedy baba robi za faceta, bo mam wrażenie, że wszystkie inne bohaterki są żenująco głupie (a faceci to smutne homofoby).  Poza tym istnieje masa całkiem racjonalnych powodów, by przebrać się za mężczyznę, ale odwrotnie… cóż, musi to być NAPRAWDĘ porządny powód.

Czytaj dalej

Miarka za miarkę

W „taniej książce” na dworcu w Opolu wypatrzyłam przypadkiem chudą książeczkę o okładce przypominającej dzieła komunistycznych ekonomistów partyjnych. Tytuł nic mi nie mówił, tylko nazwisko autora było znajome. William Shakespeare, do usług, w przekładzie Słomczyńskiego (do którego mam sentyment wielki i przez wielu uważany za nieuzasadniony). Szarpnęłam się na te trzy złote, a co. I tak oto wkroczyłam w świat zgnilizny moralnej Wiednia.

Czytaj dalej

Nie kończąca się historia

Dawno, dawno temu, była sobie dziewczynka zaczarowana przez film, w  którym dzielny czarnowłosy chłopak za pomocą białego smoka ratowali Dziecięcą Cesarzową. Film był małej dziewczynce o tyle bliski, że trochę utożsamiała się z Bastianem, który podczytywał książkę, zamiast siedzieć w na lekcjach. Jakież było zdziwienie dziewczynki, kiedy przeszła do działu biblioteki dziecięcej, gdzie były książki dla starszych dzieci i na półce zobaczyła olbrzymią, oprawioną w twardą oprawę książkę o tym samym tytule, co magiczny film. Poczuła się tak, jak bohater, który nagle odkrył historię Fantazjany.

Czytaj dalej

Arszenik i stare koronki (Urok klasyki)

Dawno, dawno temu powstawało mało filmów. O dziwo, w większości były to DOBRE filmy, nie wydawało się jakiś horrendalnych sum na renderowane wybuchy czy nieziemskie efekty specjalne. Powód – żeby coś się sprzedało, musiało być DOBRE, bo ludziom szkoda było inwestować czas i wysiłek w kolekcjonowanie chłamu. Powstały w 1941 roku (premiera ’44) film „Arszenik i stare koronki” jest jedną z takich perełek dawnej kultury i o nim właśnie chcę Wam dziś opowiedzieć. Zanim przyjdzie złowroga ACTA i nam głowy pourywa… Czytaj dalej

Ran (Urok Klasyki)

Dawno, dawno temu był sobie król, który cale życie wojował. Przez pięćdziesiąt lat siał terror wśród okolicznych władców, aż wreszcie podbił całą równinę, krwawym szlakiem znacząc swoją obecność. Teraz, kiedy wiek coraz bardziej pochyla jego plecy postanawia zdobyć się na szlachetny gest i rozdziela władzę i ziemię miedzy swoich trzech synów, w zamian oczekując jedynie oddania i miłości. Oczywiście również szacunku i bezwzględnego posłuszeństwa.

Czytaj dalej

Przyjaciele TV (Urok Klasyki)

Właśnie skończyliśmy, z mym mężczyzną, oglądać – po raz kolejny – ten 10 sezonowy przebój. Pierwszy odcinek został wyemitowany piętnaście lat temu, uwierzycie? I przez całą dekadę był najbardziej oglądanym, komentowanym, kochanym i nienawidzonym przez inne stacje serialem. Jeśli chodzi o mnie, to dorastałam z tą dziką szóstką, byli dla mnie wzorem do naśladowania i właśnie nimi chciałam być, kiedy osiągnę wreszcie wiek 25 lat, jak oni.

Czytaj dalej

Zabity na śmierć (czyli Urok Klasyki)

David Niven, Truman Capote, Peter Falk, Peter Selles, Maggie Smith, Alec Guinnes, Eileen Brennan i młodziutki James Cromwell. W dodatku jako najlepsi detektywi świata… książkowego. W klasycznym kryminale w odciętym od świata zamczysku z trupem na zasadzie „mordercą jest ktoś z nas”. W scenariuszu hołdującym najlepszym produkcjom Mela Brooksa. Brakuje tylko jednorożców, żebym całkiem utonęła w tęczy.

Czytaj dalej

Dzielna pani Brisby (Secret of NIMH czyli Urok Klasyki)

Dawno, dawno temu bardzo mała Szyszka obejrzała bajkę. Przez długi czas myślała, że to jakaś produkcja Disney’a i upierała się przy swoim, powodując coraz głośniejsze pukanie się w czoło otoczenia. Nikt bajki nie pamiętał, a jeśli już coś kojarzył, to „Bernarda i Biankę”, przy czym moje próby przekonania, że wiem, co widziałam i to nie było to, kwitowano wzruszeniem ramion. Widocznie źle pamiętasz – mówiono, a ja z biegiem czasu zapomniałam o filmie. Czasem tylko wypływał na powierzchnię pamięci, dręcząc i męcząc.

Czytaj dalej