Frankenstein – Mary Shelley

fran

Historia Frankensteina i jego nieszczęsnego Potwora rozpala umysły wielbicieli grozy od pierwszych momentów, kiedy ukazała się drukiem. Młodziutka Mary  Shelley w przebłysku geniuszu stworzyła opowieść o cierpieniu, człowieczeństwie, dotknęła problemu tworzenia życia i powszechnej hipokryzji. A może po prostu nadała kształt bolączkom, które dręczą nas od zawsze?

Czytaj dalej

Upiory XX wieku – Joe Hill

Upiory-XX-wieku_Joe-Hill,images_big,3,978-83-7359-954-3

Napisom na okładkach nie ufam z zasady. Mam alergię na słowa „mistrz”, „fenomenalny”, „trzymający w napięciu” i „bestseller”. Zachęcanie mnie słowami, że dotychczas nie było lepszego pisarza w danej dziedzinie, dopóki się nie pojawił rzeczony autor jest chyba najskuteczniejszym sposobem na to, bym książki nie tknęła patykiem. A jeśli już, to ustawiam poprzeczkę bardzo, bardzo wysoko. Nie przekonują mnie słowa „bo ten znany autor twierdzi, że to dobre” – z całym szacunkiem, ale raz, że pisarze się nawzajem mogą lubić i to wpływa na ich ocenę. Dwa, to, że ktoś potrafi piec muffinki nie oznacza, że jego gust kulinarny będzie odpowiadał mojemu.

Czytaj dalej

Doktor Sen – Stephen King

doktor sen

Właściwie nie wiem, co napisać o tej książce. Przeczytałam ją w dwa dni, całe 656 stron. Dawno mi się tak szybko nie czytało książki. Może dlatego, że droga powrotna do domu zawsze szybciej mija, a koszmar rozgrywający się w Hotelu Panorama znam jak własne podwórko. Może dlatego, że dorosłam, tak, jak bohater Lśnienia.  A może dlatego, że dokładnie takiej historii było mi trzeba.

Czytaj dalej

Postrach nocy (2011) (Fright Night)

Jako, że Hollywood od jakiegoś czasu stoi prawie wyłącznie kontynuacjami i remake’ami, do Postrachu nocy podchodziłam ostrożnie, żeby nie powiedzieć, z rezerwą. Owszem, miał swoje niewątpliwe atuty (o tym później), ale komediowa wersja horroru z lat osiemdziesiątych… sami przyznacie, że coś może śmierdzieć. Tym milsze było moje rozczarowanie, że nawet całkiem ładnie pachnie.

Czytaj dalej

Czarna bezgwiezdna noc

Zdarzyło mi się raz siedzieć na polanie w Gorcach i gapić w nocne niebo. Mleczna Droga waląca po oczach gromadami gwiazd, jedyne źródło światła w okolicy. Z prawej nadciągnęły chmury, tak szybko, jak to tylko jest możliwe w górach. Nie jakieś podstępne, burzowe – ot niebo przykryło się kołderką do snu. Leżałam, wpatrywałam się w niebo i czułam, jak na powierzchnię wydobywa się inna Szyszka. Ta, która zawsze siedziała przykryta dobrym wychowaniem i strachem przed konsekwencjami. I to ona zakrzyczała z radości w ciemne, bezgwiezdne niebo.

Czytaj dalej